Reklama

bat for lashes o swoim nowym albumie

„Co, jeśli zostanie ci odebrana miłość drugiej osoby i musisz zacząć polegać na sobie samej w kwestii szczęścia?”

tekst Ilana Kaplan
|
11 Maj 2016, 1:27pm

Natasha Khan w pracy nad swoim albumem „The Bride" wykorzystała historię tragicznego ślubu i wygląda na to, że to będzie wyjątkowe dzieło w jej dotychczasowym dorobku. Khan jest obecna na scenie muzycznej jako Bat For Lashes od 2006 roku. Jednak to miłość do kinematografii zainspirowała jej najnowszy projekt. Natasha chciałaby, żeby pewnego dnia album stał się ścieżką dźwiękową dla pełnometrażowego filmu. Nad materiałem na najnowszą płytę pracowała 18 miesięcy. Pomagali jej w tym jej przyjaciele i współpracownicy: Simone Felice, Dan Carey oraz Head i Ben Christophers.

Inspiracją dla albumu był film krótkometrażowy autorstwa Khan pt. „I Do", który miał swoją premierę na Tribeca Film Festival. Na płycie usłyszymy historię pewnej kobiety, której narzeczony zginął w drodze na ślub. Po tym traumatycznym wydarzeniu tytułowa Panna Młoda wyrusza samotnie w podróż poślubną, podczas której zmaga się ze swoimi uczuciami po stracie ukochanego, a także uczy się kochać samą siebie.

Ten album doskonale ukazuje całą gamę postaci, uczuć i miejsc w bardzo kinowy sposób, więc pomysł Khan o stworzeniu pełnometrażowego filmu opartego na tej historii nie jest dziwny. Z piosenkami, w których usłyszymy różne dźwięki i hałasy (m.in. wypadku samochodowego) oraz kojący, eteryczny głos Khan, ten album już brzmi bardziej jak ścieżka dźwiękowa filmu niż zwykła płyta.

Aby wzmocnić odbiór tego albumu, w maju i czerwcu Khan da serię koncertów w wybranych kościołach, podczas których słuchacze wcielą się w rolę gości weselnych. Z okazji premiery „The Bride", która będzie miała miejsce 1 lipca, postanowiliśmy zadać Khan kilka pytań dotyczących m.in. jej doświadczenia filmowego czy rytuału zaślubin.

Dlaczego zdecydowałaś się opowiedzieć właśnie tę historię?
Chciałam wykorzystać postać, którą określiłam jako Panna Młoda, ponieważ uznałam, że to doskonały sposób na opowiedzenie historii o związkach i miłości — idei, które wszyscy akceptujemy pod postacią rytuału zaślubin. To bardzo ciekawe, gdy wyciągnie się Pannę Młodą z kontekstu konwencjonalnego ślubu i wyruszy się z nią w podróż poślubną po tak tragicznym doświadczeniu. Uznałam, że to bardzo ciekawy, kinowy zabieg. Przemawia do mnie pomysł wykorzystania narracji osoby, która chciałaby wziąć ślub, ale nie ma takiej możliwości.

Na czym opiera się twoja fascynacja rytuałem zaślubin?
Nie nazwałabym tego fascynacją, raczej po prostu podoba mi się idea rytuału, w którym wiążemy się z drugą osobą i związane z tym pytania o romantyczną miłość: jak często mamy masę oczekiwań i nierealistycznie romantyczne marzenia. Co wtedy dzieje się z doświadczeniem tragedii? I co, jeśli zostanie ci odebrana miłość drugiej osoby i musisz zacząć polegać na sobie samej w kwestii szczęścia?

Czy wyobrażasz sobie muzykę z „The Bride" w filmie pełnometrażowym?
Bardzo bym chciała nakręcić pełnometrażowy film. Podoba mi się pomysł na dodanie całej opowieści, różnych bohaterów, których panna młoda może spotykać na swojej drodze oraz ich historii. Przez długi czas pracowałam przy filmach, więc pomysł na zgłębienie pełnometrażowego formatu bardzo mnie kręci.

Opowiedz nam o planach na koncerty w kościołach. Widzowie będą się czuć jak na prawdziwym ślubie, prawda?
Bardzo podobają mi się te przestrzenie, akustyka, nawiązanie do rytuałów i to, że wszyscy przyjdą ubrani jak goście weselni. Myślę, że to stworzy piękną atmosferę i będzie ciekawsze od zwykłej hali koncertowej. To idealna sceneria do opowiadania historii mojej Panny Młodej. Istnieje wiele pięknych kościołów ze świetną akustyką — powinny być wykorzystywane w tych celach. Są idealne, żeby stworzyć odpowiednią atmosferę.

Jak zaczęła się twoja przygoda z kręceniem filmów?
Studiowałam filmoznawstwo. Gdy miałam 20 lat, zaczęłam robić animacje, krótkometrażówki i różne prace mieszane. Zachęcano nas do pracy z najróżniejszymi środkami wyrazu. To kolejna forma opowiadania historii, to samo robię przez muzykę i teksty. Pomyślałam, że fajnie by było nagrać ten album jako ścieżkę dźwiękową obrazu, który bardzo wyraźnie widziałam oczami wyobraźni.

Opowiedz nam o procesie nagrywania. Założyłaś studio w starym domu na północy stanu Nowy Jork. Jak było?
Pojechaliśmy do Woodstock i w górach znaleźliśmy piękny stary dom pewnej żydowskiej damy. Chciałam mieć miejsce, do którego można zaprosić muzyków do współpracy. Wytworzyła się niezwykła atmosfera. Wokół domu rosły sosny, zupełnie jak w moim filmie. Dom miał wielkie miejsce do rozpalania ognisk, więc mogliśmy się zbierać przy nim wszyscy razem ze sprzętami. Fajnie było nagrywać w miejscu, które brzmiało, jakby było częścią muzyki. Świetna przestrzeń do myślenia. To wyjątkowy sposób nagrywania płyty.

Czy nagrywając ten album czerpałaś ze swoich własnych doświadczeń dotyczących małżeństwa?
Na pewien sposób chyba się do mnie odnosi, ale ta historia z pewnością nie jest oparta na faktach. Małżeństwo jest metaforą miłości, odkrywania siebie. To katalizator, dzięki któremu możemy obserwować przemianę dziewczyny w kobietę, zobaczyć jak radzi sobie z żałobą i odkrywaniem własnej tożsamości, jako indywidualnej istoty. Panna Młoda najpierw musi polubić siebie i odnaleźć szczęście.

batforlashes.com

Przeczytaj też:

  • Płyty, które zmieniły życie La Roux
  • 10 przykazań niebiańskiej Lykke Li
  • Kredyty


    Tekst: Ilana Kaplan
    Zdjęcia: Francesca Allen