wizualne eseje

W ciągu siedmiu lat Margaret przeszła imponującą metamorfozę: z uczennicy w studentkę prawa, stylistkę, fotografkę, konsultantkę i dyrektorkę kreatywną. Teraz wydaje swoją pierwszą fotoksiążkę.

tekst Wendy Syfret
|
30 Grudzień 2016, 4:55pm

Bez wątpienia Margaret Zhang zawdzięcza swój sukces nie tylko idealnym stylizacjom i fryzurom, ale także wielkiemu intelektowi. Jest odpowiedzią na każdy przytyk dotyczący wartości i pozycji blogerek modowych. Od założenia strony Shine By Three w 2009 roku (gdy miała 16 lat) zmieniła ją z popularnego bloga modowego w międzynarodową markę. W ciągu tych siedmiu lat Margaret również przeszła imponującą metamorfozę: z uczennicy w studentkę prawa, stylistkę, fotografkę, konsultantkę i dyrektorkę kreatywną.

W tym roku postanowiła podjąć kolejne wyzwanie i wydać pierwszą fotoksiążkę. W „In the Youth of Our Fury" zebrała wizualne eseje, które badają symbole i motywy związane z pokoleniem milenialsów — to tematy pojawiające się w jej modowych pracach. Książka była okazją na odejście od stricte modowych projektów, szansą odkrycia bardziej osobistych zagadnień, z którymi zmaga się jako młoda kobieta.

Zawsze dużo się u ciebie dzieje. Dlaczego teraz postanowiłaś, że nadszedł dobry czas na wydanie książki?
Moja kariera rozwija się w ciekawy sposób, robię zdjęcia dla siebie i innych ludzi. Dotarłam do punktu, w którym robię dużo zleceń komercyjnych, dla klientów — oczywiście wybieram tylko te warte zaangażowania — ale nawet wtedy pracuję według wytycznych. Rezultatem jest portfolio, które nie do końca odzwierciedla to, co chciałabym fotografować. Myślę, że nadszedł dobry moment, żeby zwolnić i robić zdjęcia rzeczy, które są dla mnie ważne. Chcę dać moim odbiorcom coś w mocnej, namacalnej formie, której mogą doświadczyć bez rozkojarzenia związanego z oglądaniem wszystkiego w sieci.

Twoja praca i reputacja są związane z ideą „pokolenia internetu". Rozumiem, dlaczego zainteresowało cię wydanie czegoś fizycznego.
Tak, myślę, że druk nadal ma wartość. W obserwowaniu zdjęć w tym formacie jest coś pięknego. W sieci tyle rzeczy się na nas rzuca, to może być naprawdę przytłaczające, nadmiernie stymulujące. Ciężko wyodrębnić przekaz.

Skoro już mowa o przesłaniu, zauważyłam, że ciągle odnosisz się do tej pracy, jako do „wizualnego eseju". Co jest w nim głównym tematem? Wyraźnie widać, że to nie tylko zbiór zdjęć, które ci się spodobały.
Skupiłam się na problemach, z którymi moim zdaniem borykają się młodzi ludzie. Depresja, sposób postrzegania ciała, pozycja społeczna, niewyjaśniony luksus i kwestia zrównoważonego rozwoju i ekologii. Rozdział po rozdziale podejmuję kolejne tematy, które przenikły do naszej świadomości, choć może niektórzy nie zdają sobie z nich sprawy.

Dobrym przykładem jest postrzeganie ciała: jako wykształcona osoba z mocnym charakterem i pewnością siebie możesz sądzić, że nie dotyka cię ideał ciała wykreowany w mediach, ani to jak powinna wyglądać kobieta. Ale jednak konsumujesz media społecznościowe i obserwujesz konkretne osoby, nieumyślnie zmienia się twoja definicja „ideału". Nie chodziło mi o pokazanie portfolio, ale raczej stworzenie konkretnych rzeczy, które zmuszą do myślenia.

Milenialsi, kult młodości i dorastanie są nieustannie omawianymi tematami. Ty odniosłaś sukces bardzo młodo, czy czułaś, że książka pokazuje je z wyjątkowej perspektywy?
Tak, nie tylko w kontekście książki, ale ogólnie, bo pracuję z korporacjami, które sprzedają, sprzedają i sprzedają. Młodzi ludzie są rozczarowani światem, gdy dostrzegają biurokrację systemu politycznego i jego wady. Możliwość pracy z ludźmi z różnych pokoleń pokazała mi obie strony medalu, zobaczyłam jak sparaliżowane jest to wszystko.

W twoich pracach podoba mi się, że mają globalny charakter, ale zachowujesz australijską świeżość. Czy celowo starasz się tchnąć w to australijską energię?
Tak, cała książka powstała w Australii. Wróciłam na ponad miesiąc, żeby zrobić wszystkie zdjęcia. Pracowaliśmy głównie w Victorii i trochę w Sydney. Australijscy ludzie z branży kreatywnej mają bardzo specyficzne poczucie estetyki, czerpią z bardzo konkretnych inspiracji. Mamy też wielu świetnych fotografów dzięki pięknym krajobrazem, słońcu i kolorom. Wykorzystałam ubrania wyłącznie australijskich projektantów.

Spędziłaś sporą część tego roku, przeprowadzając się do Nowego Jorku. Czy praca nad tą książką była oczyszczającym doświadczeniem? Przypomina trochę list pożegnalny.
Chyba tak. Z pewnością podniosła mnie na duchu, bo podczas pracy byłam jedną nogą tu, drugą tam. Wróciłam i poczułam, że znam to światło. To brzmi bardzo głupio, ale fotografowanie w innych częściach świata bardzo się od tego różni. Chciałam, żeby to było swojskie, szczególnie że wielu moich czytelników znajduje się za oceanem. Po tylu latach dałam im zasmakować Australii, tego jak wygląda i jak czuję się z nią związana.

@margaret__zhang

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Wendy Syfret
Zdjęcia: Margaret Zhang