detroit, czyli miasto w rozkładzie?

„To historia o odrodzeniu”.

tekst Kasumi Borczyk
|
04 Lipiec 2016, 2:06pm

Photography Ben Burgess 

Detroit od dawna było popularnym obiektem wśród fotografów, nawet jeszcze przed rokiem 2013, kiedy miasto ogłosiło upadłość. Zrujnowane budynki i zabite dechami sklepy wzbudziły niepokój, ale wkrótce stały się fotograficznym skrótem myślowym, pustym komentarzem na temat kryzysu wielkich miast. Gdy fotograf Ben Burgessz Melbourne znalazł się w Detroit, zrozumiał, że wyświechtane historie o upadku nie przestawiają miasta w tak dobrym świetle, na jakie zasługuje. To historia o odrodzeniu. Ben w swoich pracach szuka sposobu na zdekonstruowanie jednowymiarowej perspektywy outsidera i odnalezienie się w rzeczywistości, na którą jako Australijczyk nie ma wpływu. Z jego prac wkrótce powstanie książka.

Opowiedz nam, jak podchodzisz do projektu o cudzym mieście?
Chciałem opowiedzieć coś o Detroit bez skupiania się na takich rzeczach, jak sytuacja na rynku nieruchomości, pokazać odbudowę miasta po ogłoszeniu upadłości w 2013 roku. Próbuję oddać głos prawdziwym ludziom z Detroit, nie ulegać fałszywej perspektywie outsidera, który widzi tylko miasto w ruinie. W tym celu rozmawiałem z miejscowymi i robiłem im zdjęcia. Książka będzie składać się z moich zdjęć, zestawionych z tekstem miejscowego pisarza oraz wierszami poetów z Detroit.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Detroit z zewnątrz ma pewien określony wizerunek. Czy ciężko było ci obalić to negatywne wyobrażenie?
Co zabawne trafiłem tam, gdy akurat pogoda była przepiękna i ożywiła miasto. Niebo było ciągle niebieskie, świeciło słońce, a ja zatrzymałem się w śródmieściu i nigdy nie czułem się bardziej jak u siebie. Wszyscy byli bardzo uczynni i mieli dla mnie czas. W ogóle nie poczułem się zagrożony i nie miałem żadnych problemów — nigdy nie byłem w takim mieście. Chociaż jest tam wiele pustostanów i istnieje ogromny problem z podpaleniami, ludzie dają radę. Inwestują w młodzież i sprawiają, że to miasto staje się lepszym miejscem.

Czy zawsze interesowało cię to miasto?
Intrygowało mnie, że ludzie zawsze dużo o nim mówili. Interesowała mnie też scena muzyczna, która wywodziła się stamtąd, a także to, że w latach 90. przez chwilę uważano je za najbardziej postępowe miasto świata. Najbardziej zainspirowało mnie jednak to, że każdy w Detroit uczestniczy w jakiejś inicjatywie, np. związanej z miejskim rolnictwem albo garncarstwem dla dzieci. Ludzie robią to wszystko z własnej inicjatywy.

Pochodzisz z Melbourne. Czy obawiałeś się, że możesz pokazywać cudzą historię i mówić w ich imieniu?
Tak, myślę, że w tym projekcie szczególnie postarałem się, żeby wysłuchać ludzi. Przeważnie, gdy robię zdjęcia, pozostaję incognito, ale w tym przypadku chciałem być jeszcze bardziej taktowny i rozmawiałem z każdym, zanim zrobiłem zdjęcie. To zawsze czuć: gdy spędzasz czas z ludźmi i utożsamiasz się z nimi, strasz się, żeby opowiedzieć ich historię. Chcesz wykorzystać fotografię, żeby ich zaprezentować, ale nie reprezentować.

@_benburgess

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst Kasumi Borczyk
Zdjęcia Ben Burgess
Tłumaczenie Patrycja Śmiechowska

Tagged:
Detroit
zdjęcia
miasto
kryzys
społeczność
bankructwo
wspólnota
ben burgess
odbudowa
odrodzenie
upadłość