Zdjęcie: Yuri Kozyrev

witajcie w świecie (fotograficznej) fikcji

Ruszył łódzki Fotofestiwal, którego tematem przewodnim jest fikcja. Zapytaliśmy więc jego programerkę, Martę Szymańską, czy możemy jeszcze wierzyć zalewającym nas obrazom?

tekst Mateusz Góra
|
01 Czerwiec 2017, 3:15pm

Zdjęcie: Yuri Kozyrev

Fotofestiwal 2017 to obok Miesiąca Fotografii w Krakowie najważniejsza duża impreza poświęcona zdjęciom w Polsce. W tym roku program główny, noszący tytuł „Can you imagine? / Dasz wiarę?" to cztery wystawy poświęcone temu, jakie jest znaczenie fikcji w fotografii. Oprócz tego w Łodzi możecie zobaczyć dużo wystaw towarzyszących. Macie czas do 11 czerwca, więc pakujcie plecaki i ruszajcie się przekonać, czy też „dacie wiarę".

Ostatnio dużo mówi się na temat fałszywych newsów, ostatecznego upadku wiarygodności docierających do nas wiadomości. Stąd pomysł, żeby program główny Fotofestiwalu dotyczył właśnie fikcji?
Punktem wyjścia nie były sprawy społeczno-polityczne, chociaż ostatecznie te powiązania rzeczywiście wyszły na wierzch. To, co nas interesowało, to rola fikcji w fotografii. Sposób, w jaki artyści i kuratorzy używają jej i przede wszystkim, po co to robią. Nie chodzi o manipulację widzem, ale puszczenie do niego oka. O sytuację, kiedy autor i kurator chcą wprowadzić widzów w błąd, ale w taki sposób, żeby zdawali sobie sprawę, że są zwodzeni. To nie oszukiwanie, ale właśnie zwodzenie, które ma bardzo konkretne cele i zwiększa naszą świadomość.

Zdjęcie: Viviane Sassen, D.N.A., 2007

Czym różnią się zdjęcia, które możemy zobaczyć podczas Fotofestiwalu od tych, z którymi spotykamy się na co dzień?
Jesteśmy od dziecka przyzwyczajani do tego, że funkcją fotografii jest opowiadanie prawdy o rzeczywistości. Tymczasem zdjęcia, które pokażemy na festiwalu opierają się nie tylko na prostym obserwowaniu rzeczywistości, nie opowiadają tylko i wyłącznie o świecie widzialnym. To także opowieść metaforyczna i symboliczna. W tym tkwi różnica w stosunku do tego, czego używamy na co dzień, kiedy komunikujemy głównie fakty i wydarzenia.

Czy ludzie potrafią czytać fotografię? Coraz większa ilość otaczających nas obrazów chyba stępiła naszą wrażliwość.
Potrafimy czytać tekst, interpretować litery - tego uczą nas w szkole. Tymczasem fotografia coraz częściej staje się równorzędnym sposobem komunikowania w naszych czasach, ale nie potrafimy jej czytać. Masz intuicyjną zdolność interpretowania obrazu lub kierunkowe wykształcenie albo nie. Z kolei jeśli ludzie nie potrafią czytać obrazów, są podatni na manipulacje. W powszechnej świadomości nadal zdjęcia są formą mówienia o świecie, dokumentacji, a nie metafory. 

Zdjęcie: Andrea Magda, Sinai Park

W jaki sposób pokażecie fikcję podczas festiwalu?
Wybraliśmy dwie drogi, kiedy pracowaliśmy nad programem. Interesowało nas z jednej strony budowanie fikcyjnych światów z elementów rzeczywistości, z drugiej takie projekty, w których człowiek musi uruchomić swoją wyobraźnię, żeby w ogóle wniknąć do stworzonego, nowego, zupełnie innego świata.

Jak te dwie ścieżki odbijają się w konkretnych projektach?
W programie głównym przedstawiamy cztery projekty, a każdym z nich odnosi się do fikcji w inny sposób. Jednym z nich jest wystawa Joana Fontcuberty uznawanego za klasyka w zwodzeniu widzów. Umie po mistrzowsku miksować w swojej sztuce fikcję i rzeczywistości. Pracuje od lat 80., pochodzi z Katalonii. W głównej mierze wykorzystuje to, co sam stworzy, ale sięga też po fotografię znalezioną, na przykład w internecie lub archiwum. Jego wystawa nosi tytuł „Science & friction". Zobaczymy na niej między innymi projekt „Fauna", w którym poznajemy historię nieznanego botanika z pierwszej połowy XX w., który badał nieistniejące zwierzęta. Widzimy dokumentację fotograficzną, odręczne notatki, przyrządy badawcze. Fontcuberta prowadzi grę z naszymi przyzwyczajeniami. W pewnym momencie zaczynamy po części wierzyć, że to wszystko mogłyby się zdarzyć, ze względu na naukową formę projektu. Zaczynamy się zastanawiać, czy nie powinniśmy częściej kwestionować wiarygodności tego, co podaje się nam jako „naukowe" i czy nie powinniśmy zacząć kwestionować wiarygodności fotografii? 

Zdjęcie: Anya Schiller, Trash cans for hearts and people

W o wiele bardziej emocjonalny sposób pracuje Augustin Rebetez, który też pojawi się na Fotofestiwalu.
Tak, Augustin Rebetez robi coś zupełnie innego niż Fontcuberta, który ma ogromne poczucie humoru, ale też takie precyzyjne, „naukowe" podejście. Rebetez działa z kolei bardzo intuicyjnie. Podczas naszego festiwalu przygotuje jedną ze swoich pierwszych prac kuratorskich. Postanowił nie być jednak zwykłym kuratorem, ale wykorzystać naturalną dla niego spontaniczność. Zaprosił 16 artystów z całego świata, których zdjęcia grają z jego intuicją i duszą. Stworzyli oni zdjęcia, które on sam chciałby zrobić. Wykorzystuje je więc, żeby stworzyć z nich coś nowego, tak jakby były częścią jego własnej pracy. W przypadku tej wystawy zapraszamy ludzi do wejścia do świata Rebeteza i w wewnętrzne światy zaproszonych przez niego artystów. To zdjęcia, których źródłem są emocje, sny, wspomnienia, a nie obserwacja rzeczywistości. Rebeteza nie interesują idee, tylko stworzenie totalnego artystycznego wszechświata. Całość nosi przewrotny tytuł „Śmietniki zamiast serc - ludzie pozbawieni są duszy".

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

A dlaczego w programie głównym, poświęconym fikcji, pojawia się Martin Kollar znany głównie ze zdjęć dokumentalnych?
Rzeczywiście w tym gronie bardzo ciekawy jest Martin Kollar i jego wystawa „Provisional Arrangement" („Układ prowizoryczny"). Kollar jest znany ze zdjęć pokazujących absurdy rzeczywistości postkomunistycznej. Tworzy dokumentalne fotografie w czasie podróżowania po Europie. Jego zdjęcia przedstawiają jednak na tyle absurdalne sytuacje, że zaczynamy się zastanawiać, czy to naprawdę mogło się stać? Znając prace Martina, a nawet po prostu naszą rzeczywistość, wiemy, że to prawda, a jednak zastanawiamy się, jak to możliwe. Niby wiemy, że ta fotografia jest dokumentem, ale zaczynamy wątpić w jej wiarygodność. Dodatkowo ważne jest w tym projekcie wrażenie prowizoryczności. Człowiek żyjący w tej części świata nie ma jeszcze swojego miejsca, bo dopiero co rzeczywistość wokół przeszła wielką transformację. 

Zdjęcie: Martin Kollar, Provisional Arragement

Podczas Fotofestiwalu zobaczymy też prace wielu młodych polskich fotografów. Czy łączy je coś wspólnego?
Żyjemy w XXI wieku, gdzie ludzie podróżują, mają internet i mówią w przynajmniej jednym obcym języku. Przepływ idei i obrazów jest tak szybki, że nie odważyłaby się na deklarację, że polska fotografia ma obecnie charakterystyczne rysy. Artyście poszukują, są bardzo różnorodni, co najlepiej pokazują projekty Dominiki Gęsickiej i Wojciecha Grzędzińskiego - polskiej dwójki walczącej o Grand Prix Festiwalu. Zwróciłabym też uwagę na wystawę Rafała Milacha, która jest podsumowaniem ostatnich lat jego pracy nad tematem propagandy. Organizujemy także serię wystaw związanych z ASP w Łodzi i Filmówką. Te projekty też są bardzo różnorodne.

Jakbyś spytał, co jest charakterystycznego w fotografii węgierskiej młodego pokolenia byłabym w stanie odpowiedzieć. Kiedy jednak na co dzień rozmawiam z autorami i funkcjonuję w świecie polskiej fotografii, dostrzegam jej złożoność i budowanie takich uogólnień uważałabym za niesprawiedliwe.  

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra
Zdjęcia: materiały prasowe festiwalu

Tagged:
łódź
sztuka
Fikcja
fotofestiwal
dasz wiarę?