samotność w wielkim mieście pierfrancesca celady

Laureat nagród Magnum i Ideas Tap Award, fotograf Pierfrancesco Celada fotografuje samotnych mieszkańców metropolii już od pięciu lat. Pracował w Londynie, Japonii, Chinach i na wieczorach kawalerskich w Newcastle. W ostatnim projekcie skupił się na...

|
26 Listopad 2014, 11:25am

Pomimo 80 milionów mieszkańców i tysięcy okazji do interakcji, podczas pierwszej podróży do Japonii w 2009 roku Celada czuł się tam samotny i odizolowany od ludzi. Początkowo zrzucał winę na nieznajomość języka, ale po czasie dostrzegł, że nawet miejscowi mają problem z kontaktem między sobą. Wtedy też zaczął dokumentować ich samotność w zupełnie publicznych miejscach, a teraz zebrał swoje zdjęcia i wydał je w albumie Hitoride.

Co robisz w Hongkongu? To tam teraz mieszkasz?
Przeprowadziłem się tu kilka tygodni temu. Pracuję nad długoterminowym projektem, który skupia się na szczególnie gęsto zaludnionych miejscach na świecie. Próbuję obrazować relacje pomiędzy ludźmi a ich otoczeniem i problemy, którym muszą sprostać w tak szybko zmieniającym się środowisku. Hongkong jest interesujący sam w sobie, ale stanowi też idealną bazę - można stąd podróżować do innych chińskich megamiast.

Co cię do nich ciągnie?
Ponad połowa populacji świata mieszka teraz w miastach, ale przewiduje się, że ta liczba jeszcze drastycznie wzrośnie - do 2030 roku będzie to ponad 60 proc. Zajdzie wielka zmiana w życiu, wartościach i otoczeniu milionów ludzi. Będą musieli podjąć nowe wyzwania, ich więzy i relacje zostaną poddane próbie. Warto ten proces udokumentować.

Co w tym projekcie przyciągnęło cię do Japonii?
Japońska megalopolis jest wyjątkowym przykładem urbanizacji. Rozciąga się na przestrzeni kilkuset kilometrów - przez Kobe, Osakę, Nagoję i Tokio. Ponad 80 milionów ludzi żyje tam w bliskim kontakcie z sobą, w jednym z najgęściej zaludnionych miejsc na świecie. Rozpoczęcie projektu w Japonii było więc naturalne.

Jak wyglądała twoja pierwsza podróż do Japonii?
To było w 2009 roku. Od razu zafascynowało mnie to poczucie izolacji oraz samotności na ulicach pełnych ludzi. Na początku myślałem, że powodem mojego wyobcowania były różnice językowe i kulturowe, ale po jakimś czasie zauważyłem, że nawet miejscowi nie potrafili porozumiewać się z sobą.

Jak długo zajęło ci robienie i dobieranie zdjęć do tego albumu?
Jeździłem do Japonii przez około trzy lata. Podczas każdej wizyty mieszkałem w innym mieście, chciałem zobaczyć jak największą część megalopolis. Przez ostatnie lata kontynuowałem projekt w innym miejscu, ale wciąż redagowałem kolekcję zdjęć i doprowadziłem ją do obecnego kształtu.

Czemu uważasz, że miasta są odizolowanymi i samotnymi miejscami? Czy jest to tak widoczne tylko w ogromnym Tokio?
Mieszkańcy mniejszych społeczności są bardziej aktywni towarzysko, mają więcej znajomości i duży wpływ na swoje otoczenie. W większych przestrzeniach ludziom ciężko się angażować. Zazwyczaj utrzymują kontakty z najbliższymi przyjaciółmi i rodziną. W kontaktach z innymi wykorzystują nowoczesne media. W takim mieście jak Tokio widać to szczególnie wyraźnie. To jedno z najbardziej zaludnionych miejsc na planecie, nawet jeśli około 40 proc. gospodarstw domowych składa się tam z tylko jednej osoby.

Lubię, jak przedstawiasz Londyn, Chiny i Japonię w bardzo podobny sposób. Myślisz, że jest pomiędzy nimi jakiś związek? Czy coś sprawiło, że podobnie patrzysz na interakcje między ludźmi w tych miejscach?
Chciałem je fotografować w bardzo podobny sposób. Dużo czasu spędzam, chodząc po miastach, szukając miejsc i sytuacji, które przedstawią przesłanie projektu i dadzą odpowiedź na pytania: „Czy jesteśmy w tym tłumie sami? Czy jesteśmy częścią tej grupy?". Na początku projektu myślałem, że w każdym miejscu dojdę do tych samych odpowiedzi i wniosków, że poczuję się tam w ten sam sposób, ale nie to okazało się najważniejsze. Historyczne i kulturowe różnice grają dużą rolę w kształtowaniu miast i ich dynamiki, więc takie porównania tracą sens.

Twoje zdjęcia z wieczorów kawalerskich i panieńskich w Newcastle trochę kłócą się z tym projektem…
Spędziłem w Newcastle pięć lat, robiąc doktorat z biomechaniki. W poprzednim życiu byłem inżynierem, za fotografię wziąłem się całkiem późno. Zacząłem używać jej jak narzędzia - a może jak wymówki - żeby obserwować społeczeństwo i próbować zrozumieć obce dla mnie sytuacje. Zacząłem od robienia zdjęć w weekendy, gdy centrum miasta tętniło życiem, pstrykałem na imprezach w dzielnicy Bigg Market. Rozpocząłem tamten projekt jako ucieczkę od rygoru akademickiego świata, ale szybko zafascynowałem się wykorzystywaniem fotografii do poznawania ludzi i obserwacji poczucia przynależności do grupy, które pod pewnym kątem jest typowe dla brytyjskiego społeczeństwa.

Masz jakieś ulubione zdjęcia z kolekcji? Albo historie, które się za nimi kryją?
Jednym z moich ulubionych jest zdjęcie mężczyzny, który rozciąga sobie plecy na wygiętej ławce. Zauważyłem go z bardzo daleka, jego niebieski dres idealnie pasował do koloru ławki i mostu w tle. Postanowiłem podbiec jak najszybciej, żeby zrobić mu zdjęcie. Ledwo tam dotarłem, ale zdążyłem pstryknąć mu kilka, zanim odszedł.

ideastap.com/hitoride

pierfrancescocelada.com

Kredyty


Tekst: Felix Petty
Zdjęcia dzięki uprzejmości Pierfrancesca Celady.