fotograf chad moore uwiecznia energię nowego jorku

I-D rozmawia z Chadem o jego urzekających, spontanicznych pracach.

tekst Paige Silveria
|
17 Grudzień 2015, 3:05pm

Chad Moore, znany z fotografowania swoich przyjaciół często w radosnych, a czasami w bardzo prywatnych momentach, opublikował trzeci album, pt. June. Znajdziemy w niej 31 fotografii ułożonych kolorami, w tym przesiąknięte nostalgią portrety nowojorskiej młodzieży oraz zdjęcia nieba.

Moore, który mieszkał na Florydzie, zaczął fotografować już w młodości, podczas podróży po Ameryce. Po przeprowadzce do Nowego Jorku w 2008 roku codziennie robił zdjęcia na Manhatanie, na dachach w Chinatown. Jako jeden z asystentów Ryana McGinley'a, zachwycił się artystycznymi dzieciakami Nowego Jorku. Z okazji premiery albumu, Chad opowiedział nam, dlaczego to miasto jest wciąż epicentrum artystycznego życia i jak znalazł ludzki pierwiastek w tematach tak surowych, jak niebo.

Jak myślisz, dlaczego tak bardzo nas urzekają zdjęcia nowojorskiej młodzieży?

Przed przeprowadzką fascynowały mnie zdjęcia Patricka O'Della z jego strony Epicly Later'd. To tylko fotki z prostego Canona Elph, ale na nich Nowy Jork wyglądał jak magiczne miasto, w którym każdy wyrzutek znajdzie swoje miejsce. Wtedy ten temat nie był tak eksploatowany w sieci, a teraz Nowy Jork stał się pewnym symbolem przestrzeni wręcz stworzonej dla kreatywnych ludzi. Kocham to miasto, przez cały czas traktowałem je jak centrum wszechświata. Jest tu wiele dzieciaków, które robią naprawdę świetne rzeczy. Ja nie muszę znajdować się koniecznie tu, żeby robić zdjęcia. Lubię wyjeżdżać do Europy i wracać do Nowego Jorku po dłuższej przerwie. Myślę, że czasami trzeba za czymś zatęsknić...

Czy twój styl życia bardzo się zmienił, odkąd przeprowadziłeś się do Nowego Jorku?

Nieznacznie. Zacząłem uczyć się, co jest interesujące dla mojej pracy, a co nie jest konieczne. Kontroluję rzeczy, o których wcześniej w ogóle nie myślałem, w różnych dziedzinach życia. Ludzie mogą myśleć, że moje zdjęcia nie są przemyślane, że tak tylko pstrykam. Niektóre z nich faktycznie są spontaniczne, ale większość planowałem bardzo długo. Dorastając, uczę się, gdzie ta kontrola się zaczyna i kończy. Chodzi też o świadomość: co dalej, jak wciąż się rozwijać.

Opisz swoją najnowszą publikację, June.

W zeszłym roku stworzyłem książkę Anyone in Love with You Already Knows, ze świetnym niemieckim wydawnictwem — Dienacht. To obszerna publikacja: 158 stron zawierających zdjęcia z mojego pobytu w Nowym Jorku i Europie. Byłem bardzo zadowolony, kiedy się ukazała i od razu chciałem zacząć prace nad czymś innym. Moje zdjęcia opierają się na różnych historiach, ich kompletowanie zajmuje mi dość dużo czasu. Zacząłem rozważać stworzenie czegoś „pomiędzy", gdzie komentarz będzie zbędny. Zastanawiałem się nad nowymi fotografiami i pomyśle na wygląd mojej książki. Wysłałem kilka nowych zdjęć do mojego przyjaciela i wspaniałego projektanta, Philipa Croneruda. To on zasugerował, żebym ułożył je kolorami. Ta metoda świetnie się sprawdziła, bo zapewniła prawie całkowitą losowość wyboru, który zawsze podejmuję bardzo skrupulatnie. Mogłem trochę odpuścić i przestać wszystko kontrolować. Później pokazałem je też Marii Candozie, która właśnie otworzyła artystyczną księgarnię, Object_ify, i zapytałem czy wypuściłaby moją książkę. Spodobał jej się ten pomysł i podsunęła mi cenne wskazówki. Wymyśliła np. plakaty drukowane metodą risografi, które można wymieniać.

Dlaczego zdecydowałeś się dołączyć też zdjęcia nieba?

Widoki nieba są powiązane z tym, o czy mówiłem wcześniej — po prostu się rozwijam. Fotografowałem nie tylko ludzi, choć interesują mnie głównie portrety, lubię czuć więź. Ale byłem już zmęczony czekaniem na odpowiedni moment. Wtedy zwróciłem się ku innym rzeczom, które nie są bezpośrednio związane z człowiekiem, ale również mogą emanować podobną energią.

Jak jeszcze zmienią się twoje obrazy?

Moje prace zawsze będą zawierać te same elementy, ale zaczynam dostrzegać, czego tak naprawdę oczekuję od zdjęć i jak mają oddziaływać na odbiorcę. Ostatnio fotografowałem zaaranżowane sceny. Nie były upozowane, ale umieszczałem ludzi w pewnych sytuacjach i obserwowałem ich reakcje.

Czy możesz opisać swoje ulubione zdjęcie?

To trudne. Jestem dosyć sentymentalny i każda fotografia ma dla mnie pewną wartość. Portret, do którego zawsze powracam to zdjęcie Olivii (Black Eye). Poznałem ją przez Nicka Lessera, gdy przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania. Olivia mieszkała po drugiej stronie ulicy, dlatego robiłem jej wiele zdjęć. Ta konkretna fotografia powstała kilka lat temu w Halloween. Starałem się znaleźć swoich znajomych na imprezie i kiedy podszedłem do drzwi, zauważyłem, że przez jakąś błahostkę wyrzucają ją z klubu. Wtedy zobaczyłem jej twarz: namalowaną pod okiem limo. Uznałem, że wygląda naprawdę ładnie. Niektórzy uważają, że to brutalne zdjęcie, ale ja widzę zupełnie coś innego.

Przeczytaj też:
Jak być dobrym fotografem?
Młodość i beztroska w obiektywie Chada Moore'a
Zakochaj się w tych zdjęciach

Kredyty


Tekst: Paige Silveria
Zdjęcia: Chad Moore

Tagged:
wywiad
Kultura
Chad Moore