ciemna strona modelingu

Przeglądamy zdjęcia z planu „Zoe”, debiutanckiego filmu Antoniego Nykowskiego z Olą Rudnicką w roli głównej, który pokazuje, jak branża modowa traktuje młode dziewczyny.

|
wrz 12 2016, 8:15am

Zdjęcie: Magda Łuniewska

Poznajcie Zoe. Przyjechała do Los Angeles, żeby zrobić karierę jako modelka. Niestety szybko przekonała się, że cena, jaką musi zapłacić za odniesienie sukcesu, jest bardzo wysoka. O tym będzie opowiadał krótkometrażowy film debiutującego Antoniego Nykowskiego, w którym główną rolę zagrała Ola Rudnicka. Jego premiera planowana jest na początek 2017 roku, ale nie możemy się już doczekać, bo po raz pierwszy w polskim kinie pojawi się historia o tym, w jaki sposób są traktowane dziewczyny w świecie mody. Film porusza też mało znane jeszcze zagadnienie, jaki jest „not rape".

Jego produkcją zajmuje się studio Papaya Films, czyli największy dom produkcyjny w Polsce. Chociaż są znani głównie z reklam, chętnie podejmują się produkcji filmów. Na swoim koncie mają nagradzany na świecie film fabularny „Embers" czy krótki metraż „The Life of Death". Za zdjęcia odpowiada Michał Dąbal. Przy okazji przeglądania pierwszych fotosów i zdjęć z planu zamieniliśmy kilka słów z Antonim o tym, czego możemy się spodziewać po „Zoe".

Temat przemocy wobec dziewczyn w świecie mody wypłynął ostatnio za sprawą „Neon Demon" Refna. Ty też opowiadasz o tym problemie - nie boisz się, że wszyscy będa porównywali wasze filmy?
Trailer do „Neon Demon" pojawił się w momencie, kiedy scenariusz do mojego filmu był już dawno napisany. Film Refna wszedł do kin, kiedy skońzyliśmy zdjęcia i zrobiliśmy wstępny montaż. Od razu, jak tylko dostałem mail od producenta Kacpra Sawickiego link z trailerem "Neon Demon", wiedziałem, że wszyscy będą pytali o to, czy te filmy są podobne. Faktycznie tematyka jest zbliżona, ale to trochę tak, jakby mówić o wszystkich historiach o gansterach, że są identyczne. Te dwa filmy są zupełnie inne. Na pewno każdy się o tym przekona, jak tylko je zobaczy. Naciski są w nich położone na zupełnie inne rzeczy. „Neon Demon" jest filmem o wyuzdanej, histerycznej potrzebie bycia zauważonym, „Zoe" opowiada o świeżej, dojrzewającej osobie, która jest rozbierana przez innych i nie potrafi tego powstrzymać.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

A dlaczego w ogóle wybrałeś ten temat?
Z dwóch powodów. Pierwszy, osobisty, jest taki, że mam córkę w podobnym wieku, co główna bohaterka. Zawsze chciałem pochylić się nad postacią, która przechodzi z jednego świata do drugiego, w którym nie jest już bezpieczna i łatwo może spotkać ją coś złego.

Drugi powód jest taki, że w rozmowach z moją żoną czy córką często przewijał się temat not rape - zjawiska, które nie ma swojej prawnej definicji. Chodzi o gwałt psychiczny. Kobieta nie doznaje fizycznego molestowania, ze strony wujka, kolegi z pracy czy fotografa, ale jest narażona przez cale życie na sytuacje, w których ktoś ją nagabuje. To jest na tyle powszechna postawa, że musi wpływać na kulturę, na to, jak wygladają stosunki między kobietami i kobietami a mężczyznami.

Dlaczego osadziłeś akcję w świecie mody?Zacząłem myśleć, w jakim świecie bohaterka byłaby szczgólnie narażona na zagrożenie, które chcę pokazać. Znam trochę środowisko modelingowe - moja żona była modelką, narzeczona operatora, Michała Dąbala, pracuje w Nowym Jorku jako modelka. Pracowałem też z Carą Delevingne, Julią Steigner, Georgią May Jagger. W każdej z nich był jakiś niepokój, pewnego rodzaju nieufność. Choć w przypadku supermodelek jest to mniej wyczuwalne, lub lepiej przez nie ukryte. Wydawało mi się, że ten świat jest dobry do zanalizowania. Krąży też na jego temat sporo mitów, z którym warto się rozprawić. Jednocześnie cały przemysł modowy był dla mnie metaforą zajwiska Not Rape.

No właśnie, jak nie popaść w banał, kiedy mówi się o branży modowej? Czy w tym pomogły ci rozmowy z modelkami?
Rzeczywiście powstanie scenariusza było poprzedzone wieloma rozmowami z osobami, które znają świat mody, głównie modelkami. Zapytałem swoje koleżanki, czy mogę nagrać ich historie. Zgodziły się. Nagrywaliśmy 5-6 minutowe filmy, w których opowiadały, kiedy czuły się niekomfortowo w czasie pokazu albo sesji. Dziewczyny zgodziły sie, żebyśmy wykorzystali te materiały (chociaż w kilku przypadkach bez pokazywania twarzy). Ostatecznie nie stały się cześcią filmu, chcoiaż nadal wahamy się, czy ich nie użyć.

Niektóre z tych opowieści są drastyczne. Modelki opowiadały mi o dziwnym, wieloznacznym zachowaniu fotografów a nawet podawaniu nieletnim narkotyków w czasie sesji. Takie historie trzeba było później ubrać w formę filmową, która nie będzie banałem. Chciałem to zrobić wiarygodnie, prosto i szczerze. To były moje fundamentalne założenia, kiedy zaczynałem ten projekt.

Zdjęcie: Magda Łuniewska

A w którym momencie dołączyła Ola i co wniosła do filmu?
Od początku wiedziałem, że ta historia będzie autentyczna tylko wtedy, jeśli główną bohaterkę zagra modelka z zacięciem aktorskim. Teraz jest coraz wiecej takich dziewczyn, najlepszych przykładem może być Cara Delevingne. Ja traiłem na Olę. Najpierw miała konsultować scenariusz, zobaczyłem jednak jej zdjęcia. To zjawiskowa blondynka, która może być elfem, dziewczyną albo chłopakiem, jest brzydka i ładna równocześnie. Intuicja podposwiadała mi, że koniecznie trzeba zrobić próby. Wybrałem sceny, które przegadaliśmy, a potem Ola zagrała. Po przejrzeniu nagrań już wiedziałem - tak, to jest Zoe. To po prostu zażarło.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra