© viviane sassen, series Flamboya

afryka w amsterdamie na zdjęciach viviane sassen

Do 5. roku życia wychowywała się w Kenii, gdzie jej ojciec prowadził klinikę leczenia polio. Viviane Sassen, o duńskim pochodzeniu, określa się często jako fotografkę, której udało się ożywić królestwo fotografii modowej dzięki rozpoznawalnemu stylowi...

tekst Zeyna Sy
|
07 Maj 2015, 9:30am

© viviane sassen, series Flamboya

© viviane sassen, seria UMBRA

W zeszłym miesiącu wystawiłaś UMBRĘ - wystawę pokazującą archiwalne zdjęcia wraz z projekcjami filmowymi, audio, a także kompletnie nową linię twórczości. Jak wpadłaś na pomysł tej współpracy i projektu?
Muzeum skontaktowało się ze mną z propozycją zrobienia wystawy, na której rzekomo dostałabym kompletną wolność co do treści. Cień zawsze odgrywał znaczącą rolę w moich pracach, więc pomyślałam, że ciekawie by było przestudiować temat głębiej. Niestety, gdzieś po drodze trochę utknęłam, bo przyszedł moment, że wszędzie widziałam cienie! Projekt zaczynał być zbyt formalny i trochę za prosty, zdałam sobie sprawę, że żeby nadać mu ciężkości, to przede wszystkim muszę zacząć od swojego własnego cienia. Postanowiłam zabrać mojego męża z synem na pustynię w Namibii, gdzie to właśnie stworzyłam tę abstrakcyjną część wystawy, za pomocą lusterek.

© viviane sassen, seria Parasomnia

Ten projekt był piękny, a zarazem dosyć niepokojący - co zresztą charakterystyczne dla twojej twórczości. Czy spodziewałaś się jakichś konkretnych reakcji na te zdjęcia?
W moich pracach zawsze jest coś, co razi w oczy, taki kamyk w bucie, bo dla mnie sam piękny obrazek po prostu nie wystarcza. Może dlatego z modą wypracowałam pewną relację na linii: miłość/nienawiść. Coś musi mnie przede wszystkim poruszyć emocjonalnie, nie interesuje mnie tylko piękna dziewczyna z torebką. Bardzo lubię, gdy ludzie dochodzą do swoich własnych wniosków, jeśli chodzi o moje prace - ja mam swoją własną wizję, ale interpretacja odbiorców jest dla mnie tak samo ważna.

© viviane sassen, seria Parasomnia

Więc w jaki sposób zaczęłaś analizować własny cień?
Zaczęłam pisać. Współpracowałam z pisarką Marią Barnas i poprosiłam ją, aby napisała serię wierszy o cieniach na potrzeby wystawy. Napisała ich jedenaście, a ja zapisałam jej własne cienie: z mojej przeszłości, moje fantazje, wstyd, seks, strach, tęsknoty - wszystko to, co w jakiś sposób kojarzy mi się z pojęciem cienia. Cały ten „ludzki" aspekt pozwolił mi bardzo rozwinąć projekt. W wielu miejscach moja interpretacja cieni jest zarówno na płaszczyźnie wizualnej, jak i psychologicznej. Wprawdzie wystawa zaczyna się dosyć ponuro, ale zależało mi też na pokazaniu, że cień to nie tylko to, co ciemne i ukryte, więc pod sam koniec wystawy zrobiłam instalację świetlną w barwach RGB. Gdy stanie się na wprost niej, to sprawia ona, że twój cień jest kolorowy, a nie czarny. Chciałam pokazać, że w cieniu również można znaleźć światło i kolor. 

© viviane sassen, seria UMBRA

Część tej wystawy pokazuje, że cofnęłaś się, aby zrobić krok naprzód. Czy często szukasz inspiracji w swych starych pracach?
Nie zawsze, ale akurat w przypadku tej wystawy czułam, że to potrzebne. Zamieściłam 8 czy 10 swoich starych zdjęć, jeszcze z czasów szkoły artystycznej z roku 1997. Wtedy, gdy jeszcze byłam bardzo młoda i niedoświadczona, tyle rzeczy miałam przed sobą do odkrycia, pomyślałam więc, że to akurat wpisuje się w konwencję cienia, bo część tej wystawy stanowi cień mojej przeszłości. Teraz jestem matką i mężatką, a z moim mężem jestem już od 13 lat. To kompletnie inny etap w moim życiu.

© viviane sassen, seria UMBRA

Twoich zdjęć nie da się pomylić, bardzo często patrząc na nie, od razu wiem, że to ty jesteś autorką. W jaki sposób wypracowałaś tak bardzo rozpoznawalny styl?
Śmiesznie, że to mówisz. To strasznie trudne pytanie, bo ja nie mam żadnego przepisu! Po prostu dużo czasu poświęciłam na eksperymentowanie. Gdy studiowałam, niektórzy mi mówili, że umieją rozpoznać mój styl, ale ja sama tego nie potrafiłam, to nie było coś świadomego z mojej strony. Zawsze bardzo zazdrościłam artystom, którzy wypracowali sobie swój własny styl, czy też swoją własną niszę, jak Nan Goldin czy Araki. Potem zdałam sobie sprawę, że to musi być bardzo osobiste, bo przecież nie da się stworzyć czegoś, co nie ma żadnego związku z twoją osobowością, nie uważasz? Do tego wniosku doszłam jednak dużo później.

© viviane sassen, seria Parasomnia

Czy to właśnie wtedy wróciłaś do Afryki?
Tak, co prawda pracowałam już w przemyśle modowym, ale w międzyczasie odkrywałam swoją własną twórczość. Potem poznałam mojego męża, który urodził się w Zambii, a wychował w Tanzanii, więc oboje zauważyliśmy, że łączy nas to zainteresowanie Afryką, zwłaszcza wschodnią, zaczęliśmy więc podróżować tam razem. To wtedy poczułam, że mogę stworzyć coś bardzo osobistego, że mam w rękach coś, co należy tylko do mnie.

© viviane sassen, seria Flamboya

Czy myślisz, że twój sukces zarówno jeśli chodzi o twórczość osobistą, jak i o prace na zamówienie, wynika z tego, że nie boisz się eksperymentować?
Bez dwóch zdań! Myślę, że na pewno pomógł fakt, że poświęciłam na to dużo czasu, zanim jeszcze ludzie mnie znali, a także już po. Eksperyment jest kluczem. Niektórzy po prostu trzymają się pewników, tego, co przynosi sukces, tego, co się ludziom podoba...Robię dużo zdjęć w Afryce, ale nie chcę też, żeby mnie postrzegano jako "tę fotografkę od Afryki". Zawsze byłam bardzo ambitna, ale moja ambicja nie jest wynikiem mojego sukcesu. Oczywiście jest to wspaniałe, bo dodaje energii, ale nigdy nie było moim celem pojawienie się w tym, czy innym magazynie, albo muzeum. Gdy robię zdjęcia, to włącza mi się wizja tunelowa - zapominam o otoczeniu, o sobie, czas staje w miejscu. Zawsze uwielbiam próbować nowych rzeczy.

© viviane sassen, seria Flamboya

Musi być strasznie trudne robić zdjęcia w Afryce i unikać utartych schematów. Masz bardzo unikalne podejście, często traktujesz bohaterów swych zdjęć jako dodatki, a nie główny motyw, bo ich twarze na przykład są zasłonięte. Skąd się wzięła taka konwencja?
Na to pytanie jest wiele odpowiedzi, jedna z nich to kwestia polityczna, bo uważam, że młode, czarnoskóre kobiety nie są w mediach dostatecznie pokazywane. Chciałam więc spowodować, że ludzie zaczną się zastanawiać: „czemu nie widzę jej twarzy"? Lubię też trochę dezorientować swoimi zdjęciami, a myślę, że poprzez czyjąś sylwetkę można przekazać bardzo wiele emocji. Gdy widzisz twarz, to możesz ją zeskanować, po jej wyrazie od razu odczytać emocje i już. Mnie pociągają obrazy, których sama nie do końca rozumiem. Lubię pracować z dziewczynami, które nie boją się wyglądać „brzydko", bo wtedy możesz pokazać coś, co nie wpisuje się w normy.

vivianesassen.com

© viviane sassen, seria Parasomnia

© viviane sassen, seria UMBRA

Zobacz nowy, czarno-biały projekt Viviane Sassen.

Kredyty


Tekst: Zeyna Sy
Tłumaczenie: Zuza Bień
Zdjęcia: Viviane Sassen

Tagged:
Fotografia
Afryka
Viviane Sassen