rozmowa z twórcami pierwszej niemieckiej produkcji netflixa

Widzieliście już mroczny serial „Dark"?

tekst Matthew Whitehouse
|
07 Grudzień 2017, 11:04am

Serial „Dark" zaczyna się od cytatu legendarnego fizyka, Alberta Einsteina: „Rozróżnienie między przeszłością, teraźniejszością i przyszłością jest tylko uparcie utrzymującą się iluzją". Podobne myśli miewamy, gdy budzimy się na kacu po biurowej imprezie (to ten czas), ale warto też pamiętać o tej maksymie w czasie seansu nowego serialu Netflixa. 10 odcinków nadprzyrodzonego thrillera łączy koncepcję podróży w czasie z efektem domina, wywołanym przez zaginięcie chłopca w niemieckim miasteczku.

Jest naprawdę dobry. W zeszłym tygodniu dostaliśmy dostęp do pierwszych trzech odcinków i pochłonęliśmy je w mgnieniu oka. „Dark" zdążył już zostać porównany do innego hitu serwisu streamingowego, „Stranger Things". Nic dziwnego, bo wiele motywów wygląda podobnie: zaginięcie chłopca, dzieciaki na rowerach, wspomnienia z lat 80. Szczerze mówiąc bardziej przypomina jednak świetne skandynawskie kryminały, którymi byliśmy ostatnio zalewani: mroczna atmosfera, ciemne lasy i złe przeczucia. Czasami czekaliśmy, aż na ekranie pojawi się Sofie Gråbøl w swetrze z Wysp Owczych.

„Intryguje nas to, że małe miasteczka są mikrokosmosem, przedstawiającym ludzkie zachowania", powiedziała scenarzystka i producentka Jantje Friese, która stworzyła serial razem ze scenarzystą i reżyserem Baranem bo Odarem. Netflix skontaktował się z nimi po sukcesie ich filmu o grupie berlińskich hakerów — „Who Am I. Możesz być kim chcesz" z 2014 roku. Nie chcieli się powtarzać, więc wrócili do niedokończonych projektów z ostatnich lat. Przypomnieli sobie zarys filmu o podróży w czasie i serialu kryminalnego. „Postanowiliśmy połączyć te elementy", powiedziała Frise. I tak powstał nadprzyrodzony kryminał.

W serialu wspaniałe jest to, że poza ogólną teorią względności i fizyką teoretyczną, jest w nim coś charakterystycznie niemieckiego. Odar zwraca uwagę na bogatą tradycję baśni, szczególnie Braci Grimm, których akcja często rozgrywała się w bujnych lasach. „Są metaforą mrocznych zakamarków, które w nas drzemią. Nie jesteśmy pewni, co w nich napotkamy i jak bardzo można się pogubić", dodał. Friese z kolei jako źródło „oschłej grozy" wskazuje coś w niemieckiej psychice.

„Uważamy, że dogłębne analizowanie tych mrocznych motywów ma wiele wspólnego z tym, kim jesteśmy i co się wydarzyło na początku poprzedniego wieku. Mam tu na myśl dwie wojny światowe, podczas których wielu ludzi zabito w imię Niemiec", powiedziała. „My, młode pokolenie, dużo rozmawialiśmy o tym w szkole. Ciągle zadawaliśmy sobie pytanie: jak mogło do tego dojść? Jak ludzie mogą robić tak mroczne i straszne rzeczy? Myślę, że motyw mroku w ludzkim zachowaniu jest czymś na wskroś niemieckim".

Pierwsza niemiecka produkcja Netflixa z pewnością dotrze do międzynarodowej widowni, idąc w ślady „Deutschland 83" i „Babylon Berlin". Friese twierdzi, że niemiecka telewizja „od jakiegoś czasu była kreatywną pustynią" i ma nadzieję, że nowi gracze pokroju Netflixa i Amazona wkrótce to zmienią. „Dadzą twórcom możliwość zbadania różnych gatunków i motywów", zasugerowała. „Gdy ma się dostęp do platformy, nie trzeba trafiać tylko do widza w swoim kraju — można dotrzeć do szerszej publiczności. Mamy nadzieję, że wkrótce z Niemiec wyjdzie więcej produkcji, które wy też będziecie mogli obejrzeć".

A co z porównaniami do „Stranger Things"? „Jeśli fani 'Stranger Things' obejrzą nasz serial, jeśli zrobi to nawet 1/3 z nich, to odniesiemy wielki sukces", powiedział Odar z charakterystyczną oschłością. Wygląda na to, że ta kreatywna pustynia to tylko uparcie utrzymująca się iluzja.

Serial „Dark" jest już dostępny na Netflixie.

Przeczytaj też: