chaz bundick w przerwie od toro y moi rusza na parkiet z les sins

Ze swoim zespołem Toro y Moi objawił się światu jako pionier funk-electro-popu. Teraz Chaz Bundick, rodowity mieszkaniec Karoliny Południowej, zamierza wkroczyć na taneczne parkiety. W ramach swojego projektu Les Sins (nazwa ma kojarzyć się ze słówkiem...

tekst i-D Team
|
05 Listopad 2014, 10:05am

fot. Andrew Paynter

Zacznijmy od omówienia pierwszego sampla, jaki usłyszymy odtwarzając płytę. Idzie to tak: „Porozmawiajmy o twojej nowej płycie. I skąd wziąłeś tytuł. - To prztyczek skierowany do dziennikarzy muzycznych? Mam się już bać?[Śmieje się] To po prostu pytanie, które mi bez przerwy zadają. To nie jest w zasadzie pytanie. Umówmy się więc, że ten sampel to takie mrugnięcie okiem do autorów tych wszystkich kiepskich pytań, na które muszę odpowiadać.

Używasz samplowanych fragmentów bardzo specyficznie. Praktycznie w roli kolejnej warstwy rytmicznej, a nie melodycznej. Możesz powiedzieć coś więcej o swojej pracy z samplami?
Wpierw staram się stworzyć podstawę utworu. A potem wypełniam ją tu i tam samplami, w miejscach, gdzie by się przydały. Nie lubię polegać wyłącznie na samplach. Wolę, gdy piosenka jest w stanie istnieć bez nich. Jeżeli mam w kawałku bardziej tradycyjną warstwę instrumentalna, próbuję kierować proces jego powstawania właśnie w tę stronę. Żeby piosenka zawędrowała tam, gdzie chce zawędrować. Jeśli kawałek już zdaje się house'owy, zastanawiam się nad dorzuceniem jakiegoś sampla. Jeżeli jednak piosenka idzie bardziej w R&B, może nie potrzebować takich zabiegów.

W Bother wiodący sampel brzmi: „Nie przeszkadzaj mi, pracuję". Czy utożsamiasz się z tą deklaracją? Czy wolisz pracować sam?
To w sumie prawda. Lubię samotność. Współpraca z innymi idzie mi bardzo dobrze, ale pracowanie, kiedy inni siedzą nade mną w tym samym pokoju... no, to już gorzej. Obecność innych oznacza presję. Ktoś może zrobić kwaśną minę albo powiedzieć „To mi się nie podoba". A przecież kawałek nawet nie jest gotowy! Jeśli podejmuję z kimś współpracę, lubię tryb pracy jeden na jednego. Czy można stworzyć coś osobistego, skoro środowisko w którym tworzysz nie jest osobiste?

Jak przebiegało twoje wejście do świata muzyki tanecznej?
Chciałem to zrobić już od dawna. Poświęciłem trochę czasu na zdobycie wiedzy o gatunku i nauczenie się tworzenia takiej muzyki. Szkoda by było wyskoczyć z tym projektem za wcześnie. Pokazać światu coś, co jest muzyką taneczną tylko w moim mniemaniu. Uznałem, że powinienem dać trochę występów jako DJ. Wejść w DJ-ski światek winyli i singli. Zobaczyć jakie królują w nim trendy i standardy. Nie chciałem dać popisu w stylu: „Zobaczcie, ja też jestem teraz DJ-em!".

Nad teledyskiem do Bother pracowałeś z reżyserskim duetem HARRYS.
Do nich zawsze zwracam się najpierw, kiedy potrzebuję wizualizacji. I kreatywności. Mam tak odkąd pracowaliśmy razem nad Say That. Od tego czasu raz w tygodniu dyskutujemy o naszych pomysłach. Staliśmy się drużyną. Od dawna chcieli zrobić coś z tymi gośćmi machającymi ramionami. Mieli taką ideę i okazała się doskonała. Ten nadmuchiwany ludek ma tylko jedną robotę do wykonania - ma się kołysać. Robi więc, co do niego należy.

Czy twoje występy solowe bardzo różnią się od koncertowania z Toro y Moi?
Na scenie dopada mnie trochę nieśmiałość. Staję przed tłumem sam, a nie chcę być takim gościem, co nakręca imprezę tekstami w stylu: „Teraz cała sala - ręce w górę!!!". Zazwyczaj staram się po prostu zająć muzyką. Zbijam z ludźmi piątki, jeśli mnie o to proszą. I próbuję poderwać wszystkich do tańca.

Gdzie trafiłeś na najlepszych tancerzy?
Atlanta jest niezła. Dzieciaki z Atlanty wręcz uwielbiają tańczyć. Najbardziej szalone występy dałem w Atlancie i w Detroit. Poza USA... Polska, na pewno Polska.

W okładkach twoich płyt i teledyskach da się wyczuć własną, bardzo unikalną wrażliwość. Czy dużo czasu spędzasz na dopasowywaniu do swojej muzyki odpowiedniej estetki wizualnej?
To stało się, kiedy odkryłem HARRYS. Wtedy zacząłem postrzegać oprawę wizualną jako coś, co uzupełnia dźwięki. Artystyczne podejście ma się teraz całkiem nieźle. FKA twigs ma swój unikalny styl. Nawet wykonawcy tacy, jak SBTRKT czy Beyonce. Uwielbiam śledzić poczynania osób, które w sposób oczywisty wiedzą, co robią i robią to dobrze. Lubię rzeczy, które nie powodują natychmiastowego efektu „WOW!". Jest szansa, że i po roku będą miały w sobie tę moc oddziaływania. A kiedy widzisz je po raz pierwszy, po prostu wkradają ci się w pamięć.

Na koniec zacytuję pytanie z otwierającego twój album sampla. Skąd wziąłeś tytuł płyty?
Michael to koleś, który zmienia kulturę! Jest tylu zarąbistych Michaelów. Michael Jackson, Michael Jordan, Michael...? No, jest tych dwóch wielkich Michaelów!

soundcloud.com/les-sins

Kredyty


Tekst: Clarke Rudick
Fotografia: Andrew Paynter

Tagged:
Toro Y Moi
les sins
Chaz Bundick
muzyka wywiady
muzykawywiady