​zuza krajewska: świat jest zły i trzeba być twardym

Jej nazwisko można kojarzyć z blichtrem lakierowanych magazynów albo imprez z czerwonym dywanem, gdzie odbiera nagrody za swoją pracę. Ale po godzinach pochłania ją zupełnie inna fotografia. Od kilku miesięcy Zuza odwiedza poprawczak na odludziu i...

|
kwi 8 2016, 11:30am

— To miejsce pokazał mi mój chłopak, pamiętam, że byłam wtedy w zaawansowanej ciąży. Jeździliśmy wokół budynku bmw z przyciemnianymi szybami, to musiało dość dziwnie wyglądać. Bałam się wejść do środka. Widzisz na murze wielką tablicę „Ministerstwo Sprawiedliwości, Zakład Poprawczy" — wspomina Zuza i po chwili dodaje: — Masz wrażenie, że w środku czai się zło.
Po urodzeniu córeczki wreszcie znalazła w sobie energię i zaczęła projekt. Od stycznia razem ze swoim asystentem Borysem regularnie odwiedza Studzieniec i 42 chłopców, w większości niepełnoletnich, którzy trafili tu za kradzieże, pobicia i gwałty. Spędza z nimi czas, rozmawia i fotografuje.
— Na początku myślałam, że to będzie może tygodniowa akcja, ale gdy zaczęłam robić zdjęcia, okazało się, że bardzo się wciągnęłam i nie mogę tak po prostu wyjść. Temat mnie połknął, dałam sobie rok.
Teraz, na etapie 1/3 projektu, mówi, że to dopiero początek.

Pamiętasz swój pierwszy kontakt z chłopakami? Ty — pani fotograf z kolorowych magazynów, Borys — warszawski hipster i oni — łysi chłopcy w dresach. Chyba nie od razu się polubiliście.
Na początku przychodzili i mówili: „O, takie aparaty kradłem. Niech pani uważa" (śmiech). Sprawdzali nas. Obwąchiwali. Ale od razu widzisz w nich dzieci. Ta spontaniczność była dziecięca, ich czynienie zła też było dziecięce w wielu aspektach. Oni często naiwnie myślą, że pójść i ukraść dla mamy 2 tys. to jest ich zaradność. Wtedy są kimś w swoich domach. Chcą się przydać. Często też uczy ich tego środowisko, więc — najmocniej jak potrafią — chcą być źli. Tylko jeden z chłopaków, których robiłam, ma klasyczny rodzinny skład, który się kocha. Reszta ma hard core: mama pije, tata siedzi, dom dziecka… Ich dzieciństwo to głównie walka o przetrwanie.

Weszłam w ten projekt, bo wyrzuca mnie na ciekawy styk wielu kwestii: bezwzględność, przekraczanie granic, kara, ale też dziecięca wrażliwość i potrzeba miłości, akceptacji.

Takie połączenie interesuje mnie zawsze, gdy robię swoje projekty. Zdjęciowo „Imago" działa trochę jak „Urazy" [wcześniejszy projekt Zuzy przedstawiający ludzi z urazami ciała — red.]. Przychodzisz, nie robiąc żadnego castingu, i dostajesz to, co dostajesz, sytuacje są nie do zaplanowania, zmieniają się błyskawicznie. Trzeba tylko je zauważyć, szybko reagować, dostosować się do nich.

Myślisz, że dla chłopaków udział w tym projekcie jest ważny? Czy to tylko nakaz dyrektora?
Jest bardzo ważny, mimo oczywiście prośby od dyrektora, którego bardzo lubią i szanują. Chłopcy wreszcie czują, że są w centrum uwagi, że są warci zainteresowania. To chyba też element resocjalizacji — budowanie poczucia wartości. Zresztą opowiem ci historię z samego początku: żeby zrobić zdjęcia chłopakom, musiałam mieć pisemną zgodę rodziców. Gdy dowiedziałam się, że ojciec jednego z chłopców, siedzi w więzieniu za ciężkie przestępstwo, pomyślałam sobie, że rozmowa z tym facetem jest ponad moje siły. Skreśliłam więc chłopaka z listy, odpuściłam. Ale on chciał. I to do tego stopnia, że sam zadzwonił do taty i dostał pisemną zgodę. Zależało mu, a im nie zależy na zbyt wielu rzeczach.

Czułaś, że są z tobą szczerzy, łatwo się otwierali?
Na pewno byli ciekawi, po co tam jestem. To są oczywiście różne jednostki, trudne. Niektórzy są ekstrawertyczni i agresywnie dominują, inni siedzą cicho z tyłu, zupełnie zamknięci w sobie, autystyczni — w obu przypadkach ciężko wyobrazić sobie komunikację. Zawsze sprawdza się rozmowa sam na sam z chłopakiem. Wtedy on się otwiera. Może dlatego, że ja nie oceniam i zadaję pytania wprost. Być może później się tego wstydzą, bo to takie niemęskie, ale tak naprawdę każdy z nich potrzebuje szczerej, nieoceniającej rozmowy.

Opowiadają o traumatycznych doświadczeniach — przemoc, picie, bieda. Mówią o tym z taką lekkością jak ja do ciebie: „Cześć, napijmy się kawy". Pstryk — i natychmiastowe wyłączenie emocji. Byłam zszokowana, że bez problemu mówią o ekstremalnych sprawach, akceptują je jako rzeczywistość, pewnie też dlatego łatwo im to przychodzi. Taki mają wgrany system. I pamiętam moją pierwszą reakcję — megawkurw na dorosłych! Niedowierzanie, że można tak traktować dzieci!

Może chłopcy sprawdzali twoją odporność?
Może. Nie oceniam ich. Właściwie się z nimi trochę kumpluję. Jestem ich ciekawa, a oni mówią. Pytam o wszystko, łącznie z tym, czy im się np. złodziejstwo opłacało. Ci chłopcy byli często wykorzystywani przez gangi. Dwóch z nich, w wieku 13 lat, włamało się do 30 mieszkań. I robili to za zdalnie sterowane samochodziki i drobne pieniądze dla mamy. Słucham tych historii i widzę w nich zmanipulowane dzieci. Naprawdę lubię tych chłopców tak bardzo, że teraz, gdy patrzę przez okno waszej redakcji i widzę dzieciaki na boisku, to tęsknię i natychmiast chcę do nich wracać.

O czym jeszcze rozmawiacie?
Te historie są jak album rodzinny, cały czas wysypują się nowe wątki. Np. ostatnio były zwierzenia narkotyczne, bo bardzo wielu z nich ćpa, żeby odreagować. Poznajemy się i opowieści się rozkręcają.

Robisz zdjęcia na analogu, nie masz podglądu w aparacie. Pokazujesz później chłopakom ich zdjęcia?
Tak.

Jak reagują? Cenzurują twoją pracę?
Śmieją się, podoba im się, pytają. Mają do mnie dużo zaufania. Wiem o tym i nie chcę tego wykorzystywać, dlatego z niektórych rzeczy świadomie się wycofuję. Tak jak z wygłupów podczas wieczornych kąpieli. Gdy robiłam zdjęcia, wszystko było bardzo naturalne i zabawne. Później nabrało seksualnego znaczenia, a zupełnie nie o to mi chodzi, więc wyłączyłam te zdjęcia z projektu.

Zawiozłam im kilka dużych wydrukowanych portretów. Powiesili je na ścianach. A oprawione zdjęcie Dominika zbierającego szkło z podłogi po kolacji w stołówce będzie powieszone dokładnie w tym samym miejscu, w którym robiłam to zdjęcie — w stołówce. Będą patrzyli na nie codziennie. Ciekawe zakrzywienie rzeczywistości.

Co by było, gdybyś zamiast chłopaków fotografowała w poprawczaku dziewczyny?
Może gdy skończę chłopaków, zabiorę się za dziewczyny. Rozmawiałam o tym z dyrektorem, powiedział, że dziewczyny są trudniejsze. Bardziej histeryczne, miększe, czyli twardsze. Mają w sobie więcej cynizmu, przez który trudno się przebić. Ale znam to tylko z opowieści, pojadę i sprawdzę

A Studzieniec jest bardzo wyjątkowym miejscem, wiesz? To jeden z czterech najstarszych ośrodków w Europie, pisał o nim Bolesław Prus w swoich sprawozdaniach dotyczących Towarzystwa Osad Rolnych. To zakład, który resocjalizuje od wieków poprzez edukację i kontakt z naturą, np. pracę z końmi. I widzisz — okazuje się, że takie niegrzeczne chłopaki bardzo pięknie opiekują się zwierzętami. Jest potencjał.

Dyrektor pokazał mi zdjęcia wychowanków Studzieńca z początku XX wieku. To było niesamowite — te ich twarze, postury, delikatność pozy… wyglądają dokładnie tak samo, jak ci dzisiaj. Bardzo chciałabym pokazać te zdjęcia na specjalnej wystawie podczas Miesiąca Fotografii w Krakowie.

Projekt trwa już od czterech miesięcy, przed tobą pozostałe osiem. Czy widzisz puentę, do której zmierzasz?
Zaczęłam z ciekawości, teraz działam trochę z poczucia misji, bo pobudzanie tych chłopaków do działania okazało się przyjemne dla obu stron. Nie dowierzali najpierw, wiesz? „O, ta pani Zuza, którą widzieli w Top Model, chce im robić zdjęcia. Po co?". Pytali mnie, o co chodzi. I gdy się okazało, że są głównymi bohaterami tego tajemniczego, dziwnego działania, a my z Borysem serio się angażujemy, męczymy fizycznie, biegamy w błocie i deszczu, poczuli, że bardzo ich szanujemy, traktujemy poważnie. Zabawne, bo pracuję z chłopakami tak samo jak z modelami, czyli w momencie, gdy coś znajdę, mówię: „Stój, to jest piękne, zajebiste" albo „Jesteś piękny", nie cenzuruję się, chociaż wiem, że raczej tego nigdy nie słyszeli i według wychowawcy nie powinni słyszeć, bo są tu przecież za karę. Ale to ich otwiera. Docenione dzieci.

Najbardziej lubię momenty, gdy pokazują mi w tajemnicy swoje hiphopowe teksty, takie prawilne, trochę nadmuchane. Wtedy ich podpuszczam, żeby napisali o tym, jak kradli, bili, ćpali, żeby wykorzystali swoją wiedzę i przeżycia, przez które siedzą w poprawczaku, i zrobili z tym coś twórczego. W głowie im się to nie mieści. To najfajniejsze momenty w pracy nad tym projektem.


    Tekst: Basia Czyżewska
    Zdjęcia: Zuza Krajewska