j.g. ballard 27 lat temu przepowiedział social media

I to na łamach i-D. Niezaspokojona obsesja na punkcie dokumentowania każdego najmniejszego aspektu własnego życia została przewidziana przez kontrowersyjnego pisarza J. G. Ballarda w 53. numerze i-D, The Fear Issue w listopadzie 1987 roku.

tekst Ryan White
|
01 Wrzesień 2015, 2:20pm

The Fear Issue, No. 53, November 1987.

Wprawdzie 2015 rok może i nie przypomina w stu procentach złowieszczej wizji, nakreślonej przez pisarzy z połowy i końca XX wieku, jednak na pewno nie można powiedzieć, że nie urzeczywistniły się żadne aspekty ich mrocznego futuryzmu. Społeczeństwo nie stało się [jeszcze] tak brutalne i zdemoralizowane jak przeczuwał Burgess, a rządów nie sprawuje [jeszcze] despotyczny Wielki Brat z Orwellowskiej powieści, ale obecna nienasycona konsumpcja mediów społecznościowych została nakreślona przez J.G. Ballarda dekady temu...

„Strach przed nieznanym i iluzje, jakie kreujemy, by popchnąć je w stronę nieznanego. Prawdziwe życie sprowadzone do postaci opery mydlanej. Boicie się? Bo J. G. Ballard owszem". To właśnie tymi słowami otwierał się w 1987 roku proroczy wywiad z brytyjskim powieściopisarzem science fiction. Niezwykle zaniepokojony relacją ludzkiej świadomości z technologią, Ballard zgłębiał między innymi pojęcie strachu, a także przewidział, że w przyszłości każdy z nas stanie się aktorem, scenarzystą i reżyserem swojego własnego telewizyjnego show, z rodziną i znajomymi osadzonymi w rolach drugoplanowych. 27 lat później, w czasach zdefiniowanych przez nasze profile i cyfrowe osobowości, przepowiednia ta jest zarazem fascynująca, jak i straszna.

Dzięki swej powieści „Imperium Słońca" nominowanej do najbardziej prestiżowej nagrody w Wielkiej Brytanii - nagrody Bookera, a następnie zekranizowanej przez Stevena Spielberga, a także za sprawą powieści pt. „Kraksa", Ballard w 1987 roku przypieczętował już na dobre swój status odnoszącej sukcesy, acz kontrowersyjnej postaci w literaturze. W wywiadzie z Jimem McClellanem i Stevem Beardem, zatytułowanym „Traveller in Hyper Reality" [podróżnik po hiperrzeczywistości], Ballard poruszył kwestię „krajobrazu mediów" Europy. Pojęcie to miało oznaczać zaniknięcie „prawdziwości" pod mglistą osłoną utworzoną przez media, co zresztą sam często poruszał w swoich powieściach.

Według Ballarda, europejski „krajobraz mediów" w 1987 roku zdefiniowany był przez postępujący, spaczony obraz rzeczywistości, za który winić można było telewizję rozrywkową. Jego wówczas najnowsza powieść, pt. „The Day of the Creation" sugerowała, że mentalność Zachodu wypracowała sobie upodobania do patologicznych rzeczy. Jako przykład Ballard podawał to, że tradycyjne i staromodne materiały dokumentalne o tzw. Trzecim Świecie zostały całkowicie wyparte przez dokumenty na ten sam temat, ale przedstawiające konwencje fikcyjnej rozrywki, aniżeli „potrzeby żyjących tam ludzi". Co prawda była to jedynie poboczna kwestia dla powieści przygodowej, ale jego przekonanie o naszym pragnieniu rozrywki skonstruowanej na kształt faktów, jest doskonale widoczne wśród współczesnej publiczności, mającej obsesję na punkcie programów reality show.

Każdy dom zamieni się w oddzielne studio telewizyjne. Wszyscy będziemy zarazem aktorami, reżyserami i scenarzystami w naszej własnej operze mydlanej. Ludzie zaczną kręcić i odtwarzać siebie nawzajem. Sami staną się programem telewizyjnym" - J.G. Ballard, 1987 r.

Pojęcie internetu wspomniane jest w wywiadzie jedynie pobieżnie: „przyszłość [leży] w niewidocznych potokach danych, pulsujących na łączach i tworzących niedostrzegalny warsztat światowego handlu i informacji", jednak zważywszy na brak całkowitego zrozumienia tematu wówczas, można powiedzieć, że Ballard przejawiał wnikliwą świadomość tego, w jaki sposób może to działać i co to za sobą pociągnie. To, co jest przede wszystkim przerażające, to jego przepowiednia na temat sposobów, w jakie mielibyśmy używać technologii do kreowania nowych tożsamości: „Każdy dom zamieni się w oddzielne studio telewizyjne. Wszyscy będziemy zarazem aktorami, reżyserami i scenarzystami w naszej własnej operze mydlanej. Ludzie zaczną kręcić i odtwarzać siebie nawzajem. Sami staną się programem telewizyjnym". Obsesja XXI wieku, związana z nieustannym informowaniem innych o własnych postępach życiowych niewątpliwie odzwierciedla tę przepowiednię.

Nie jest żadnym sekretem, że wielu z nas wykorzystuje tę możliwość grania „głównej roli" do tworzenia lepszych wersji siebie samych. Roli, nad którą posiadamy całkowitą i niczym nieskrępowaną kontrolę, którą możemy napisać, wyreżyserować i odegrać całkiem sami. Ideę tę Ballard kontemplował już 10 lat przed słynnym wywiadem dla i-D, w artykule dla Vogue'a, gdzie stwierdził, że w przyszłości każdy z nas będzie spędzał wieczory, używając „komputera, wytrenowanego w wybieraniu naszych najlepszych profili, naszych najbardziej dowcipnych dialogów i naszych najkorzystniejszych wyrazów twarzy, sfilmowanych przez najkorzystniejszych filtry" oraz „[który] zgromadzi je wszystkie do postaci jednego, niesamowitego dnia". 37 lat oraz 1,28 miliardów użytkowników Facebooka później, bardzo trudno zignorować prawdziwość ww. stwierdzenia. Czy jednak Ballard miał prawo się bać?

Ciemna strona posiadania swojej cyfrowej wersji już wielokrotnie dała o sobie znać w wielu aspektach, dzięki temu, że wśród młodych ludzi rośnie poczucie wyalienowania, gdy porównują swoje komputerowe „ja" z innymi.

Ciemna strona posiadania swojej cyfrowej wersji już wielokrotnie dała o sobie znać w wielu aspektach, dzięki temu, że wśród młodych ludzi rośnie poczucie wyalienowania, gdy porównują swoje komputerowe „ja" z innymi. Brytyjska organizacja Public Health England [zajmująca się zdrowiem publicznym] ogłosiła ostatnio, że istnieje powiązanie między czasem spędzonym w mediach społecznościowych a „niższym poziomem dobrostanu psychicznego". Patrząc od strony intelektualnej, bez względu na nasze uczucia i intencje, czy zjawisko kreowania alternatywnej wersji własnego siebie musi być koniecznie złe? Podobnie jak całokształt jego twórczości, wywiad z Ballardem zdawał się bić na alarm: „w krajobrazie mediów prawie niemożliwym jest oddzielenie fikcji od faktu", stwierdził autor.

Niemożność wyodrębnienia faktów od cyfrowych wymysłów, bez wątpienia może mieć wpływ na postrzeganie rzeczywistości. Psycholog oraz laureat nagrody Nobla profesor Daniel Kahneman stwierdził, że my, obecne pokolenie Instagrama, „odczuwamy teraźniejszość jako przewidziane wcześniej wspomnienie". Bo jak wielu z nas tworzy historie tylko po to, aby następnie móc przedstawić je innym i pokazać się w dobrym świetle? Co więcej, czy aby nie zatracamy umiejętności cieszenia się chwilą, bo bardziej obchodzi nas to, żeby dać innym dobre show w późniejszym czasie?

Ballard zmarł w 2009 roku, w szczytowym momencie dla mediów społecznościowych i eksplozji reality show, czyli zjawisk, które sam dużo wcześniej przewidział. Patrząc na szerszy obrazek, social media to nadal bardzo młody twór, więc długotrwałe efekty nieustannego dokumentowania naszych żyć nie są i nie mogą być jeszcze widoczne. Być może dopiero jedynie otarliśmy się o szkodliwe skutki, jakie media społecznościowe mogą za sobą pociągać. „Myślę, więc jestem", powiedział Kartezjusz. Zapewne miał na myśli to, że samo to stwierdzenie dowodziło jego istnieniu, ze względu na samą zdolność wykreowania tegoż stwierdzenia. Dziś to stwierdzenie brzmiałoby: „Mam konto na Instagramie, więc jestem", a w wolnym tłumaczeniu - czy jeśli nie posiadasz tam konta, to aby na pewno istniejesz?

W 1991 roku Ballard ponownie rozmawiał z i-D, tym razem na temat fikcyjnej tożsamości, jednak niestety, wywiad ten zagubił się w archiwach.

Zobacz też: Czy nie toniemy w inspiracjach z internetu?

Kredyty


Tekst: Ryan White
Tłumaczenie: Zuza Bień
Zdjęcie pochodzi z i-D, The Fear Issue, Nr 53, listopad 1987 r.

Tagged:
Instagram
Facebook
Internet
Social Media
1984
j.g. ballard
Orwell