Reklama

była modelka walczy z depresją poprzez fotografię

„Poprzez moje autoportrety nauczyłam się, jak być wrażliwą, jak czuć się z tym w porządku i jak postrzegać to jako coś pozytywnego. Nauczyłam się kochać swoje ciało, a nie ciągle czuć się niewystarczająco dobrze ze sobą, dlatego, że nie noszę rozmiaru...

tekst Kimbra Audrey
|
18 Maj 2017, 7:26am

Kimbra Audrey przez lata zmagała się z depresją i uzależnieniem, przeżyła także traumatyczny pobyt na oddziale psychiatrycznym. To wszystko wydarzyło się podczas  jej trwającej dekadę kariery w modelingu. Zanim znalazła pracę w komercyjnej agencji, pracowała w świecie high fashion. Kimbra postanowiła przerzucić się na fotografię i ponownie stanąć na nogi. Przed wami jej własny tekst na temat wagi kreatywnej terapii.

„Borykałam się z depresją całe życie. Wychowałam się w dysfunkcyjnej rodzinie i zaczęłam karierę w modelingu w wieku 15 lat w Seattle. Był to sposób na ucieczkę i usamodzielnienie się finansowo. Zawsze uwielbiałam fotografię i modę, a modeling wydał mi się najbardziej dochodową pracą, jaką może mieć nastolatka.

Wcześnie ukończyłam liceum i przeprowadziłam się sama do Nowego Jorku w wieku 17 lat, by kontynuować karierę modelki. Kiedy byłam młodsza, brałam udział w projektach high fashion, jednak przerosła mnie presja, aby pozostać w rozmiarze zero. Potem podpisałam kontrakt z bardziej komercyjną agencją i zaczęłam mieć bardziej komercyjne zlecenia. Jednak nigdy nie czułam się dobrze. Zawsze było coś ze mną nie tak. Albo byłam zbyt duża, zbyt chuda, zbyt wysoka, za bardzo etniczna, nie pasował mój kolor włosów — lista ciągnęła się i ciągnęła… Przez pierwsze lata miałam problemy z utrzymaniem się w agencji z powodu moich wahań wagi. Moja samoocena była zrujnowana. Nienawidziłam siebie, gdy patrzyłam w lustro. Nauczyłam się więc grać i udawać przed klientem pewną siebie, podczas gdy wewnątrz po prostu miałam ochotę się rozpłakać. Byłam niezwykle pogrążona w depresji i bezbronna, lecz nie miałam pojęcia, co innego mogłabym robić.

Kiedy miałam 19 lat, przedawkowałam narkotyki, alkohol i niemal umarłam. Moja wątroba odmówiła posłuszeństwa, a lekarze powiedzieli, że bez przeszczepu umrę. Dostałam się na początek listy oczekujących. Czekałam tydzień. Codziennie było coraz gorzej. Wreszcie po dwóch transfuzjach krwi mój stan zaczął się poprawiać. To był cud. Spędziłam miesiąc w szpitalu. Dwa tygodnie z tego pobytu przebywałam na oddziale psychiatrycznym. Był to jeden z najgorszych momentów w moim życiu.

Jako dziewiętnastolatka byłam tam najmłodszą osobą. Musiałam się rozebrać do naga, by mnie przeszukano. Gdy brałam prysznic byłam pod nadzorem. Nie było drzwi, zamków, żadnej prywatności. Obok mnie leżała 80-letnia kobieta o imieniu Katherine, która myślała, że każdego dnia są jej urodziny. Budziła się w nocy i krzyczała — musieli jej podawać środki uspokajające. Nie mogłam ćwiczyć ani wychodzić na zewnątrz, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Jedzenie było ohydne i przeważnie wcale nie jadałam. Ciągle wybuchały bójki, pacjenci krzyczeli na pielęgniarki, na siebie nawzajem, krzyczeli do ścian. Byłam zmuszana do brania leków, które zamiast sprawiać, że czułam się lepiej, pogarszały tylko mój stan. Gdybym chciała opuścić to miejsce, musiałabym dowieść, że według ich standardów jestem zdrowa psychicznie. A ja wariowałam od siedzenia w tym miejscu.

Kiedy stamtąd wyszłam, postanowiłam całkowicie zmienić sposób, w jaki żyję. Moja kondycja fizyczna nadal była słaba. Moja wątroba potrzebowała roku na kompletną regenerację. Przestałam pić, przeszłam na weganizm oraz zaczęłam ćwiczyć jogę. Byłam bardzo szczęśliwa, że nie umarłam. Byłam wdzięczna, że nadal żyję. To uczucie, którego nie czułam przez lata. Najprostsze rzeczy dawały mi tyle radości. Na przykład to, że mogę oddychać świeżym powietrzem. 

Prawdziwe szczęście odnalazłam za obiektywem aparatu. W liceum uczyłam się czarno-białej fotografii I zawsze uwielbiałam robić zdjęcia wszystkiemu, przeważnie moim przyjaciołom.

Gdy pozowałam do zdjęć przyjaciółce parę lat temu, zwierzyła mi się, że również wpadła w depresję przez modeling. Podróżowała po całym świecie, nigdy nie przebywała więcej niż parę miesięcy w jednym mieście, zawsze spłukana, zmęczona i samotna. Zaczęła robić sobie autoportrety, co pomogło jej uporać się z depresją. Kiedy wróciłam do domu, natychmiast zaczęłam robić zdjęcia, bardziej w ramach eksperymentu, jednak było to dosyć trudne. Nie miałam nawet statywu. Ustawiałam aparat na krześle lub książkach. Trudność sprawiało przede wszystkim bycie jednocześnie modelką, jak i fotografem. Momentami czułam się dziwnie, lecz było to też wyzwalające.

Dzięki autoportretom miałam możliwość tworzenia zdjęć, na których jestem taka, jak sama siebie widzę. Robiłam je jedynie na kliszy i ich nie obrabiałam. W branży modelingowej prawie każde zdjęcie jest poddawane obróbce. Gdy pozowałam do zdjęć, czasami nie poznawałam nawet siebie samej. Chciałam robić sobie zdjęcia oddające uczciwie rzeczywistość dla własnego komfortu psychicznego. Zaczęłam robić je prawie codziennie. To było wspaniałe uczucie, kiedy wszystkie moje emocje (czy była to radość, złość czy smutek) przelewałam na zdjęcia.  

Poprzez moje autoportrety nauczyłam się, jak być wrażliwą, jak czuć się z tym w porządku i jak postrzegać to jako coś pozytywnego. Nauczyłam się kochać swoje ciało, a nie ciągle czuć się niewystarczająco dobrze ze sobą, dlatego, że nie noszę rozmiaru zero. Czuję się komfortowo we własnej skórze i akceptuje moje ciało takie, jakie jest. Nie było tak przez wiele lat. Jestem sfrustrowana, że nasze społeczeństwo ma obsesję na punkcie perfekcji. Wszyscy muszą mieć idealny makijaż, idealne ciało, idealne życie. Dlaczego piękne nie mogą być niedoskonałości? Dlaczego ludzie nie mogą być naturalni i kochać siebie nawzajem za to, kim jesteśmy?  

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Uwiecznianie mojej depresji pomogło mi bardziej niż jakikolwiek lekarz lub lek, który przyjmowałam. Jednakże mój problem nigdy całkowicie nie zniknął i nie wiem, czy kiedyś się to stanie. W zeszłym roku podjęłam kolejną próbę samobójczą. Na szczęście moja najlepsza przyjaciółka zabrała mnie ze szpitala, więc nie musiałam tam zostać na dłużej. System ochrony zdrowia psychicznego obecnie wcale nie pomaga ludziom. W większości przypadków wypisują ci receptę i żegnają. Nie ma potem wizyt kontrolnych, dyskusji na temat innych form terapii. Wyleczenie mojej depresji było wyzwaniem, dlatego byłam gotowa spróbować wszystkiego: leków, terapii, akupunktury, ćwiczeń. Wreszcie dotarłam do takiego punktu, w którym wiem jak lepiej sobie radzić, jak nie dopuścić do tego, że będę chciała sobie zrobić krzywdę.

W zeszłym roku rzuciłam modeling po dziewięciu latach. Przeprowadziłam się do Paryża, żeby skupić się na fotografii. Staram się robić autoportrety każdego dnia. Stworzyłam nawet ciemnię w moim mieszkaniu, więc mogę wywoływać klisze sama. Robienie zdjęcia, mieszanie chemikaliów, wywoływanie, suszenie, drukowanie oraz skanowanie - to wszystko jest dla mnie częścią terapii.

Moje fotografie mogą być czasami dosyć mroczne, lecz najważniejsze dla mnie jest, by uchwycić wszystkie emocje zarówno te dobre, jak i te złe. Zawsze miałam problemy z wyrażaniem swoich emocji, łatwiej mi zrobić autoportret".

Jeżeli zmagasz się z problemem depresji, niską samooceną lub innymi problemami natury zdrowia psychicznego, organizacje takie jak Forum Przeciw Depresji czy ITAKA oferują wsparcie i porady. Jeżeli potrzebujesz natychmiastowej pomocy, na ich stronie znajdziesz numery linii telefonicznych oraz adresy placówek

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst i zdjęcia: Kimbra Audrey