miuccia prada przywraca znaczenie modzie męskiej

Drugiego dnia pokazów w Mediolanie, Miuccia Prada swoją kolekcją na jesień-zimę 2015 skomentowała różnice między wolnością w modzie męskiej i damskiej. Oraz związek, który je łączy.

|
20 Styczeń 2015, 9:47am

Nic dziwnego, że modowa branża zyskała miano lekko dziwacznej. Po brzegi wypełniamy mediolańską siedzibę Prady liczbą około 900 osób. Budujemy scenografię a'la klub nocny, tylko żey usiąść i obejrzeć coś, co - dla niewprawnego oka - może się wydawać tylko 50-cioma nudnymi lookami. Potem, na dodatek, biegniemy do swoich hoteli, żeby pisać setki słów o ich znaczeniu… Przy planowaniu pokazu męskiej kolekcji na jesień-zimę 2015, Miuccia Prada upewniła się, że zrobi tak jeszcze więcej osób niż zwykle. Zaprosiła do Mediolanu najlepszych krytyków mody damskiej, aby zobaczyli kolekcję, którą rozłożyła na części pierwsze związek kobiety, mężczyzny i ich szaf. I był to genialny krok, by podkreślić jak wiele modzie damskiej zawdzięcza moda męska, i w jak dużym stopniu kolekcje Prady dla panów kształtują także jej linię damską, która podczas pokazów menswear pełni rolę drugiego aktu.

„Nie nazywam ich kolekcją Pre-Fall" - powiedziała za kulisami o 19-tu damskich sylwetkach, które pojawiły się w pokazie - „Nazywam je punktem widzenia na kolejny sezon". W poprzednich sezonach, looki z kolekcji Pre-Fall - którą mimo wszystko dalej będziemy tak nazywać - odgrywały ważną rolę w męskim pokazie projektantki. Bo moda męska, co przyznała sama Miuccia, stała się jedyną szansą dla projektantów wielkich marek, aby swobodnie realizować ich najciekawsze i najodważniejsze pomysły: „Od damskich kolekcji zawsze wymaga się więcej, więcej i więcej. Nie masz nawet szansy zrobić czegoś, na czym naprawdę ci zależy". A ponieważ moda męska generuje tak małą część obrotów największych koncernów, stała się kreatywnym poligonem do testowania pomysłów, i to na skalę dużo większą niż pozwalają na to linie damskie - choćby dlatego, że te pełnią funkcję komercyjnego chlebodawcy. I chociażby pod tym względem, pokazy mody męskiej są teraz ważniejsze niż kiedykolwiek w historii.

„Zawsze myślimy abstrakcyjnie", Prada przypomniała przedstawicielom prasy za kulisami - ustawionymi wokół niej jak drapieżniki nad zdobyczą - co stało się już tradycją podczas jej przemówień po pokazach dwa razy na sezon. „Rozpoczynamy od wielu rzeczy, później zaczynamy odejmować. W końcu podobały nam się tylko te czarne, granatowe i szare", powiedziała, drażniąc swoich płonących z ciekawości wyznawców. A ci tylko czekali, aż usłyszą w jej słowach uzasadnienie dla potoku banalnych strojów, które w dźwiękach elektro przeszły przez stylizowaną na berliński klub scenografię… „Chciałam, żeby kolekcja była elegancka i nowoczesna. Co to znaczy? Nie wiem, może rygorystyczna?" podpowiedziała. Tym, czym kolekcja była naprawdę, był uniform - czysty w formie, pozbawiony zdobień fundament męskiej garderoby: gładkie topy, spodnie, zwykły garnitur. Dla kobiet: prosta sukienka, codzienny żakiet i płaszcz, które sprawdzą się też jako coś bardziej wyjściowego.

W wyniku tego wszystkiego, Prada jednocześnie stworzyła swoją najbardziej komercyjną i prowokacyjną kolekcję w dorobku. Bo gdyby nie to, że wiedzieliśmy, że to ona - a znamy jej świadomość stylu, która kształtuje znaczną część modowego krajobrazu - te 50 bardzo prostych sylwetek raczej by nas nie ciekawiło. Tym, co podkreśliła w swojej interpretacji męskiej mody, była jej funkcjonalność - widoczna dużo wyraźniej niż w damskich kolekcjach. Oczywiste, że taki podział według płci jest zbyt surowy i niedokładny, ale wciąż zgodny z sugestią Miuccii: że ubrania, dopóki nie zostaną rozbudowane, są po prostu częściami codziennej garderoby. Na koniec, projektantka odniosła się do jedynej kraciastej sukienki, która pojawiła się w połowie pokazu, jako „pomyłki" - przebiegle zastawionej dla podkreślenia monotonii reszty. „Byłam zakręcona, nikt inny nie chciał wypuścić jej na wybieg. Powiedziałam im, że czasami lubię się mylić".

prada.com

Kredyty


Tekst Anders Christian Madsen
Zdjęcia Ash Kingston