dziewczyny, które zazdroszczą

Dziewczyński zin „Girls to the Front” podzielił się z nami tekstem z najnowszego numeru, którego motywem przewodnim są relacje między kobietami.

tekst i-D Polska
|
27 Marzec 2017, 12:05am

Do ostatniej chwili nie byłam przekonana czy to, co chcę tu napisać będzie odpowiednie i czy powinnam to publikować. A raczej w jakim stopniu jestem w stanie przyznać się, przed sobą i czytelni(cz)kami, że do tej pory wśród moich relacji z dziewczynami dominowały te oparte na zazdrości i konkurencji. Do całkiem niedawna, mimo iż organizuję z Olą „Girls to the Front", wcale nie czułam w sobie idei kobiecej siły czy girl gangu. Wiedziałam, że to ważne i chciałam to czuć, ale po prostu tego we mnie nie było. Jednak tekst ostatecznie powstał, bo nie podoba mi się sposób w jaki krytykuje się brak kobiecej solidarności. Jest to krytyka pełna złości, karcąca dziewczyny zamiast im pomóc. Dodatkowo, w środowiskach wrogich kobietom ten argument jest wykorzystywany przeciwko nim - skoro nawet ze sobą nie umieją się dogadać, to lepiej niech o niczym nie decydują. Chciałam więc pokazać jak zazdrość może wyglądać od środka.

Pierwszy raz zorientowałam się, że różnię się od reszty dziewczyn (i poczułam przy tym nieprzyjemny ścisk w brzuchu) jakoś w podstawówce. Byłam wyższa i większa od moich koleżanek, przez co spędzając z nimi czas czułam się mniej więcej jak niezręczny słup. Doskonale pamiętam sytuację, w której wsiadając z nimi do samochodu usłyszałam od jednej z matek: „Czekaj, ty się tam nie zmieścisz, z tyłu usiądą drobniejsze". Tego samego dnia pierwszy raz płakałam myśląc o swoim ciele.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Na początku gimnazjum zaczęłam zmagać się z zaburzeniami odżywiania, z którymi cyklicznie walczę do dzisiaj. Stoi za nimi oczywiście wiele przyczyn, ale w tamtym czasie dominowała chęć spodobania się innym dziewczynom. Nie traktowałam ich jako konkurencji, bo chłopcy nieszczególnie mnie interesowali, ale jako ideały, od których odstaję. Poza tym byłam bardzo zamknięta w sobie, więc wydawało mi się, że nie mam nic ciekawego do zaoferowania i mogłabym przynajmniej fajnie wyglądać. Przeglądając kartki ze swojego pamiętnika widzę jak bardzo moja waga wpływała na postrzeganie relacji z koleżankami. W dni, które rozpoczynała notatka o kolejnym zgubionym kilogramie, z nieśmiałą radością pisałam o tym, że chyba zyskuję nowe przyjaciółki. Ponieważ moje rozumowanie było absurdalne, posługując się nim, nieustannie było mi za mało.

Często to, co robimy dorastając, żeby dopasować się do otoczenia, alienuje nas w przyszłości. W kolejnych latach chyba podświadomie zaczęłam obwiniać dziewczyny za to jak się czuję i co robię ze swoim ciałem, na przemian głodząc je i napychając. Nie mówię o przyjaciółkach, które rzeczywiście zyskałam, ale o jakimś coraz bardziej odrealnionym obrazie dziewczyny, który mi towarzyszył. Każdy kolejny nieprzyjemny ścisk w brzuchu kierował mnie w stronę nienawistnej zazdrości. Jednak te uczucia wciąż pozostawały gdzieś w tle. Nie miałam jeszcze żadnego prawdziwego doświadczenia kobiecej konkurencji.

Zupełny chaos w mojej głowie przyniósł pierwszy związek. Z jednej strony przeżywałam najlepsze chwile w swoim życiu, a z drugiej czułam największy w nim strach. Nagle to przed czym przestrzegają Cię durne filmy, reklamy i piosenki w radiu stało się realnym (w mojej głowie) zagrożeniem. Pierwszy raz poczułam, że mogę coś stracić. A dokładniej, że może mi to zabrać inna dziewczyna. Poczucie, że nie jestem wystarczająco dobra i różne mniej lub bardziej istotne wydarzenia doprowadziły mnie do stanu, w którym potrafiłam obsesyjnie stalkować dziewczyny, których nawet nie znałam i nienawidzić ich. Tym autodestrukcyjnym seansom przy Instagramie towarzyszyło ogromne poczucie wstydu - żadna z nas nie chce być postrzegana jako ta stereotypowa, zazdrosna i czepiająca się wszystkiego dziewczyna. Niestety większość zapomina, że ta upierdliwa laska jest zwyczajnie przestraszona, a jej smutek nie jest emocjonalnym szantażem.

Teoria psychologii ewolucyjnej ma oczywiście swoje odpowiedzi na zagadnienie konkurencji wśród kobiet. Jednak w dzisiejszych czasach pojęcie naturalnej selekcji wydaje mi się raczej abstrakcyjne. Bardziej aktualnym problemem jest fakt, iż młode dziewczyny, zalewane obrazami nieosiągalnych ideałów, nie konkurują z innymi, lecz z samymi sobą i tym jak siebie postrzegają. Chociaż każda dziewczyna, w którą wpatrywałam się z zazdrością wydawała mi się ładniejsza, szczuplejsza czy fajniejsza, to tak naprawdę wcale jej nie widziałam. I dla mnie to właśnie był punkt wyjścia - kiedy uświadomiłam sobie, że to nie inne dziewczyny, a ja sama robię sobie krzywdę.

Przede wszystkim chciałam powiedzieć, że dziewczyny, które zazdroszczą nie są złymi osobami. Mam nadzieję, że za jakiś czas, szczególnie na fali ostatnich wydarzeń, pogardę wobec nich zastąpi zrozumienie. Ja w swoim najgorszym momencie znalazłam na szczęście przyjaciółki, które pomogły mi zyskać pewność siebie i poczuć w końcu prawdziwą dziewczyńską siłę. Mój apel to zatem: jeżeli chcemy być solidarne z kobietami, to bądźmy również z tymi, które tego nie potrafią.  

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Agata Wnuk, Pierwotnie artykuł ukazał się w zinie „Girls to the Front". 
Kolaże: Emma Dajska

Tagged:
girls to the front
dziewczyny
Kultura
zin
agata wnuk
ola kamińska
polskie ziny