akty koleżanek z tumblra i tindera

Naturalne zdjęcia dziewczyn w ich sypialniach.

tekst Alice Newell-Hanson
|
19 Kwiecień 2016, 10:25am

Fia Yaqub zdobyła popularność na Tumblrze na długo zanim zaczęła dzielić się własnymi zdjęciami. Jej blog był pełen pięknych nagich zdjęć, gustownie posegregowanych według kolorów. Do jej followersów należał nawet uznany fotograf Nick Knight. Gdy Fia była na drugim roku studiów, Knight odezwał się do niej i poprosiło tymczasowe prowadzenie jego Tumblra SHOWstudio.

Instagram stał się mniej interesujący dla kogoś zainteresowanego aktami. „Moje zdjęcia często są usuwane", mówi Fia. „Wczoraj wieczorem zamieściłam jedno. Wiedziałam, że je skasują i już go nie ma. Na Tumblrze to się nie zdarza". Jej fotografie badają granicę między intymnością, a tym co aplikacja uznaje za „nieodpowiednie treści". Ostatnio wypuściła zin „Peaches", który powstał podczas letnich podróży po amerykańskich miastach. Fia robiła naturalne zdjęcia dziewczynom. Fotki w sypialniach trochę już nam się opatrzyły, ale zdjęcia Yaqub posiadają pewną wyjątkową cechę: są szczere, przypominają okna, dzięki którym możemy zajrzeć w prywatne życie, podglądać chwile, które przeważnie pozostają w ukryciu.

Jak zaczęła się praca nad „Peaches"?
Na początku nie planowałam tego projektu. Nazwałam go „Peaches", dopiero gdy zabrałam się za drukowanie zinu. To był długi proces, próbowałam zebrać prace. W wakacje wybierałam się do Stanów Zjednoczonych na dwa miesiące i chciałam zrobić jak najwięcej zdjęć, bo okazało się, że niewiele dziewcząt w Anglii chce pozować nago. Byłam w Los Angeles, San Francisco i Chicago.

Jak szukałaś modelek w Stanach?
Byłam już dość popularna w sieci na Tumblrze i Instagramie, więc znałam sporo dziewczyn. Starałam się umówić z wieloma z nich, zanim tam poleciałam. Na Instagramie ciągle pytałam o modelki. Po wyjeździe wróciłam do domu z 64 kliszami.

Jak myślisz, skąd taka różnica między dziewczynami z Anglii i ze Stanów, w gotowości do pozowania nago?
To dziwne. Pamiętam, że na studiach wykładowca mówił: „Musicie znaleźć szalone dziewczyny", a ja myślałam sobie: „Ale tu takich nie ma". Bardzo ciężko je znaleźć.

Gdy chodziłaś do szkoły, odbyłaś staż u Richarda Kerna w Nowym Jorku. Jak to się stało?
Lubiłam Richarda, od kiedy pamiętam. Chyba nawet nie miałam wtedy 16 lat. Ciągle wysyłałam mu maile. Pewnie byłam wkurzająca, ale to na pewno też mu schlebiało, bo w końcu się poddał. Wciąż utrzymujemy kontakt. Gdy byłam w Nowym Jorku, pomogłam mu przy sesjach.

Nasze style bardzo się różnią. On używa aparatu cyfrowego, oświetlenia i różnych sprzętów. Ja korzystam tylko z aparatu. To tyle. Ale wspaniale było zobaczyć, jak sobie radzi z modelkami i jak przygotowuje sesję.

Dlaczego postanowiłaś robić wyłącznie analogowe zdjęcia?
Lubię to uczucie niepewności — nigdy nie wiadomo co wyjdzie. To może być krzywdzące, bo jest szansa, że żadne ze zdjęć mi się nie spodoba. Pracuję na kliszach, bo chciałam, żeby zdjęcia miały właśnie taki charakter. Nawet gdy robiłam zdjęcia cyfrówką, przerabiałam je, żeby przypominały te z analoga.

Jak przebiega sesja, gdy jesteś z kimś w pokoju?
Próbuję po prostu spędzać czas z tą osobą. Daję kilka wskazówek, a potem cały czas rozmawiamy. Dziewczyna może nawet bawić się telefonem. To tak, jakbyś była w związku i po prostu robiła zdjęcia swojej dziewczynie — staram się pracować w ten sposób, bo chcę, żeby fotki wyglądały naturalnie.

Wspomniałaś, że jedną z tych dziewczyn poznałaś na Tinderze. Jak to się stało?
Byłam wtedy w San Francisco. Chciałam zobaczyć różnicę między kobietami w Anglii i USA, więc zalogowałam się na Tinderze. Spodobałyśmy się sobie i po prostu zaczęłyśmy rozmawiać. Potem przejrzałam jej Instagrama i zobaczyłam, że robiła zdjęcia i akty. Napisałam: „O, ja też fotografuję nagie dziewczyny", a ona odpisała „O, a ja też pozuję nago, więc jeśli przyjedziesz do Nowego Jorku, to możesz zrobić mi zdjęcia". Okazało się, że mieszkała 15 minut od miejsca, w którym zatrzymałam się na Brooklynie.

Podoba mi się, że na swojej stronie zamieszczasz imiona dziewczyn ze zdjęć. To dodaje trochę głębi.
Zawsze pytam, czy mogę użyć ich prawdziwego imienia. Przeważnie się zgadzają. Ale nie zamieszczam nazwisk, żeby nikt nie mógł ich znaleźć. Lubię tak postępować, to nadaje wszystkiemu intymności.

Dlaczego nazwałaś ten zin „Peaches", czyli „Brzoskwinie"?
Ciągle robiłam notatki. Zapisałam fragment wiersza albo piosenki, który akurat mi się spodobał, ale nie był w stu procentach trafny. A pupy przypominają mi brzoskwinie, więc pomyślałam, że może po prostu tak nazwę zina. Emoji z brzoskwinką znajduje się na tylnej okładce.

fiayaqub.com

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst Alice Newell-Hanson
Zdjęcia Fia Yaqub
Tłumaczenie Patrycja Śmiechowska

Tagged:
Peaches
Kultura
Fia Yaqub
Ziny
akty
zin