louis vuitton na afrykańskim bazarze

„Energia interesuje mnie bardziej niż piękno”.

tekst Sarah Moroz
|
15 Lipiec 2016, 3:24pm

Fotograf Hassan Hajjaj pokazuje ludzi z dużą dozą energii i pewności siebie, zarówno pod względem osobowości, jak i stylu. Jego zdjęcia łączą fotografię modową i portrety, a dodatkowo są przesiąknięte afrykańskimi inspiracjami. Hajjaj urodził się w Maroku, a teraz dzieli swoje życie pomiędzy Londyn i Marrakesz. Jego estetyka odzwierciedla wpływy obydwu kultur. Na zdjęciach pokazuje swoją kreatywną ekipę — rodzinę i przyjaciół. Najnowszy projekt zrealizował w ciągu jednodniowej sesji, którą umilało jedzenie i muzyka. („Było trochę jak na imprezie!", przyznaje Hajjaj.) Każdy wybierał z wieszaka własną kreację, którą Hassan podbijał swoimi projektami, krzykliwymi skarpetkami, kapeluszami, okularami i innymi akcesoriami, które kupił za grosze na miejscowych targach. Obramowania jego prac są równie ważne dla całej kompozycji, jak inne dodatki. Są znakiem charakterystycznym, dodającym wielowymiarowość i rzemieślniczy sznyt. Ramy tworzą plecione plastikowe maty, jedzenie w puszkach oraz rozcięte, pomalowane opony. Te elementy oprawiają portrety i dodają kolejną teksturę do barwnej kompozycji.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Na swoją pierwszą wystawę w galerii Colette, zatytułowaną „Stylin'", Hajjaj stworzył również ceramiczne naczynia, dwustronne, jedwabne kurtki z mocnymi grafikami, nawiązującymi do afrykańskich muzyków oraz jaskrawe sneakery, wyprodukowane we współpracy z Reebokiem (trafią do sprzedaży we wrześniu). Hajjaj czuje się teraz we Francji cieplej przyjmowany niż kiedyś. „Związek między Francuzami i Marokańczykami przypomina relację Toma i Jerry'ego", mówi z uśmiechem o kolonialnych zawirowaniach. Ciepły, towarzyski i energiczny (mimo postu w trakcie Ramadanu) fotograf opowiedział nam o przerabianiu tradycyjnych strojów, żonglowaniu dwoma kulturami i niezbędną więzią pomiędzy nim, a ludźmi, których fotografuje. 

Tworzysz bardzo zróżnicowane prace: zdjęcia, projekty ubrań i ceramiczne naczynia. Co było pierwsze?
Jak w przypadku kury i jajka? Cóż, pochodzę z nieartystycznego środowiska. Na szczęście dorastałem ze znajomymi, którzy byli fotografami i muzykami. Fotografia stała się moim hobby. W latach 80. robiłem zdjęcia dla zabawy i miałem mały butik. Zatrudniałem DJ-ów, zespoły, ozdabiałem przestrzeń, dekorowałem ją na noc. Pracowałem też przy teledyskach jako asystent stylisty. Gdy zacząłem zajmować się fotografią, wszystkie inne zajęcia miały na mnie wpływ. Teraz nazywam je swoim szkoleniem, ale wtedy nie zdawałem sobie z tego sprawy.

Od 1984 roku byłem właścicielem marki i sklepu R.A.P. Nie jestem technicznym projektantem: znajduję materiał, robię szkic i zlecam komuś szycie. Tak pracowałem w moim sklepie. Z przyjacielem, projektantem Amine Bendriouichem, który jest prawdziwym skarbem, zrobiliśmy 12 kurtek-bomberów z afrykańskich materiałów dla Colette, a także pokaz na fashion weeku w Tunezji. Inny zaprzyjaźniony projektant poznał mnie z ludźmi z Reeboka, jesienią wypuścimy wspólny projekt.

Żyjesz między Londynem a Marrakeszem. Jak to równoważysz?
Urodziłem się w Maroku i wyjechałem, gdy miałem 13 lat. W 1993 roku na świat przyszła moja córka, od tamtej pory spędzam pół roku tam, pół roku w Londynie. Jestem odmieńcem: w Londynie nie jestem Anglikiem, a w Marrakeszu jestem Marokańczykiem, który mieszka poza ojczyzną. Musiałem znaleźć swoje miejsce, strefę komfortu.

W Maroku stroje są bardzo tradycyjne, w Londynie międzynarodowe. Gdy fotografuję w Maroku, używam tradycyjnych ubrań, ale sprawiam, że wyglądają modnie. Robię to dzięki ludziom. Mężczyzna w długiej szacie według zachodnich standardów jest facetem w sukience. Ale dla nas to wcale nie jest sukienka! Jak to pokazać? Patrzę z zachodniej perspektywy na afrykańską tradycję. Jestem gdzieś pomiędzy i chcę pozwolić innym zajrzeć do mojej kultury. Dlatego używam elementów z Louis Vuitton itp., mieszam je z tradycyjnymi strojami. Łatwiej mi coś zakomunikować ludziom z Zachodu. Marka jest strefą komfortu, usuwa zagrożenie — stylizacja nie jest już arabska, ani muzułmańska — to po prostu moda.

Czy czujesz potrzebę wplatania elementów z rozpoznawalnych marek, żeby ludzie przyjęli ich tradycyjne odpowiedniki?
Nie, wcale nie. To wydarzyło się naturalnie, ale cieszę się, że tak się stało, bo żyjemy w świecie pełnym marek. Są wszędzie, a moje prace to oddają.

Kultury mają swój styl i tradycje. Ludzie tego nie widzą, widzą tylko afrykańskie materiały. Jeśli przyjrzymy się głębiej, okaże się, że tam kryje się tam o wiele więcej. W zasadzie to czyste haute couture, bo ludzie kupują materiał, zabierają go do miejscowego krawca, który szyje im wyjątkowe ubrania. Nie ma nic bardziej couture.

Mam w Londynie wielu znajomych z różnych części świata. Zapytałem ich, czy trzymają w swoich szafach coś tradycyjnego. Każdy odpowiedział, że tak. Rzeczy, które założyli na ślub, albo prezent od mamy. Poprosiłem przyjaciół, żeby zapozowali z czymś tradycyjnym. Na przykład, jeśli przyjrzymy się sari, okaże się, że wszystko zależy od sposobu, w jaki się je nosi, ile ciała się pokazuje. Chcę, żeby młodsze pokolenie było związane z tradycją. Chcę, żeby to stało się trendem.

Których fotografów podziwiasz, którzy z nich wpłynęli na twój świat?
Nie studiowałem fotografii, ale zawsze przeglądałem magazyny i książki. David LaChapelle pokazuje modę w inny sposób. Podoba mi się Malick Sidibé. Nick Knight. Richard Gordon. William Klein — uwielbiam jego film ze świecącymi neonami.

Czy zawsze robisz portrety?
Tak, przeważnie. Wykorzystuję fotografię, żeby wyrazić siebie. Gdybyś poprosiła mnie o sfotografowanie biżuterii, to pytałabyś o to niewłaściwą osobę. Nie robię zdjęć, które mają coś obiecać. W pracy nie można popełniać błędów, a ja mogę sobie na nie pozwolić. Jeśli tworzę sam, to nie muszę dostarczać dziesięciu stron ani żadnej konkretnej ilości. Może zrobię cztery, które mi się podobają. To takie proste. Chodzi o więź z ludźmi — to moim zdaniem robi ogromną różnicę. Staram się uchwycić energię, to interesuję mnie bardziej niż piękno.

Wystawę Stylin' by Hassan Hajjaj można podziwiać w paryskiej galerii Colette do 22 sierpnia.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Sarah Moroz
Zdjęcia: Hassan Hajjaj
Tłumaczenie: Patrycja Śmiechowska