bliskość w tokio

Portrety mężczyzn z japońskiego Tindera.

tekst Briony Wright
|
27 Kwiecień 2016, 10:35am

Photography Drew Pettifer

Australijski fotograf i uczony Drew Pettifer spędził ostatnie dziesięć lat, fotografując mężczyzn w osobisty sposób. Jego prace poruszają tematy płci, seksualności i pożądania. Fotografuje przyjaciół, partnerów oraz ludzi, których poznał przez aplikacje i portale randkowe. Pokazuje wspólnie spędzone chwile i domowe zacisze. Te zdjęcia nie są zabawne w bezpośredni sposób, ale często kryje się w nich poczucie humoru. W serii z 2011 roku, zatytułowanej „Hand in Glove" (Ręka w rękę), Drew sfotografował się z każdym ze swoich nagich modeli, trzymając ich za przyrodzenie. W serii z 2009 roku pt. „The Decisive Moment" (Decydujący moment) skupił się na twarzach szczytujących mężczyzn, a w 2008 roku naniósł portrety na torty podczas wystawy „Cake Boys". Z męskiej perspektywy patrzy na innych facetów, w ten sposób pomaga oswoić chwile, które często są przeinaczane lub ukrywane w naszej kulturze.

Jego najnowsze prace „Some Want Quietly" (Niektórzy chcą po cichu) powstały podczas pobytu w Tokio i skupiają się na japońskich kodach dotyczących seksualności. 

Zdjęcie z „Some Want Quietly", 2016 rok

W twoich pracach można znaleźć wiele nawiązań i kodów. Jakie są twoje intencje?
Oczywiście to bierze się z bardzo osobistych doświadczeń, jest też dość polityczne. Dla mnie te prace dotyczą reprezentacji, odzyskiwania naszego miejsca. Lubię myśleć, że mogę pomóc pokazać bardziej osobiste, intymne podejście do takich momentów, od tego, co oferuje mainstream.

Podoba mi się, że masz przesłanie i znasz się na technicznej stronie fotografii, potrafisz zrobić dobre zdjęcie.
Staram się znaleźć równowagę między estetyką i koncepcją. Robię zdjęcia w ten sposób już od około 15 lat. W tym czasie zaobserwowałem, że coraz więcej osób zwraca się ku tej estetyce, ale mam nadzieję, że w moich pracach jest coś więcej.

Zdjęcie z „The Decisive Moment", 2009 rok

Dlaczego zainteresowałeś się Japonią?
Gdy ostatnio pojechałem do Japonii, zafascynowały mnie odmienne kody dotyczące seksualności i płci. Symbole są zupełnie inne. Jeśli wejdziesz w ten świat z zachodnim punktem widzenia, to na najbardziej podstawowym poziomie, w niektórych sytuacjach może być ciężko w ogóle odróżnić mężczyznę od kobiety. Tam można prezentować się dość kobieco według zachodnich standardów i wciąż być uważanym za męską osobę. Przyglądałem się ich kulturowym normom dotyczącym męskości i tego, jak tworzą te podziały. To stawia pytania, które są dla mnie bardzo ciekawe.

Czyli mają inne zasady.
Same kategorie są bardzo podobne. Istnieją sztywne definicje męskości i kobiecości oraz wzorce zachowań — ale są zupełnie inne od naszych.

Zdjęcie z „Less Than Lovers", 2014 rok

Czy czujesz, że mają inne podejście do seksu?
Tak, ale każdy kij ma dwa końce. Nie mają naszych zahamowań wywołanych długą, pruderyjną tradycją żydowsko-chrześcijańskich wartości lub wiktoriańskiego zakrywania ciała i unikania tematu seksu. Nie mają tych ograniczeń, ale z drugiej strony są bardzo skryci. Tu tkwi prawdziwe napięcie — z jednej strony czują się swobodnie nago, ale jeśli poruszysz temat seksu i intymności mogą zrobić się bardzo nieśmiali i będzie niezręcznie. Nie mają problemu, żeby siedzieć nago z przyjaciółmi w onsen (gorącym źródle), ale pytanie ich np. o związek z dziewczyną zostałoby uznane za niegrzeczne. To niemal przeciwieństwo naszej rzeczywistości.

Czy wpływa na to duża populacja singli?
Tak. To bardzo ciekawe, także jeśli chodzi o seks — jakieś 30% ludzi nie ma doświadczenia seksualnego aż do 34 roku życia. To sprawia, że wskaźnik urodzeń spadł do rekordowo niskiego poziomu.

Zdjęcie z „Hold Onto Your Friends", 2011 rok

Jak poznałeś ludzi, których sfotografowałeś do „Some Want Quietly"?
Kilkoro z nich to moi znajomi. Korzystałem też z aplikacji Jack, która przypomina japońską wersję Tindera. Byłem z nimi szczery, mówiłem, że tworzę projekt i chcę zrobić im zdjęcia. Pojawiła się jednak dodatkowa warstwa pożądania i seksualności, bo odpisywali mi na randkowych portalach, więc zakładałem, że ich pociągałem. Spotykaliśmy się i było bardzo ciekawie.

Zastanawiałeś się, „Czy to projekt artystyczny, czy już randka?"
Dokładnie. To było interesujące, bo wcześniej często robiłem zdjęcia moich przyjaciół. Czasem pojawiało się jakieś napięcie seksualne, ale pracując w ten sposób, mogliśmy przejść do tego punktu bardzo szybko.

Zdjęcie z wystawy „Cake Boys", 2008 rok

To twój czwarty zin. Widać, że ciągnie cię do wydawania prac w tym formacie.
Robię dużo zdjęć i lubię je pokazywać. Podoba mi się format książki i ten inny wymiar bliskości — można ją trzymać w rękach, zbliżyć się do prac. Na wystawie to niemożliwe. Książkę można przeglądać we własnym tempie, wracać do niej. Zdjęcia wyglądają inaczej na stronach. Powinny być oglądane właśnie w ten sposób.

@drewpettifer

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst Briony Wright
Zdjęcia Drew Pettifer
Tłumaczenie Patrycja Śmiechowska

Tagged:
Tinder
Τόκιο
japonia
Kultura
nagość
Ziny
zin
drew pettifer