czym jest miłość?

Na to pytanie odpowie ci fotografka Olivia Bee. Zobacz wizualny przewodnik po miłości, zaufaniu i dorastaniu.

tekst Lula Ososki
|
24 Listopad 2015, 4:55pm

Dorastanie, odkrywanie własnej tożsamości i pierwsza miłość - to wszystko składa się na istny huragan emocjonalny, przez który każdy musiał kiedyś przejść. Wyjątkiem nie jest Olivia Bee, która postanowiła wykorzystać swoje własne doświadczenia w twórczości fotograficznej. Zdjęcia Olivii dokumentują zarówno jej własne życie, jak i życie osób bliskich jej sercu. Są szczerą analizą młodzieńczych lat, spędzonych w XXI wieku. Jej seria pt. Kids in Love [zakochane dzieciaki] ukazuje wzloty i upadki miłości w czasach poszukiwania utopii. Rozmawiamy z Olivią o jej wizualnym przewodniku.

Miłość. Ta nienamacalna rzecz, której pragniemy i na punkcie której mamy obsesję. Większość naszej kultury, czy to fotografia, muzyka czy sztuka opiera się właśnie na niej. Jak myślisz, czego nauczyłaś się o miłości dzięki swoim pracom?
Dowiedziałam się, w jaki sposób ludzie się nawzajem dotykają, w jaki sposób na siebie patrzą. Również tego, co potrafimy dla kogoś zrobić i jakie to uczucie, zobaczyć w kimś „to coś". Moje zdjęcia to takie listy miłosne do wszystkich, którzy się na nich pojawili. Moja twórczość kipi miłością! Jednak uważam, że dzięki wielu moim zdjęciom, które podlegają tej kategorii, nauczyłam się też dużo o zaufaniu.

W jaki sposób budujesz wzajemne zaufanie ze swoimi modelami? Czy czujesz się komfortowo, dokumentując takie sytuacje?
Po prostu robię zdjęcia. Nie mówię „ok kochani, to teraz się miziajcie i nie zwracajcie na mnie uwagi". Zdjęcia z serii Kids in Love to dokumentacja sytuacji, które wydarzyły się w momencie, kiedy nikt nie zwracał na nic uwagi. Trzeba być bardzo delikatną i cichą osobą, ponieważ są to bardzo ciche i intymne momenty, więc ja bardzo doceniam taki przywilej. Jedna z par ze zdjęć, Paul i Anna są moimi dobrymi znajomymi. Pozwolili mi robić zdjęcia w każdym momencie, podczas całego swojego związku, uważam to za naprawdę coś.

Czy był jakiś moment, kiedy mogłaś zrobić zdjęcie, ale coś cię powstrzymało?
Czasami twoja moralność mówi ci „nie, nie mogę tego sfotografować", czego ja akurat nauczyłam się w brutalny sposób. Jedną ze wspaniałych rzeczy w moich zdjęciach jest to, że sprawiają one wrażenie sekretów. Oni są zatraceni w swoim własnym świecie, a ja jestem obserwatorką. Myślę, że jeśli byłabym większą zołzą, to miałabym więcej zdjęć, chociaż niekoniecznie lepszych. Zdarzało się, że budziłam się rano obok kogoś, kogo zbyt dobrze nie znałam, a do tego padało przez okno piękne światło i wtedy myślałam sobie: „Hmm, to taki piękny moment i wczorajsza noc była super, ale nie znam tej osoby za dobrze i nie sądzę, żeby jej to odpowiadało". Po prostu nie mogę. Wtedy się powstrzymuję i piszę o tym wiersz albo odkładam to na przyszły projekt. Istnieje takie powiedzenie, że „gdy robisz komuś zdjęcie, kradniesz jego duszę" i jest to coś, co traktuję bardzo poważnie. Jest to przywilej, którego nie chcę nadużywać.  

Czym jest miłość w 2015 roku?
Myślę, że jest niebezpieczna. W mediach społecznościowych można dawkować interakcję z drugim człowiekiem. Masz wybór: możesz do kogoś napisać albo wejść na jego Instagram, a równocześnie kontrolować czas i stopień kontaktu. To z kolei prowadzi do fantazjowania o drugiej osobie, która niekoniecznie w rzeczywistości jest taka, jaką ją sobie wyobrażamy. Dużo w tym zamieszania i nieporozumień. Wszyscy odgrywamy w sieci jakąś rolę i być może ktoś się w niej zakocha, ale czy to naprawdę ty? Myślę sobie, że Instagram istnieje po to, aby właściciele kont czuli się lubiani i pożądani. A to trochę dziwna sprawa. Znam wielu zakochanych osób i wiem, że ich miłość jest prawdziwa, aczkolwiek jednocześnie wypaczona przez najnowszą technologię. 

W jaki sposób dzieliłaś swój czas między szkołę, a pracę?
Planowanie bardzo pomaga. Były sytuacje, że mówiłam w szkole: „nie będzie mnie, bo wyjeżdżam na pięciodniową kampanię zdjęciową", oni odpowiadali mi: „nic z tego", a ja na to: „a jednak". Często dostawałam zły oceny, ale nadrabiałam je później. Był to dziwny i emocjonalnie wyczerpujący sposób na dorastanie, ale przecież sama tego chciałam. Miałam 16 lat i bujałam się ze świeżo upieczonymi rodzicami albo ludźmi, którzy pracowali dla dużych agencji kreatywnych. To jest inny świat, w którym non stop musiałam coś udowadniać, mimo że byłam kurewsko dobra i zawsze wypełniałam swoje obowiązki. Zanim nie staniesz się Craigiem McDeanem czy Quentinem Tarantino, musisz nieustannie udowadniać swoją wartość. Jedną z super rzeczy, kiedy jest się młodym, jest to, że jedyna presja, aby odnieść sukces, pochodzi od ciebie samego. Masz wolność, żeby to spieprzyć, jeśli tak ci się podoba.

Czy zawsze byłaś otwarta na kwestię nagości? Dlaczego wybierasz akty i czy uważasz, że istnieje granica między reprezentacją a wykorzystywaniem?
Myślę, że moje podejście do nagości zawsze było dosyć otwarte. Nawet gdy miałam 15 lat, robiłam sobie zdjęcia prawie nago. Ludzie często mówią: „to takie próżne", ale ja nie robię tego po to, aby ludzie widzieli we mnie obiekt seksualny, to jest przecież nasz naturalny stan. I myślę, że dlatego właśnie czuję się swobodnie, fotografując również innych ludzi nago. Kocham modę i stylizację, ale myślę, że one często potrafią odciągnąć od emocji, które chcesz wydobyć ze zdjęcia. Będąc nagim, musisz wyrażać na twarzy lub za pomocą ciała jakąś emocję, która może zginąć pod przykryciem ubrań. Naturalnie, fotografowanie i używanie ludzi do swojej sztuki może przypominać wykorzystywanie, ponieważ używasz ich do własnych projektów, jednak jeśli robi się to z miłością i ma się najlepsze zamiary, to myślę, że nie ma żadnego problemu.

Jak myślisz, dlaczego robisz zdjęcia sobie samej?
Wszystkie autoportrety z czasów, kiedy miałam 14-15 lat, powstały dlatego, że cały czas byłam sama ze sobą i mogłam wcielić w życie swoją wizję bez konieczności tłumaczenia komuś, co ma robić. Potem przerodziło się to w odkrywanie własnej tożsamości i dokumentację moich własnych postępów, mojego dorastania, moich emocji. Po części żyję tak, jakbym pisała własną książkę i odgrywała zawartą w niej rolę. 

Czy jest coś, co chciałabyś, aby ktoś powiedział ci na samym początku twojej drogi?
Myślę, że powinno się robić zdjęcia i pokazywać światu te rzeczy, do których samemu ma się dostęp. Pokazywać ludziom rzeczy, które się zna i lubi i do których tylko ty masz klucz. Jeśli są to drzwi, to kryją za sobą bardzo wiele. Strasznie chciałabym zobaczyć więcej dzieciaków z przedmieść, tworzących magię, myślę, że to cholernie interesujące. Mam dosyć nowojorskiego stylu ulicznego, kto chce to jeszcze w ogóle oglądać? Nie trzeba żyć w dużym mieście, aby tworzyć wspaniałe rzeczy. Pracuj ciężko i nie wstydź się swojej wizji. Widzisz coś, czego nie widzi nikt inny.

oliviabee.com

Zobacz też:

Świat dziewczyn w obiektywie Zory Sicher.

Świat w nastoletnich soczewkach.

Młodość i beztroska w obiektywie Chada Moore'a.

Kredyty


Tekst: Lula Ososki
Tłumaczenie: Zuza Bień
Zdjęcia: Olivia Bee

Tagged:
miłość
Kultura
młodość
olivia bee
dorastanie