miasto jak z obrazka

Problem reklamowego chaosu osiągnął punkt krytyczny – chyba wszyscy (poza właścicielami budynków, na których wiszą wielkoformatowe plandeki) mają już dosyć widoku gigantycznych telefonów, nadmuchiwanych Shreków i dżungli krzykliwych szyldów...

tekst i-D Team
|
02 Kwiecień 2015, 9:00am

Pawilon Cepelii przy ul. Marszałkowskiej w Warszawie, fot. E. Dymna, M. Rutkiewicz, 2009 / Muzeum Sztuki Nowoczesnej

Grupa licealistów zdobyła w zeszłym tygodniu internet, prezentując własny film, w którym Warszawa - bodaj najbardziej zalepione reklamami miasto w Polsce - została wyczyszczona z wszelkich przejawów agresywnego marketingu. Taka Warszawa (i Zakopane, i Poznań, i Białystok) marzy się inicjatorom akcji "Posprzątajmy Reklamy", których zawiódł obecny kształt słynnej prezydenckiej ustawy krajobrazowej - aktywiści zarzucają jej nieadekwatność kar dla nielegalnych reklamodawców oraz nieostrą deifnicję tego, co reklamą jest, a co nie jest. Kliknij, żeby wysłać list do senatorów.

Temat na dobre przebił się już do głównego nurtu - ale pamiętajmy, że przynajmniej kilkoro artystów diagnozowało go na długo przed tym, jak określenie "szmata reklamowa" przewijało się w co drugiej kawiarnianej rozmowie. Jak to często bywa, sztuka stanowiła papierek lakmusowy problemów, które na dobre miały dopiero zaistnieć.

Situation 6, Gregor Graf, fotografia/photoshop, 2007 / art.blox.pl

W 2007 r. austriacki fotograf Georg Graf pokazał, jak wyglądałaby europejskie (w tym polskie) miasta, gdyby pozbawić je wszelkich śladów ludzkiej obecności - nie tylko reklam, ale też przechodniów czy samochodów. Choć przypomina to pracę grupy "Śmieci na wysokości", fotomontaże Grafa mają w sobie coś znacznie bardziej tajemniczego. Prostest przeciwko nachalnej reklamie nie był tu na pierwszym miejscu, ustępując nieco apokaliptycznej wizji świata, z którego ludzkość nagle wyparowała.

Polski outdoor na słynnych budynkach, fotomontaż Elżbiety Dymnej i Marcina Rutkiewicza, 2009, dzięki uprzejmości MiastoMojeAwNim.pl

Temat reklamowego chaosu podjął organizowany przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej festiwal "Warszawa w budowie", który co roku stara się wyjść naprzeciw problemom, które wbrew pozorom trapią nie tylko Warszawę. Podczas czwartej odsłony, organizowanej pod hasłem "Miasto na sprzedaż" prezentowano m.in. prace Elżbiety Dymnej i Marcina Rutkiewicza, w których duet w prześmiewczo-gorzki sposób obrazował, jak wyglądałyby pomniki światowego dziedzictwa (grecki Partenon czy Statua Wolności), gdyby tylko oddać je pod opiekę Polaków. Mimo to, wymowa festiwalu była daleka od utyskiwania na współczesność - prezentowane na nim archiwalne zdjęcia przypominały, że na początku XX w. chaos kolorowych szyldów był nie mniejszy, niż na dzisiejszych przedmieściach.

238 x 504 / Po Horyzont, Katarzyna Kęsicka, billboard, 2005 / art.blox.pl

Szkoda, że od dawna ograniczyła swoje działania zewnętrzna galeria AMS. Jeden z dużych domów mediowych udostępniał przez kilka lat część swoich nośników mniej lub bardziej znanym polskim artystom (przewinęli się przez nią Maciejowski, Kozyra czy Marek Sobczyk). Choć większość z nich po prostu prezentowała tam swoje prace wykonane przy innych okazjach, z nośnikiem bardzo celnie zagrały fotomontaże Katarzyny Kęsickiej - które przedstawiały dokładnie to, co zazwyczaj przesłaniają.

Przeczytaj wywiad z autorami filmu Śmieci na wysokości.

Kredyty


Takst: Maciek Piasecki
Zdjęcia: Muzeum Sztuki Nowoczesnej, art.blox.pl

Tagged:
warszawa
opinie
sztuka
Kultura
Muzeum Sztuki Nowoczesnej
aktywizm
generacja z
elżbieta dymna
georg graf
katarzyna kęsicka
marcin rutkiewicz
reklama zewnętrzna