hip-hop lat 80. w zdjęciach

Intymne ujęcia Run–D.M.C, Fab 5 Freddy'ego i Afrika Bambaaty przez 30 lat kurzyły się w szufladzie fotografki Sophie Bramly.

tekst Alice Newell-Hanson
|
21 Grudzień 2015, 2:10am

Run-D.M.C. and DJ Kool Herc

Lata 80., Manhattan i Bronx, sobotnie noce w klubach Roxy i Bronx River Center. Kto rozkręcał całkowicie nową scenę muzyczną Nowego Jorku? Nikt inny, jak Run-D.M.C., Afrika Bambaataa i Fab 5 Freddy. W 1981 roku francuska fotoreporterka w wieku 21 lat przeprowadziła się do NY i zaczęła dokumentować ich w momencie, gdy jeszcze nikt nie zwracał na nich uwagi.

D.St. w metrze

„Myślę, że byłam rozpuszczoną gówniarą", mówi. „Pracowałam w najlepszych francuskich magazynach, jak Paris Match i nawet sobie nie zdawałam wówczas sprawy z szansy, jaką dostałam. Chciałam po prostu zmiany". Po kilku miesiącach mieszkania w Nowym Jorku Sophie ujrzała na żywo breakdancerów z New York City Breakers na imprezie w Union Square. „Banda kolesi weszła na scenę i zaczęła kręcić się na swoich głowach, ramionach i plecach. Mi opadła kopara, a w myślach miałam 'Wow. Co to jest?', po czym nagle poczułam, że muszę to uwiecznić. Nic innego się nie liczyło".

The Beastie Boys, Rick Rubin i Russell Simmons

Przez cztery lata Sophie obracała się wśród legendarnych pionierów hip-hopu. Jej zdjęcia przypominają bardziej fotki znajomych, zrobione w różnych klubach. Mają w sobie tę dziką energię wczesnych lat sceny, a także pokazują pierwsze z pierwszych looków. „Moje podejście było inne, bo byliśmy kumplami, albo mieliśmy wspólnych znajomych, więc darzyli mnie zaufaniem", tłumaczy Sophie. „Poza tym wówczas niewiele osób się interesowało [tymi artystami] i tym, co robili. Fakt, że byłam dziewczyną, która przyjechała prosto z Francji też na pewno pomógł".

The Bronx River Center

W zeszłym tygodniu nowy album ze zdjęciami Sophie miał swoją premierę w Colette w Paryżu. Rozmawiamy z fotografką o tym, jakie to uczucie odkurzyć takie zdjęcia po tylu latach.

Czy od razu wiedziałaś, że w Nowym Jorku działo się coś ważnego? Jak wyglądała ta energia?
Nie sądzę, że wtedy zdawałam sobie z tego sprawę. I nie sądzę, żeby wielu ludzi potrafiło wychwycić nowy kierunek artystyczny i rozpoznać, że on będzie coś znaczył. Bardziej polegałam na swoim instynkcie. Energia Nowego Jorku wtedy to było czyste szaleństwo. Nie chodziło tylko o muzykę, ale też, a przynajmniej tak mi się wydawało, o to, że miało się wrażenie, jakby to wszystko było poza prawem. Muzyka była grana na ulicach przez renegatów i buntowników. Może przez to ja też czułam, że jestem częścią tego buntu.

Futura i Keith Haring

Gdzie wtedy chodziłaś? Gdzie były najlepsze kluby?
Rytualnie chodziłam do Roxy. Byłam tam od momentu, kiedy się otwierało do momentu zamknięcia drzwi. To była dyskoteka na wrotkach w centrum Manhattanu, która raz na tydzień zamieniała się w klub, gdzie obowiązkowo chodzili wszyscy miłośnicy hip-hopu ze wszystkich pięciu dzielnic. Czyste szaleństwo z niesamowitymi DJami (Bambaataa, Red Alert, Jazzy Jay, D.St.) i występami na żywo. To była nasza główna miejscówka. Potem przynajmniej raz w roku chodziłam na imprezy Bambaataa'y do Bronx River, zwłaszcza na rocznice kolektywu Zulu Nation.

Sheila, dziewczyna D.St.

Panował wtedy mocny styl. Jakie znaczenie miało to, co się nosiło?
Wygląd i styl grały wtedy pierwsze skrzypce. Były formą statusu społecznego. Każdy miał mnóstwo sneakerów i musiały one być nieskazitelnie białe (idea kryjąca się za tym to „jestem na tyle nadziany, że stać mnie na nowe buty"). Głównie Adidas i Puma, zarówno buty, jak dresy i kurtki. To chyba był Dapper Dan, który wpadł na genialny pomysł, żeby stworzyć podróby materiałów z logiem Gucci i Vuitton, z których szyło się ciuchy dla artystów. Każdy nosił grube, 14-karatowe złote łańcuchy, a dziewczyny gigantyczne kolczyki.

D.St., w swoich legendarnych okularach Cazal

Czy hip-hip miał wpływ na warunki społeczne w Bronksie? Jaką rolę odgrywali artyści?
Z mojej perspektywy powiedziałabym, że idea Bambaataa'y, który mówił dzieciakom, żeby przestały się nawzajem zabijać i przełożyły energię na coś, do czego ich zdaniem mają talent, okazała się działać cuda. Aż do dziś Zulu Nation zebrało imponującą liczbę członków z całego świata, którzy nadal podążają za tą ideą. Uważam więc, że on miał kluczowy wpływ w znalezieniu dzieciakom lepszej alternatywy niż gang.

Futura

A gdzie było miejsce kobiet w scenie?
W klubach i na blokowych imprezach było mnóstwo kobiet, jednak bardzo niewiele na scenie. Dziewczyny z Double Dutch były częścią sceny, ale nigdy na jej czele. Nie uważam, żeby którakolwiek z tych grup zdobyła wielką sławę. Jedna dziewczyna - Peaches była dosyć znaną tancerką i pojawiła się w filmie Rytm ulicy. Inna - Pink, była sławną graficiarką i pierwszoplanową bohaterką filmu Wild Style. Największą grupą dziewczyn było The Sequence, ale kobiety na pewno były mniejszością.

A sposób, w jaki postrzegali je mężczyźni: albo jako „siostry", albo „dziwki" na pewno nie pomagał. Kobiety prawdopodobnie komfortowo czuły się gdzieś pośrodku. Zajęło dużo czasu, zanim Mary J. Blige, Salt'n'Pepa, MC Lyte i inne zdołały przetrzeć szlaki.

Fab 5 Freddy

Jak odebrano twoje zdjęcia, gdy przywiozłaś je do Europy?
W Europie nigdy nie było segregacji rasowej, więc zamiast widzieć czarnych ludzi robiących coś interesującego, w oczy rzucała się raczej banda dzieciaków robiących coś interesującego, które przy okazji były czarne. To stanowiło istotną różnicę i to właśnie dlatego scena ta zaistniała najpierw w Europie, a dopiero później w Ameryce. Ja sama znajdowałam się na tej fali: magazyny jak brytyjskie The Face, francuskie Actuel, czy niemieckie Wiener bardzo chętnie pokazywały zdjęcia z wewnątrz sceny, zrobione przez kogoś, kto dodatkowo mógł pomóc im dowiedzieć się o niej nieco więcej.

Trzymając te zdjęcia w szufladzie przez ponad 30 lat, jestem teraz dużo bardziej wrażliwa na to, w jaki sposób ludzie je odbierają. Wydaje mi się, że wcześniej chodziło przede wszystkim o sensację, dziś ludźmi bardziej kieruje nostalgia.

G-Man z Crash Crew

Robiłaś tyle interesujących rzeczy od czasu, kiedy powstały zdjęcia. Czym się obecnie zajmujesz? I jakie to uczucie ponownie zobaczyć swoje fotografie po 30 latach?
Nigdy nie miałam planów dotyczących kariery. Zamiast tego daję się ponieść różnym rzeczom. We wczesnych latach 90. miałam obsesję na punkcie internetu, a przez ostatnie 10 lat na punkcie kobiecej seksualności, teraz z kolei to transhumanizm. Po tych wszystkich latach wreszcie widzę jakiś wzór przewodni i niewątpliwie jest nim empowerment i intymność.

Ten album jest dla mnie bardzo ważny, bo zawsze chciałam dać coś w zamian społeczności hip-hopowej za to, co sama od nich brałam. Nie mogłabym nie podzielić się ich własnymi pamiątkami, nie dać im namiastki tamtego momentu w czasie, gdzie wszystko było możliwe i mogło mieć wpływ na życie wszystkich dookoła.

galerie213.com

Zobacz też: Historia hip-hopu opowiedziana poprzez spodnie.

Zephyr w metrze

Troy i D.St. w jego pokoju

Grandmaster Dee i Ahmed

Kredyty


Tekst: Alice Newell-Hanson
Tłumaczenie: Zuza Bień
Zdjęcia: Sophie Bramly

Tagged:
Run DMC
afrika bambaataa
zulu nation
muzyka
Kultura
lata 80.