moda na antydepresyjne aplikacje

Czy technologia naprawdę rozwiąże wszystkie nasze problemy?

tekst Marta Knaś
|
09 Sierpień 2017, 10:43am

@smilefomedaddy

Na pewno znasz to uczucie, kiedy wszystko jest nie tak, a ty zaczynasz wypatrywać symptomów depresji. Nawet jeśli to tylko stan przejściowy, za wszelką cenę chcemy sobie pomóc, obdzwaniając znajomych albo zamawiając Uber Eats. Jednak są problemy głębsze i bardziej przewlekłe, na które nie pomoże kolejna porcja burrito. Żyjemy w czasach, gdzie internet i to, co widzimy w sieci to główne powody naszego złego samopoczucia. Jeśli przyszłość niesie ze sobą jeszcze szybsze wifi, większe smartfony oraz cieńsze laptopy, postanowiliśmy sprawdzić, czy technologia stanowi jakąkolwiek pociechę w kwestii emocji. Ściągnęliśmy parę aplikacji i przedstawiamy wnioski.

Na pierwszy ogień poszło „7 Cups', tęczowa appka z kubkiem parującej kawy w logo. To tutaj zrzeszają się 'słuchacze ochotnicy'. Odpalasz i określasz swój problem. Do wyboru mam między innymi przewlekłe zmartwienia, brak panowania nad emocjami czy smutek związany z rozstaniem. Wybieram to ostatnie, w końcu każdy z nas został kiedyś porzucony przez smsa. W oczekiwaniu na 'słuchacza' chat rozpoczyna Noni. Noni to 'friendly bot', czyli internetowy ludzik, który zaczyna zadawać mi pytania. Choć piszę Noni o swoim rozstaniu, bot ignoruje moje wiadomości. Dowiaduje się jedynie, że 7 Cups pomogło już 6 milionom ludzi. Dopytuje też, jak oceniam swoje zmartwienia w skali od 1 do 10. Klikam 6, a Noni z przejęciem odpowiada: „OK". Liczyłam na bardziej ludzką interakcję, jednak bot deklaruje, że mogę podzielić się z nim wszystkim, co pomogłoby zrozumieć mój stan. Cały ten czat przypomina powierzchowną rozmowę ze znajomym, który mówi, że zawsze możesz na niego liczyć, ale dobrze wiesz, że tak nie jest. Po 10 minutach czekania wyłączam aplikację. Nigdy więcej żadnych zwierzeń robotom.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Daję szansę kolejnej appce o nazwie „Pacifica". Slogan obiecuje wiele: „Feelbetter & live happier". Brzmi wspaniale, lecz już na samym początku czujesz się jak na spotkaniu z trenerem personalnym, który za wszelką cenę chce cię przekonać, że życie to góra, na którą dasz radę się wspiąć mimo trudności. Pierwszy krok to wybór 'celu' - te są raczej generalne. „Poprawa nastroju", „odpuszczenie stresu" czy „prowadzenie zdrowszego trybu życia". Następnie, zaznaczasz poziom swojego nastroju. Na bazie twoich aspiracji i obecnego stanu ducha, aplikacja dobieram aktywności, które mają sprawić, że poczujesz się lepiej. Mnie proponuje oryginalny zestaw, na którym nigdy bym nie wpadła - spędzenie czasu z rodziną oraz wpis w pamiętniku. Przenikliwość aplikacji jest intrygująca, dlatego sprawdzam, co stanie się, gdy swój nastrój określę jako nieco lepszy niż przeciętny. Wtedy nadchodzi prawdziwe szaleństwo. Pacifica radzi, abym wykonała zestaw ćwiczeń fizycznych oraz stworzyła pełną listę celów. Co więcej, pomoże mi w tym! W appce mogę stworzyć wyzwania dnia w oparciu o to, z czym najmniej daję sobie radę. Ktoś czyta mi w myślach, bo każdy proponowany przez Pacificę 'challenge' napawa mnie grozą. Są tu romanse, publiczne wystąpienia i relacje z obcymi. Klikając w to ostatnie, przede mną pojawia się jeszcze bardziej przeraźliwa lista zadań na nadchodzącą, niedepresyjną przyszłość. Mam: 1) uśmiechnąć się do nieznajomego, 2) powiedzieć nieznajomemu cześć, 3) porozmawiać z nieznajomym na tematy personalne oraz 4) wyrazić nieznajomemu zdecydowaną opinię. Aplikacja potęguje wszystkie moje niepokoje i wiedząc, że nie podołam tak ambitnym wyzwaniom, kasuję ją z telefonu.

Cała nadzieja w „Relieved". Ta ostatnia próba ulżenia swoim cierpieniom zaczyna się od ustawienia zdjęcia oraz kwestionariusza, który na podstawie twojej lokalizacji i wieku, dobiera ci partnerów do rozmowy. Mają oni podobne problemy, mieszkają nawet kilka przecznic dalej i są twoimi rówieśnikami. Choć czasem świadomość, że inni przechodzą przez podobne problemy, co ty, może być źródłem pocieszenia, tak wysoki poziom podobieństwa sprawia, że czujesz się nieswojo. Jeśli twój pierwszy 'match' nie przypadnie ci do gustu, szukasz dalej. Użytkownicy mogą do siebie 'mrugać' oraz 'dodawać do ulubionych'. To jak smutne połączenie Facebook'a i Tindera. Jak widać, wirtualna selekcja nie ominie cię, nawet gdy jesteś w depresji.

W zderzeniu z tak powierzchownym podejściem i niezrozumieniem, czuję się o krok dalej od rozwiązania swoich smutków. Rzeczywistość online wzmaga nasze poczuciem samotności i odosobnienia, a jako pocieszenie oferuje puste motywatory i porady tak ogólne, jak sms-owe wróżby. Jeśli więc czujesz się nie najlepiej, radzimy z całego serca: nigdy nie sięgaj po antydepresyjne aplikacje. Kolorowe tęcze, nierealne wyzwania i przyjazne boty nie poprawią ci humoru, a tylko wzmogą irytację i poczucie beznadziei. Zastanów się, na ile poważny jest twój problem i sięgnij po poradę psychologa, który nie nazywa się Noni. Jeśli nie jest tak źle, daj się wyciągnąć znajomym na piwko i skasuj Messanger'a. Efekt gwarantowany.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Marta Knaś
Zdjęcie:@smilefomedaddy

Tagged:
Internet
depresja
Kultura
Zdrowie Psychiczne
Aplikacje
marta knas