Kadr z filmu „Mysterious Skin"

najwięksi filmowi buntownicy

Podczas tegorocznej edycji American Film Festival odbędzie się przegląd kina Gregga Arakiego, reżysera zwanego twórcą „Twin Peaks dla pokolenia MTV” i „Beverly Hills na kwasie”. Jego bohaterowie zmienią wasze nastawienie do świata.

tekst Alicja Mazurkiewicz
|
18 Październik 2017, 10:02am

Kadr z filmu „Mysterious Skin"

Wszystko wydaje się być na swoim miejscu. Dzieciaki imprezują i uprawiają seks, rozbijają się
szpanerskimi samochodami. Mogłoby to być „Beverly Hills, 90210", mogłoby to być „Clueless". O ile jednak w tradycyjnych filmach młodzieżowych problem stanowi poderwanie najbardziej popularnego dzieciaka w szkole albo sproszenie do domu pod nieobecność rodziców znajomych, tak u Arakiego chodzi prędzej o zaburzenia odżywiania, depresję i samobójstwa. Postaci z jego filmów stawiają czoła zakażeniu HIV, gwałtom i homofobii.

Jak pisze Natalia Gruenpeter w książce „A jak Araki", która będzie miała swoją premierę na American FIlm Festival: „Reżyser obdarza zagubionych nastolatków pewnego rodzaju zaufaniem, daje im prawo do poszukiwania i błądzenia, unika moralizatorskiego tonu. Nie okopuje się na pozycji autorytetu i nie narzuca ‚właściwej' drogi". Legendarny amerykański reżyser, patron młodych, zagubionych i seksualnie podejrzanych, zaludniał swoje filmy bohaterami stawiającymi czoła własnej tożsamości, których można opisać trzema hasłami – queer, punk i rebel.


„The Living End"



Niczym gejowska wersja „Thelmy i Louise", „The Living End" jest historią Luke'a i Jona, którzy
poznają się po zamordowaniu przez tego pierwszego homofobicznego policjanta. Obaj są gejami, obaj są HIV pozytywni. Na tym jednak podobieństwa się kończą. Jon to cyniczny krytyk filmowy, a Luke podpada pod kategorię typowego łamiącego serca bad boya. Prawdą powszechnie znaną jest fakt, że przeciwieństwa się przyciągają, więc mamy tu do czynienia z hollywoodzkim love story, tyle że zamiast robić sobie romantyczne wyznania, chłopaki informują się o zakażeniu wirusem. Luke, jako etatowy czarujący łobuz, szepce na to do ucha Jona:„Welcome to the club, partner". Spirala punkowej, buntowniczej przemocy ma w nich źródło we wzbudzonym przez epidemię AIDS bezsilnym gniewie. Agresja i występek wyswabadzają z objęć społeczeństwa. Para bohaterów wyrusza przed siebie z jednym celem na ustach - „fuck everything".

„Totally F***ed Up"



Piętnaście klipów - niektóre prosto z zakurzonej półki domorosłego filmowca, inne dopracowane estetycznie i zrealizowane na 16 mm taśmie, składa się na wiarygodny portret rzeczywistości przeżywanej przez grupę homoseksualnych nastolatków. Śledzimy losy szóstki przyjaciół, poznajemy ich opinie na temat całej palety problemów, wiemy więc, co myślą o AIDS, narkotykach, seksie, związkach i homofobii. Zdecydowanie przewyższają poziomem wulgarności, odwagą, żeby się buntować i agresją swoich kolegów i koleżanki z kina młodzieżowego - są znudzeni, wrzaskliwi i sfrustrowani. Problemem nawet nie jest sam seks, ale
cały towarzyszący mu emocjonalny bagaż i widoczna na każdym kroku homofobia. Społeczeństwo, które na porządku dziennym zamienia życie bohaterów w piekło, sprawia, że
samobójstwo wydaje się całkiem niezłym rozwiązaniem. Postacią centralną tego kolażu jest
Andy, nihilista o wyglądzie gwiazdy popu, który zastanawiając się, czy nie jest biseksualistą, za najbardziej celne określenie samego siebie uznaje „Totally F***ed Up". Choć miłość to dla niego propaganda, nie przeszkadza mu to zakochać się w jednym z poderwanych chłopaków, Ianie. Bo tak naprawdę Andy, jak sam zdradza w jednym z nagrań, chciałby być po prostu
szczęśliwy, chociaż przez sekundę.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska


„Doom Generation - Stracone pokolenie"



Amy i Jordan wydają się zwykłymi nastolatkami spędzającymi wieczór w starym kinie
samochodowym. Zmienia to dopiero Xavier, który uciekając przed bandą rzezimieszków z
łańcuchami w ręku, ląduje na masce ich auta.

Film krąży wokół seksualnego przyciągania całej trójki i ich kolejnych zbliżeń. Długi ciąg hotelowych pokoi skąpanych w czerwieni, fiolecie i błękicie wciąga nas w hipnotyczny koszmar. HIV nie pojawia się tu jako motyw przewodni, ale temat wirusa raz za razem przewija się przez rozmowy i myśli bohaterów. To napiętnowane słowo pada już w pierwszej scenie, kiedy Jordan i Amy chcą uprawić seks, ale w ostatniej chwili chłopak wycofuje się, obawiając zakażenia. Amy kwituje to tylko stwierdzeniem, że nie ma czym się martwić, bo przecież oboje jeszcze nie przeżyli swojego pierwszego razu, co świadczy o chaosie i dezorientacji wzniecanej przez ówczesne media. Dziewczyna jest wyszczekana, bezczelna, a jej fryzura przywodzi na myśl Umę Thurman z „Pulp Fiction". Parodiując kino drogi i filmy młodzieżowe, Araki celowo kiczowato pokazuje historię i występujące w niej postaci. Tak więc Amy obsadza rolę tej nadąsanej, impertynenckiej i rzucającej ponure uwagi, podczas gdy mężczyźni, z którymi sypia, ewidentnie odczuwają do siebie silny pociąg.

„Donikąd"



„Beverly Hills, 90210 na kwasie", „Clueless na koksie", „12 małp na fecie" – „Nowhere" to kolejny pokręcony i spowity narkotycznymi oparami film Arakiego. Nie mija nawet minuta, a na ekranie pojawia się 18-letni Dark masturbujący się pod zaparowanym prysznicem. W rytmie Slowdive fantazjuje o kobietach, mężczyznach i sadomasochistycznym seksie. W tej jednej scenie możemy odczuć cały ogrom nastoletniej frustracji, seksualnych wątpliwości i poszukiwań.

Dark Smith jest wyobcowanym nastolatkiem ogarniętym obsesją końca świata i znalezieniem prawdziwej miłości zanim on nastąpi. Obiekt jego uczuć, Mel, odwzajemnia zainteresowanie, ale nie chce oddawać się ani jednemu człowiekowi, ani jednej płci, tak więc dzieli uwagę pomiędzy chłopaka, a uzależnioną od kwasu Lucifer, podczas gdy on łaknie romantycznych uniesień i „tego jedynego". Bohater nie traci czasu i szybko ląduje w ramionach anielsko przystojnego kolegi z klasy, który twierdzi, że zbiegł ze statku kosmitów. Za warunek zbliżenia Dark stawia jedynie obietnicę, że już zawsze będą razem. Jako typoway wrażliwiec, potrzebuje raczej czułości i bratniej duszy, niż samego seksu. Araki, jak to Araki, nie pozwala mu długo nacieszyć się rozkoszami bliskości i zrozumienia…


„Kaboom"



Głównym bohaterem „Kaboom" jest Smith, świeżo upieczony student upragnionych studiów
filmowych. Jego pobytowi na kampusie towarzyszy powtarzający się sen. Przemierza długi
korytarz, aż dociera do drzwi. Za nimi kryje śmietnik. „Studia, ukazane jako beztroski okres
seksualnych przygód i eksperymentów, są zrealizowaną utopią, nad którą ciąży widmo katastrofy. Warto dodać, że na drzwiach ze snu Smitha wisi numer 19, a bohater obchodzi właśnie dziewiętnaste urodziny. Ten niepozorny szczegół nasuwa nam myśl, że nadciągającą zewsząd katastrofą jest po prostu dorosłość" – tłumaczy autorka „A jak Araki". Losy Smitha, którego androgyniczną twarz podziwiamy w kolejnych zbliżeniach, rozgrywają się w świecie zamieszkałym przez studentów i studentki luźno odwołujących się do Skali Kinseya, gdzie pojęcie homoseksualny i heteroseksualny są co najmniej obciachowe. Nie mówiąc już o tym, że każdy jest tu atrakcyjny i interesujący, a wszystkie imiona wpadają w ucho jak gwiazdorskie pseudonimy (Thor, London, Stella...). Sam Smith zaciąga do łóżka tak dziewczyny, jak i chłopców, a seks nie ma w sobie goryczy strachu przed zaangażowaniem czy przedwczesną śmiercią. Smith jest tak samo cool w łóżku, jak za kółkiem vana.

American Film Festival potrwa od 24 do 29 października we Wrocławiu. Więcej informacji znajdziecie tutaj.

Książka „A jak Araki" została wydana nakładem Instytucji Filmowej Silesia Film w Katowicach, która zajmuje się wspieraniem produkcji filmów, ich popularyzacją oraz archiwizacją. Więcej informacji znajdziecie tutaj.

Tagged:
queer
Gregg araki
wrocław
The Living End
american film festival
a jak araki