Maria Lassnig w swojej pracowni w Wiedniu, 1983

​lekcja introspekcji od marii lassnig

„Jedyna rzeczywistość to moje emocje" czyli wszystko, czego możemy nauczyć się od austriackiej malarki w dobie selfie.

|
14 lipca 2017, 7:00am

Maria Lassnig w swojej pracowni w Wiedniu, 1983

Maria Lassnig to artystka, której potrzebujemy w dzisiejszej rzeczywistości. Gdy słowa takie jak „selfie" czy „post prawda" trafiają do słowników, zdajesz sobie sprawę, że żyjesz w sfabrykowanym świecie, gdzie rządzą emocje. Lassnig rozumiała ich wagę, a prawdę definiowała jako wytwór uczuć schowany w fizycznej skorupie.

Brzmi dość aktualnie. Od 1960 roku, malarka była bohaterką swoich obrazów. I choć na uznanie czekać musiała ponad pół wieku, nadszedł moment, aby dostrzec aktualność prawd, które artystka przemyciła w swojej twórczości. Główną zasadą jej pracy była dobitna szczerość. W swoich autoportretach pokazywała tylko te części ciała, które w danej chwili 'czuła'. Często brakuje na nich uszu czy włosów. Lekcja pierwsza? Jak niczego innego, potrzebujemy dziś autentyczności. Wyidealizowany obraz życia, który wspomagamy Instagramowymi filtrami to ułamek rzeczywistości. Jeśli jest źle, po prostu możemy się do tego przyznać.

Autoportret z kijem, 1971, © Fundacja Marii Lassnig

Prace Lassnig to też praca nad świadomością własnego ciała. Sposób, w jaki przedstawiała nagość, miał być jak najbliższy odczuwanym stanom emocjonalnym oraz ograniczeniom. Zdeformowana sylwetka, zgniłe kolory to mało romantyczna wizja na pokazanie samego siebie, ale to właśnie akceptacja swoich słabości nadaje pracom Lassnig wielką wartość. Lekcja druga? Warto odpuścić podążanie za ideałem i zatrzeć granicę między tym, jak czujemy się w środku a tym, jak chcemy zaprezentować się przed światem.

Przeczytaj też: 8 feministycznych wystaw tego lata

W portfolio artystki nie brakuje jednak różnorodności. Lassnig malowała siebie w wielu odsłonach - jako cytrynę, robota czy tarkę do sera. Choć może wydawać się to zabawne, jej surrealistyczne podejście to kolejna wskazówka - poszukiwanie swojej tożsamości to długotrwały proces, który może doprowadzić do zaskakujących wniosków. Jednak podążając za ideałem prawdy według Lassing, liczy się samo szukanie.

Kuchenna narzeczona, 1988, © Fundacja Marii Lassnig

Być może szybszy sukces malarki zupełnie zmieniłby priorytety w jej sztuce. Samopoznanie i eksplorowanie własnego wnętrza po części brały się też z niepowodzeń. Przez lata, galerie odrzucały jej prace, określając je jako zbyt 'dziwne' lub 'mroczne'. Czy miało to związek z jej płcią? Całkiem możliwe, bo estetykę artystki, inspirowaną znanymi abstrakcjonistami jak Schiele czy Kokoschka, już raz uznano w artystycznym światku. Postawa Lassnig udowadnia, że bycie outsiderem niekoniecznie oznacza, że jest z nami coś nie tak. Wierność swojej wizji, nonkonformizm oraz ciężka praca to kolejne wartości, które potrzebujemy pielęgnować w 2017 roku.

Refleksyjna seria obrazów z lat 70 zatytułowana „Kitchen War"- komentarz na temat roli kobiet w rodzinie i społeczeństwie - to ostatnia lekcja, którą wyczytujemy z prac Lassnig. Sztuka zawsze będzie narzędziem aktywizmu. Feministyczny dyskurs jest dzisiaj szczególnie ważny, a kobiece artystki mają przed sobą szerokie pole do działania. Znalezienie środku wyrazu dla swoich emocji i przekonań, o które chcesz zawalczyć, to niewątpliwie ciekawsze zajęcie niż zabawa nowymi filtrami na Snapchacie.

Wystawa Marii Lassnig otwiera się w ten sobotę, 14 lipca, w warszawskiej Zachęcie.

Dama z mózgiem, ok. 1990, © Fundacja Marii Lassnig

Furia wojny, 1991, © Fundacja Marii Lassnig

Żniwiarz, 1991, © Fundacja Marii Lassnig

Kredyty


Tekst: Marta Knaś
Reprodukcje wszystkich prac: © Fundacja Marii Lassnig