w poszukiwaniu wyrzuconego porno

Seria fotograficzna Louisa Portera odkrywa porzucone nieprzyzwoitości zaszyte w gąszczu traw.

tekst Emily Manning
|
21 Październik 2015, 1:19pm

Ostatnio Playboy zaskoczył wszystkich wiadomością, że oto przestaje publikować zdjęcia nagich kobiet Dla wielu ta informacja była nie lada szokiem, jednak zważywszy, że obecnie porno ogląda się raczej za pomocą pikseli niż papieru, to i tak Playboy utrzymał się na fali bardzo długo.

Ten paradoks właśnie chwycił za serce fotografa Louisa Portera, który postanowił stworzyć serię Discarded Porn [wyrzucone porno]. Jak sama nazwa wskazuje, na zdjęciach można zobaczyć skrawki o treści „tylko dla dorosłych", porzucone gdzieś w trawie. Seria jest częścią większego projektu fotografa, zatytułowanej The Small Conflict Archive [archiwum małego konfliktu] - kolekcji zdjęć ukazujących niewielkie problemy, które napotykamy na porządku dziennym, tj. bardzo zła robota malarskaskutki złego prowadzenia pojazdów czy szkody, które nigdy nie doczekały się naprawy. Rozmawiamy z Louisem, by dowiedzieć się nieco więcej o jego humorystycznym podejściu do erotyki w cyfrowej erze.

Jak to się stało, że zacząłeś robić zdjęcia?
Dorastałem w [brytyjskim hrabstwie] Yorkshire, potem przez jakieś trzynaście lat mieszkałem w Australii, a niedawno przeprowadziłem się do Londynu. Pierwsza klisza, jaką wywołałem, zawierała serię zdjęć zasuszonych kompozycji kwiatowych autorstwa mojej mamy. Nie pamiętam, ile miałem wtedy lat. Włożyłem je do takiego albumu na zdjęcia z plastikowymi, dwustronnymi koszulkami. To było wiele lat, zanim zacząłem brać to wszystko na serio, ale zawsze intrygowała mnie praca z seriami, nawet jak byłem dzieciakiem.

Jaki rodzaj porno znajdujesz najczęściej?
Ogólnie mówiąc, nie jest tak wulgarnie, jak może się wydawać, chyba najbardziej pikantną rzeczą była nylonowa bielizna z wycięciem na krocze. Przeważnie magazyny pokrywają różne elementy albo ślimaki, więc trudno stwierdzić. Kiedyś znalazłem całą kolekcję, skrzętnie ukrytą pod mostem w kompletnie odludnym miejscu.

W dzisiejszych czasach porno ogląda się raczej w prywatnych przestrzeniach, w cyfrowej postaci. Czy nie uważasz, że to dosyć dziwne, a nawet zabawne, gdy znajdujesz te magazyny porzucone gdzieś w trawie?
Właśnie to mnie zaintrygowało. W sensie, jeśli naprawdę chcesz pooglądać porno, dlaczego by nie zrobić tego na telefonie? Po co kupować magazyn? To, że Playboy ostatnio zrezygnował z pokazywania nagich zdjęć, wcale nie jest dziwne, dziwne jest to, że tak długo im to zajęło. Zauważyłem, że najwięcej wyrzuconego porno znajdowałem w pobliżu ciężarówek, magazynów, industrialnych przestrzeni, portów itd.

Twoja seria jest częścią większego projektu - Small Conflict Archive. Powiedz kilka słów o tym, co zmotywowało cię do stworzenia tych miniserii.
The Small Conflict Archive powstał w wyniku czegoś w stylu zbierania dowodów. Fascynuje mnie to, że codzienność to taka cienka siatka złożona z pękniętych części, a my uważamy to za działającą całość. Nasza idea normalności oparta jest na konflikcie i bałaganie. Jeśli udasz się do świeżo wybudowanej dzielnicy albo wykończonego błyszczącego budynku po deweloperce, to coś zawsze jest nie tak: jest za czysto i wszystko działa. Entropia to najbardziej naturalna rzecz we wszechświecie. 

Jak długo zajęło ci skompletowanie zdjęć do serii?
Projekt Archive zajął dobre dziesięć lat, ale to dlatego, że byłem bardzo wybredny w selekcji. Wszystkie obiekty obecne w archiwach to rzeczy, które można zauważyć podczas niemal każdego spaceru po mieście. Zasadą było również to, że zdjęcia nie mogły być zbyt uderzające, oryginalne.

Co jeszcze zauważasz na ulicach każdego dnia?
Jestem dobry w wychwytywaniu detali. Zauważam osoby obgryzające paznokcie czy okulary naprawione taśmą, a dopiero potem widzę strój pandy.

louisporter.com

Zobacz też: Hawaikum, czyli polski sen o Hawajach.

Kredyty


Tekst: Emily Manning
Tłumaczenie: Zuza Bień
Zdjęcie: Louis Porter

Tagged:
Porno
Kultura
louis porter