​supergirls: michalina musielak

Jeszcze na studiach bez budżetu skrzyknęła koleżanki i nakręciła film, który w zeszłym miesiącu pokazała premierowo na festiwalu w Berlinie — „Miss Holocaust” to jeden z najpiękniejszych obrazów body positive i wspaniały hołd oddany kobiecości.

tekst Basia Czyżewska
|
08 Marzec 2017, 12:05am

Dokument opowiada o grupie starszych kobiet, które biorą udział w konkursie piękności. Mają po osiemdziesiąt kilka lat i wczuwają się w konwencję: chodzą po wybiegu do piosenek Boney M, jeżdżą białą limuzyną i mają nadzieję, że na świecie zapanuje pokój. Ale z ich ust te słowa brzmią przerażająco mocno, wszystkie przeżyły Holocaust.
Właściwie od zawsze zastanawiałam się, co to jest kobiecość i gdzie jej szukać. Byłam ciekawa, jak to wygląda w takim konkursie dla starszych osób. A spotkałam tam wspaniałe kobiety. Uderzył mnie ich dystans do wszystkiego, co dzieje się dookoła, wewnętrzna siła, która pozwala iść do przodu. Są radosne i pogodzone z losem, potrafią cieszyć się życiem. Tak powstał film o kobietach, stworzony przez kobiety — cała ekipa składała się z dziewczyn.

Na początku był pomysł bez żadnego budżetu, zaangażowałam koleżanki, profesjonalistki, które uwierzyły w ten projekt i chciały go ze mną zrealizować. Dopiero na samym końcu, już na etapie postprodukcji pojawiło się studio Munka, które zaproponowało wsparcie. Więc chcę powiedzieć wszystkim, że można! Warto mieć szalone pomysły i zarażać nimi inne osoby.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Czym różni się praca z dziewczynami?
Nie wiem, jak to jest, ale najczęściej pracuję z koleżankami. One zarażają mnie entuzjazmem.

Beata Rakoczy, która robiła zdjęcia, skończyła niedawno operatorkę i jest przyzwyczajona do pracy w męskim gronie. Tam musi robić trzy razy więcej za chłopaków i udowadniać, że jest wytrzymała, zdecydowana i da radę. W pewnym momencie pracy z nami nie wytrzymała i powiedziała „Kurde, czy tu cały czas musi być tak miło?". My na zdjęciach organizowałyśmy sobie lanczyki i dyskutowałyśmy. Beata nie mogła się do tego przyzwyczaić.

Na pewno bohaterki filmu czuły się z nami — dziewczynami - znacznie swobodniej, stawałyśmy się wnuczkami. Z drugiej strony jednak zauważyłam, że np. Sara, jedna z pań, rozpływała się, kiedy pojawiał się jej rehabilitant, młody chłopak, z którym próbowała wyswatać wnuczkę. Więc pewnie ten sam film zrobiony przez mieszaną ekipę miałby inną energię.

Przed „Miss Holocaust" zrobiłaś już kilka dziewczyńskich projektów.
„Czy to warto" to projekt, z którego jestem najbardziej dumna. Zrobiłam go razem z Natalią Dołgowską — wyciągnęłyśmy piosenkę Zdzisławy Sośnickiej, a właściwie cover „It's a Heartache" Bonnie Tyler i nagrałyśmy, jak różne starsze kobiety tańczą do tego szlagieru w swoich domach.

To jest smutna piosenka o tym, że jeśli nie wyjdziesz za mąż, jesteś jak biała pusta kartka. Życie w pojedynkę jest zmarnowane… chciałyśmy to odwrócić, czując jednocześnie, jak ten tekst aktualnie brzmi. Społeczeństwo nadal podobnie ocenia kobiety, polska mentalność jest bardzo patriarchalna.

Nawet filmik, w którym razem z inną koleżanką urządzacie sobie YouTube party i wygłupiacie się do piosenki Rihanny wisi w internecie jako projekt artystyczny. Musisz się z tego wytłumaczyć.
To jest Lena, która studiowała w Berlinie, ja reprezentowałam Warszawę, tańczymy do kawałka „Work" i w ten sposób mobilizujemy się do pracy twórczej, bo działamy razem w międzynarodowej grupie artystek The Clouds in Our Mind. Oprócz nas są tam jeszcze 3 dziewczyny: Hadas z Izraela, Barbara z Austrii i Ingeborg z Norwegii. Efekty pokazywałyśmy się w Berlinie, teraz pora na Poznań i Warszawę, wkrótce Norwegia. 19.03 uczestniczymy w premierze zina pt „Dziewczyństwo".

Wszystkie twoje projekty, o których rozmawiamy, powstały jeszcze na studiach — wydziale nowych mediów warszawskiej ASP. Co się zmieniło, kiedy obroniłaś dyplom? Jak wygląda życie młodych artystów po studiach?
Kończysz studia i trafiasz w pustkę. Jest bardzo różnie, część ludzi pracuje na freelansie, poświęca prawie cały czas na zlecenia, zaniedbując własne projekty. Część zdecydowało się na pracę, która zapewni im bezpieczeństwo, odnajdują się w agencjach reklamowych albo studiach graficznych. Jest też trzecia droga — zdobywanie stypendiów i studiowanie za granicą, startowanie w konkursach, walka o dofinansowanie z programów…

Ja studiuję teraz w Berlinie, jestem świeżo po pokazie filmu na Berlinale, gdzie poznałam sporo nowych ludzi z takich miejsc, jak Australia albo Korea Południowa i czuję, że w tym jest moc. Zawsze wiedziałam, że chcę pracować z ludźmi, a teraz mogę wymieniać z nimi doświadczenia, pomysły i współpracować bez żadnych ograniczeń, bo łączą nas zainteresowania. Oczywiście jest dużo niepewności, zabiegania o pieniądze, ale z „Miss Holocaust" zostałam zaproszona na kilka międzynarodowych festiwali i mam nadzieję, że to mi da nowe możliwości.

„Supergirls" to seria rozmów z dziewczynami, które imponują nam swoją kreatywnością, rozmachem i wizjonerstwem. Chcemy poznać je bliżej i zainspirować się ich pozytywną energią.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Basia Czyżewska
Zdjęcia: Karol Grygoruk

Tagged:
Film
Wywiady
Basia Czyżewska
michalina musielak
miss holocaust
super girls