Reklama

„utopia" björk kawałek po kawałku

Spoiler: coś pięknego.

tekst Michael Cragg; tłumaczenie Patrycja Śmiechowska
|
24 Listopad 2017, 11:57am

Albumy Björk zawsze są nasycone emocjami. Artystka jest obdarzona głosem, który mógłby przebić beton, pogłaskać śnieg bez przemieszczenia ani jednego płatka i wystrzelić waszą głowę prosto do kosmosu — a to wszystko w jednej zwrotce. Stworzyła dziewięć albumów art-popowej perfekcji, które są ucztą dla uszu, serca i stóp, jeśli ktoś lubi tańczyć. Całkowite skupienie na emocjach pojawiło się w jej twórczości dopiero w 2015 roku wraz z krążkiem „Vulnicura", opisującym różne etapy łamiącego serce rozstania z mężem i artystą, Matthew Barneyem. Poprzednie albumy, jak „Volta" z 2007 roku (nagrana wspólnie z Timbalandem) i ambitna „Biophilia" z 2011 roku dotyczyły różnych, globalnych spraw, natomiast „Vulnicura" wrzuciła słuchacza w oko cyklonu. Pełen smyczków, dziesięciominutowy utwór „Black Lake" jest jedną z jej najbardziej poruszających piosenek.

Kolejną płytą Björk jest „Utopia" — muzyka odzwierciedla eskapizm tytułu i żywiołowość okładki. Żartobliwie nazwała ją „tinderowym albumem", a także anty-Trumpowym manifestem. „Wygrał wybory, gdy miałam za sobą już dwa lata tworzenia albumu i pomyślałam wtedy, że teraz trzeba zrobić coś z namysłem", powiedziała w rozmowie z magazynem The Observer. „Jeśli czujecie, że świat zmierza w złym kierunku, musicie działać i zbudować małą fortecę, trochę na uboczu". Jej forteca jest słoneczna, zbudowana z delikatnych harf, ćwierkających ptaków, mocnych bitów (odpowiada za nie Arca) i spójnej oprawy muzycznej, która sprawia, że czujemy się, jakbyśmy dryfowali w powoli płynącej rzece w krainie miodem i mlekiem płynącej.

Oto nasza recenzja „Utopii" kawałek po kawałku.

„Arisen My Senses"
Piosenka zaczyna się od ćwierkania ptaków i elektronicznego pisku, jednak wkrótce rozwija się jak egzotyczny kwiat, wciągający cię swoją delikatnością, chociaż potrafi zabić. „Arisen My Senses" nie zabija, ale przytłacza pięknem. Oczywiście to lekkie wyolbrzymienie, ale w końcu mowa tu o Björk — nie możemy po prostu napisać, że „ładnie śpiewa". Wiele się dzieje w tym utworze — wokale potykają się o zderzające się bity, a kolejne wersy wyrastają z różnych miejsc.

„Blissing Me"
Przez siedem zwrotek w akompaniamencie harfy „Blissing Me" skrada się do refrenu, który nigdy ni nadchodzi. „Arisen My Senses" otula słuchacza ciepłą wilgocią lasu deszczowego, natomiast „Blissing Me" łaskocze lodowatymi kropelkami. Wyostrza wszystkie zmysły. Tekst opowiada o pięknej, platonicznej relacji, umacnianej przez wysyłanie sobie piosenek w formacie mp3. Relacja ma się zmienić w coś bardziej fizycznego, a na koniec Björk pyta: „Czy ja właśnie się zakochałam?".

„The Gate"
Ten utwór już znacie. Pierwszy singiel z albumu stanowi most pomiędzy dwoma albumami. Otwarta rana na piersi z tekstów i okładki „Vulnicury" zmieniła się w bramę, która pozwala nowej miłości się rozwijać. To typowa Björk: początkowo wydaje się, że wszystko jest bez ładu i składu, jednak tak naprawdę jest niesamowicie złożone i przepiękne.

„Utopia"
Na okładce albumu poza maleńkim płodem łabędzia widać także flet — instrument, na którym Björk gra od 12 roku życia. Ten utwór początkowo składa się głównie z melodii granej na flecie i świergotu ptaków. Wersy piosenkarki są ponakładane na siebie, jakby sama próbowała się przekrzyczeć szeptem. To pierwszy kawałek na tej płycie, który nas rozprasza i sprawia, że nieco się gubimy w ruchomych piaskach.

„Body Memory"
Ten utwór przypomina „Black Lake", przynajmniej pod względem długości. Do napisania tej piosenki Björk zainspirowało słuchanie audiobooka „Tybetańskiej księgi umarłych", gdy leżała na mchu. „Body Memory" stanowi niemal katharsis, uwalnia od rozrywającego serce bólu „Black Lake". Warstwa muzyczna jest ostrzejsza od poprzednich piosenek: bity są bardziej poszarpane, pourywane, a odległy śpiew chóru ostrzegawczo krąży nad całością. Jeśli chodzi o tekst, to typowa Björk. „The snow in winter: I'm walking hills and valleys / Outdoors is mystical fog -- this fucking mist! / These cliffs are just showing off” (Zimowy śnieg, spaceruję po dolinach i wzgórzach. Na zewnątrz mistyczna mgła — pieprzona mgła. Klify się popisują), krzyczy w pewnym momencie, a potem przechodzi do tematów przeznaczenia, miłości, seksu, macierzyństwa i natury. To niezwykle oczyszczająca podróż, nawet jeśli nie jesteśmy do końca pewni, o co w niej chodzi. „To mój sposób na pomaganie sobie. Trzeba sugerować, że wszystko jest w tobie, znasz wszystkie odpowiedzi. Bez rozczulania się. To mój manifest. Do dzieła!".

„Features Creatures"
Pogoda na utopijnej wyspie Björk się zmieniła. Pierwsza połowa płyty była ciepła, teraz słyszymy dźwięki przypominające podmuchy wiatru. Koncepcja tekstu jest jedną z ciekawszych na płycie. Artystka śpiewa o pamięci ciała, a konkretniej mięśnia sercowego, który na widok sylwetki w sklepie czy znajomego zarostu może zalać nas starymi, przyjemnymi emocjami. Produkcja przypominająca demo jest kolejnym atutem — pozwala nam odetchnąć.

„Courtship"
Flety wróciły! W „Utopii" trochę rozpraszały, jednak tutaj wplatają się o wiele lepiej. Po raz pierwszy na płycie tempo piosenki znacznie się rozkręca. Bit stuka z dwóch stron, jak piłeczka w automacie do pinballa.

„Losss"
Współproducentem tego utworu jest industrialny muzyk Rabit, czyli Eric Burton. „Losss" przypomina kultowe „Homogenic" z 1997 roku pod względem rozszczepionej dynamiki. Warstwę muzyczną po raz kolejny tworzą delikatne harfy, ale tym razem ich piękno zostaje zakłócone przez bit, brzmiący jakby dwie płyty tektoniczne się ze sobą ścierały. Niepokojące i sprytne wtarcie szorstkiej brutalności na albumie, który przypomina unoszenie się w chmurach.

„Sue Me"
Niebo znów spowija mrok — nagle wracamy do historii bolesnego rozwodu z Barneyem (do czego odnosi się tytuł „Pozwij mnie"). Bity wibrują i odbijają się rykoszetem w pierwszym, wielkim refrenie tego albumu („Pozywaj mnie do woli"), a Björk z zapałem dzieli się z nami sposobem na obalenie patriarchatu („Oni wszystko spieprzyli"). Swój feminizm przefiltrowała przez instynkt macierzyński: „On ma to po ojcu, który ma to po swoim ojcu. Przerwijmy tę klątwę, aby nie spadła na naszą córkę i jej córkę".

„Tabula Rasa"
„Sue Me" przypominało emocjonalny, osobisty dramat „Vulnicury", a kolejny utwór stanowi ciszę po burzy. „Wyłóżmy wszystko na stół", śpiewa, a potem wraca do głównego wątku z poprzedniej piosenki. Jej głos podkreśla każdą sylabę, gdy cedzi: „Nie powtarzajmy tego, co spieprzyli ojcowie". Zwraca się bezpośrednio do swoich dzieci: „Popełniajcie własne, nowe błędy" i obiecuje, że nie będzie ich obciążać zbyt ciężkim bagażem emocjonalnym. Końcówka jest wręcz niebiańska — smyczki nagle rozbrzmiewają jak w produkcji Disneya, a organy plumkają wraz z odległym dźwiękiem deszczu. Jeśli będziecie słuchać płyty na słuchawkach, możecie nagle zacząć unosić się nad ziemią.

„Claimstaker"
„Claimstaker" jest jedną z najkrótszych piosenek na płycie. Przeskakujący bit z syntetyzatora i smyczki ładnie się komponują. Nie zrozumcie mnie źle, utwór jest bardzo ładny, ale „Utopia" trwa 70 minut i mam wrażenie, że w niektórych miejscach można ją lekko przyciąć, bo traci sens.

„Paradisa"
104 sekundy fletu, ćwierkania ptaków i lekkiego posmaku „Muminków".

„Saint"
Na początku to przypomina kolejny eksperyment z muzyką ludową i ćwierkającymi ptakami, ale gdy utwór już się rozkręci, zmienia się w najbardziej zbliżony do popu element na płycie. W zwrotkach tkwi urocza, przytłaczająca elegancja, która w końcu rozwija się w piękną kodę, zastępującą refren. Wielowarstwowe wokale Björk wznoszą się i unoszą nad sobą, tworząc wysoki jak wieżowiec przekładaniec. Ciężko to opisać, po prostu coś pięknego.

„Future Forever"
Piękno zostaje poszatkowane na zamykającym płytę „Future Forever", które splata najlepsze elementy z albumu i tworzy delikatny, koronkowy kombinezon, którego nigdy nie chcemy zdejmować. To chyba najbardziej kunsztowne zakończenie albumu od „All Is Full of Love" z „Homogenic" (co ciekawe, oba utwory łączy pewien tekst, ale pozostawię wam tę zagadkę do rozwiązania samodzielnie). Obszerna, cierpliwie rozkwitająca oda do odrodzenia, odnowy i odnalezienia własnej utopii. „Ze wszystkich sił wierz w miłość".

Przeczytaj też: