Reklama

social media, a walka o piękno

Skandal z Topshopem i wychudzonymi manekinami, czy akcja na rzecz przywrócenia hasztagu #curvy – czy rosnąca tendencja do „cyfrowego aktywizmu” przekłada się na prawdziwe życie? Czy raczej zależy nam tylko na lajkach?

tekst i-D Staff
|
17 Sierpień 2015, 3:28pm

Niedawno internet został zalany newsami o Topshopie i ich bardzo, ale to bardzo zabiedzonymi manekinami. Laura Berry, którą dotknęły ich niemożliwie chude nogi z przerwą tak szeroką, że mogłaby przejechać przez nią ciężarówka, wzięła sprawę w swoje ręce i postanowiła rzucić światło na tę sprawę za pomocą Facebooka. „Młode kobiety aspirują do wyglądu, jaki oferuje wasz sklep...", napisała, „a mimo to żaden używany przez was manekin nie przekracza rozmiaru XS". Opowiedziały się za nią ogromne rzesze internautów, którzy mieli do dyspozycji hasztagi i bynajmniej nie bali się ich używać, żądni krwi wielkiego odzieżowego giganta. Zaczęło się od jednego posta na Facebooku, a zmieniło w prawdziwą lawinę, która opanowała też Twitter. Do dyskusji dołączało coraz to więcej kobiet, a temat podchwyciły liczne magazyny (w tym i-D). Stanowi to niejaką ironię, ponieważ to właśnie media przede wszystkim można wskazać palcem jako winowajców w promowaniu nierealistycznych ideałów piękna.

Oczywiście większość jest na tyle inteligentna, aby zdawać sobie sprawę z faktu, że niemożliwym jest posiadanie aż tak wydłużonego ciała, przypominającego sylwetkę przybysza z kosmosu, jak manekiny, które zwykliśmy widywać w sklepach. Biorąc pod uwagę proporcje, jest to po prostu niewykonalne, jednak dla młodych dziewczyn, które nieustannie walczą z bolesnymi przeszkodami dojrzewania, wygląd tych właśnie plastikowych lalek stanowi życiowy cel. I dlatego właśnie tak ważne jest, aby podnosić ludzką świadomość w tej kwestii.

Nie jest to pierwszy raz, gdy modna sieciówka znalazła się pod ostrzałem. Podobnie stało się w przypadku niezwykle seksistowskiej i dyskryminującej kampanii reklamowej firmy Protein World, której hasło brzmiało: „Are You Beach Body Ready?" [czy jesteś gotowa na sezon bikini?] Reklama obraziła kobiety na całym świecie, które nie omieszkały okazać swojego (eufemistycznie ujmując) niezadowolenia. W odpowiedzi na piętnującą reklamę Protein World całe hordy zniesmaczonych dziewczyn i kobiet zaczęły umieszczać w sieci swoje własne zdjęcia w bikini na tle wspomnianego baneru. Ponad 50 tys. kobiet podpisało petycję online, podczas gdy inne orędowniczki złączyły się w proteście w londyńskim Hyde Parku, zorganizowanym na Faceboku. Barbara Ferreira, modelka 'plus size', skomentowała całe zajście następująco: „Reakcja na kampanię Beach Body Ready prawie doprowadziła mnie do płaczu. Jestem tak szczęśliwa i dumna, że kobiety łączą się w walce z tak ohydną reklamą, próbującą wywołać w nas kompleksy, aby następnie kupować ich gówniane produkty".

Jednak to nie tylko sieciówki czy wielkie firmy mają skłonność do dyskryminowania kobiet ze względu na rozmiar. Winowajcami są również media społecznościowe, które również próbują odebrać dziewczynom głos. Niespełna miesiąc temu, Instagram, który tak chętnie cenzuruje kobietom sutki, postanowił, że zablokuje również hasztag #curvy, podczas gdy #thin [chuda] i #vagina nadal funkcjonowały w najlepsze. Od tamtej pory kobiety nie mogły wyszukiwać opatrzonych „krągłym" znacznikiem zdjęć przeciętnymi kobietami, które, o zgrozo! mają czelność czuć się swobodnie we własnym ciele. Obrazuje to doskonale, w jaki sposób społeczeństwo próbuje wykluczyć kobiety, które nie wpisują się w przyjęte normy cielesne. Oczywiście, naturalną reakcją całego świata było oburzenie, skutkujące petycjami o przywrócenie hasztagu, co zakończyło się sukcesem. Jednak nie wszystkie znaczniki związane z ciałem mają tak pozytywny wydźwięk, jak „curvy", czyli „krągła", dlatego też kobiety znowu wzięły sprawy w swoje ręce na łamach internetu.

Australijska modelka Stefania Ferrario jest autorką kampanii online #droptheplus [porzuć plus], mającej na celu zmienić sposób, w jaki postrzegamy i definiujemy modelki „plus size". Pomimo dosyć znacznego zainteresowania, prawdziwą uwagę przykuło dopiero zdjęcie Stefanii topless z napisem I AM A MODEL [jestem modelką]. „Niestety w branży modelingowej, jeśli masz rozmiar większy niż XS, to automatycznie jesteś w rozmiarze 'plus'", powiedziała. „To w żadnym stopniu NIE jest korzystne. NIE JESTEM dumna z bycia nazywaną 'plus size', ale za to JESTEM dumna, gdy nazywa się mnie 'modelką", bo jest to zawód, który wykonuję!" Od 4 tys. postów na Instagramie do setek retweetów na Twitterze, coraz więcej kobiet nie boi się sprzeciwiać uwłaczającej kategoryzacji modelek.

Tess Holiday, która nosi rozmiar 26 [europejskie 54], to największa modelka, która podpisała kontrakt z agencją modelingową. W 2013 roku Tess rozpoczęła na Instagramie kampanię opatrzoną hasztagiem #effyourbeautystandards [jebać twoje standardy piękna], która stanowi jeden tłusty, środkowy palec, wymierzony w mainstreamowe kanony urody. „Miałam już dość prześladowań w sieci, tego, że ludzie mi mówią, co powinnam, a czego nie powinnam nosić ze względu na mój rozmiar". Kampania #effyourbeautystandards zdobyła już prawie milion udostępnień, a hasztaga używają kobiety wszystkich rozmiarów, kształtów i o różnych kolorach skóry, w całej swej okazałości.

Coraz więcej kobiet używa mediów społecznościowych jako platformy do walki z dyskryminacją ze względu na rozmiar ciała. Jednak, czy ten cały cyfrowy aktywizm znajduje odzwierciedlenie w prawdziwym życiu? Czy może jednak jest pożywką dla znudzonych wędrowców internetu? A ludzi obchodzą tylko i wyłącznie lajki? Sądząc po ogólnym „kliktywizmie", typowym dla leniwej, apatycznej młodzieży, można by stwierdzić, że ma to taką samą wagę, co śmieszne filmiki z kotami. Jednak, aby tak pomyśleć, trzeba byłoby poważnie lekceważyć siłę mediów społecznościowych jako narzędzia służącego do zmian. Musimy zdać sobie sprawę, że bez względu na to, czy chodzi o pojedyncze polubienia, czy o petycję lub udostępnienie kontrowersyjnego posta, to dzięki gęstej social mediowej siatce, pojedyncze kliknięcie może przerodzić się w globalną rewolucję, a kobiety na całym świecie mogą zjednoczyć się w walce z patriarchalną kupą gówna. Dokładnie tak - czasami trzeba tylko jednej osoby, która wstanie i głośno powie (lub napisze) „dość", a za nią podąży już reszta. Poza tym duże marki zaczynają powoli słuchać, co ludzie mają do powiedzenia.

Przedstawiciele Topshopu opublikowali oświadczenie, w którym obiecują pozbyć się wychudzonych manekinów. „Wzięliśmy pod uwagę opinie naszych klientów", napisali, tak, aby cały świat zobaczył, „i w imię postępu nie będziemy już zamawiali tego modelu manekinów". Instagram po tygodniu od skandalu, przywracając hasztag #curvy, przyznał się do porażki. W międzyczasie internetowe kampanie, takie jak #droptheplus i #effyourbeautystandards nadal prężnie działają, robiąc wszystko, aby zakwestionować sposób, w jaki moda postrzega kobiece ciało, tym samym przecierając szlaki pozytywnej przyszłości dla przyszłych pokoleń. Także następnym razem, jeśli natkniesz się na coś, co spowoduje, że poczujesz konieczność zmian w swoim ciele, nie wahaj się, rozpocznij petycję lub napisz to na Twitterze, już czas, by ludzie zaczęli łączyć się w cielesnej rewolucji!

Zobacz też: Manekiny z Topshopu to tylko wierzchołek góry lodowej.

Kredyty


Tłumaczenie: Zuza Bień