sześć filmów, które zmieniły świat

Od Kieślowskiego po dokumenty o McDonald's i orkach w parkach rozrywki — poznajcie filmy, które odegrały znaczącą rolę ewolucji poglądów.

|
sty 24 2018, 1:23pm

Nie da się zaprzeczyć, że dobry film pozostawia po sobie ślad, który towarzyszy nam długo po kinowym seansie. Mocne obrazy wpływają na nastroje społeczne, mogą inspirować powstawanie całuch ruchów, jednoczyć ludzi w walce o lepsze jutro, lub rozwijać tematy, które mogły wydawać się zbyt złożone i trudne, by kogokolwiek zaciekawić.

Rzadko kwestionujemy filmowy przekaz. Ten kredyt zaufania jest wielką zaletą dla filmowców,może oznaczać prawdziwą władzę. W przeszłości często nadużywano tego zaufania, chociażby tworząc agresywną, nazistowską propagandę podczas II wojny światowej lub film przedstawiający w pozytywnym świetle Ku Klux Klan. Np. „Narodziny narodu" z 1915 roku zdobyły uznanie krytyków i nawet dostały się na pokaz w Białym Domu, a także przyczyniły do strasznego wzrostu zainteresowania członkostwem w KKK.

Istnieją jednak reżyserzy, którzy czują misję, po prostu muszą opowiedzieć pewną zaangażowaną historię. Jedni próbują nam pokazać, jak z szacunkiem traktować planetę, inni pragną zobrazować opresyjność życia społeczności LGBT+. Wszystko by poruszyć widza, poszerzyć jego świadomość i naprawić świat.

Oto sześć filmów, które odegrały znaczącą rolę w kształtowaniu naszej rzeczywistości:

„Krótki film o zabijaniu" Kieślowskiego był ważnym głosem w dyskusji na temat kary śmierci

Może nie jest to najweselszy film niezależny świata, ale „Krótki film o zabijaniu" Krzysztofa Kieślowskiego wywarł ogromny wpływ na to, jak ustawodawcy w Polsce i innych krajach postrzegali moralne konsekwencje strategii „oko za oko". Film z 1988 roku przenosi nas do ponurej Warszawy sprzed upadku komunizmu, gdzie aresztowany zostaje młody, zagubiony mężczyzna. Po procesie zostaje skazany na karę śmierci i powieszony za zabicie taksówkarza. Dramat w ciekawy sposób zestawia okrucieństwo mordercy z bezdusznością systemu, który zmusza go do zapłaty za swoje czyny. W ten sposób Kieślowski pyta widza: czy którakolwiek z tych dróg jest właściwa i faktycznie dąży ku sprawiedliwości?

Po premierze film odniósł kontrowersyjny sukces na Festiwalu Filmowym w Cannes i zamknął ostatni rozdział, w którym w Polsce stosowano karę śmierci — miesiąc po premierze wykonano ostatni wyrok, a wkrótce (w latach 90.) została ona zniesiona w prawie karnym. Końcowe sceny filmu — mocno sugestywne i zmuszające do myślenia — dotarły nawet do ONZ. Jak widać fikcyjne historie mogą wpłynąć na ludzi podejmujących naprawdę ważne decyzje.

„Blackfish" pokazało, jak naprawdę wygląda życie orki w parku rozrywki

Niewiele filmów w ciągu ostatnich dziesięciu lat wywołało taką burzę w mediach społecznościowych, jak „Blackfish". Kontrowersyjny dokument o orkach w niewoli z 2013 roku autorstwa Gabrieli Cowperthwaite był hitem festiwali, ale zyskał drugie życie, gdy dotarł do szerokiej widowni. Po emisji na CNN w godzinach największej oglądalności ponad 20 mln widzów poznało historię Tilikuma, orki należącej do wodnych parków rozrywki SeaWorld. Tilikum zabił trójkę trenerów i zranił kilku innych podczas swojego życia w niewoli w kilku amerykańskich parkach.

Gabriela pokazała, w jak szokujący sposób traktuje się te stworzenia za kulisami. Historia Tilikuma stała się orężem nowego pokolenia, pragnącego położyć kres „rozrywce" w postaci uwięzionych zwierząt, zmuszanych do wykonywania sztuczek. Treść „Blackfish" dzięki wpisom na Twitterze, internetowym petycjom i filmikom na Facebooku szybko dotarła do milionów ludzi, a odpowiedzialne za wyrządzanie krzywdy firmy odczuły tego skutki: sprzedaż biletów w oceanariach drastycznie spadła, zamknięto program rozmnażania orek i ogłoszono, że na przestrzeni kilku najbliższych lat parki przestaną organizować pokazy z udziałem orek i delfinów. Całkiem nieźle jak na niezależny film dokumentalny, prawda?

„Zwierciadło życia" pokazało prawdziwe życie Afroamerykanów

W napiętej sytuacji politycznej lat 30., gdy ruch na rzecz praw obywatelskich Afroamerykanów walczył o równouprawnienie, zdominowana przez białych mężczyzn elita hollywoodzkich reżyserów rzadko pokazywała historie ludzi o innym kolorze skóry. Przez długi czas czarni aktorzy mogli grać jedynie dzikusów albo trzecioplanowe postacie bez żadnego wpływu na fabułę, np. niewolników i służących. „Zwierciadło życia" z 1934 roku miało to zmienić. Film opowiada historię dwóch samotnych matek — jedna z nich jest bogatą, białą wdową, druga jej wierną, czarną służącą. Film Johna M. Stahla pokazuje przyjaźń dwóch kobiet, które wspierają się mimo przeciwności losu — w czasach jego premiery był czymś wyjątkowym.

„Super Size Me" zmusiło nas do zmiany diety

Morgan Spurlock jest jednym z tych dokumentalistów, którzy zamiast pięknych ujęć wolą treściwe dziennikarstwo. Jego dokument „Super Size Me" z 2004 roku był wyjątkowym eksperymentem. Morgan spędził 30 dni jedząc na śniadanie, obiad i kolacje powiększone zestawy z McDonald's, by pokazać, jakie bardzo są niezdrowe. Od tamtej pory materiał jest często pokazywany w szkołach. Częściowo w sensacyjny sposób sieje strach, jednak częściowo też pokazuje, jak lenistwo może nas zabić. Przynoszący bilionowe dochody biznes fast foodów musiał się po nim zmienić.

Po premierze McDonald's wycofał możliwość powiększenia zestawów (dodatkowo film wywołał poczucie winy w wielu widzach, kuszonych widokiem okienka drive-thru). Może eksperyment nie do końca odzwierciedlał rzeczywistość (w końcu kto jadłby codziennie tyle burgerów i nawet nie próbował ani troszkę ćwiczyć), ale odegrał wielką rolę w zmuszeniu ludzi — oraz sieci fast foodów — do zmiany podejścia i wizerunku. Dlatego teraz w McDonald's możecie znaleźć na ścianach fototapety z sałatą i pomidorami.

„Ofiara" zmieniła sposób, w jaki brytyjskie społeczeństwo postrzegało społeczność LGBT+

W 1961 roku homoseksualizm był w Wielkiej Brytanii uznawany za niezgodny z prawem, więc bohaterowie społeczności LGBT+ praktycznie nie pojawiali się w filmach. „Ofiara" pomogła to zmienić. W erze demonizowania queeru przez tabloidy film opowiedział historię prawnika, który ukrywa, że jest gejem. Adwokat mimo wszystko podejmuje ryzyko utraty pozycji i walczy o sprawiedliwość w imieniu swojego byłego ukochanego, który odebrał sobie życie, gdy jego orientacja została ujawniona i trafił za nią do więzienia. Film przeniósł widzów wprost do centrum tego burzliwego świata i pokazał homoseksualnego bohatera ze zrozumieniem i sympatią. Do dziś jest ceniony, odegrał kluczową rolę, wpływając m.in. na uprzedzonych polityków, którzy musieli zmienić swoje opinie na temat queerowej społeczności.

Telewizyjna premiera filmu odbyła się w trakcie zażartej dyskusji na temat uchwalenia Sexual Offences Act 1967 (Ustawy o przestępstwach seksualnych z 1967 roku), która miała zdekryminalizować związki homoseksualne między mężczyznami powyżej 21 roku życia. Kinowe początki „Ofiary" były dość trudne — BBC próbowało nawet zablokować jego wyświetlanie. Członek partii konserwatywnej, Lord Allen, napisał list do głównego gwiazdora filmu, Dirka Bogarde'a. Zdradził w nim, że po tym, jak wielu obejrzało ten film, w parlamencie poparcie legalizacji homoseksualizmu wzrosło z 48 do 63%. W ten sposób dowiódł, że filmy boleśnie odzwierciedlające rzeczywistość naprawdę mogą wpłynąć na najbardziej niewzruszonych ludzi w kraju.

„Buntownik bez powodu" (i James Dean) dał nastolatkom tożsamość

Na początku lat 30. licealiści wyłamali się spod kontroli rodziców i zaczęli eksperymentować. Tę erę charakteryzowało palenie papierosów i rozmaite seksualne przygody. Ów etap dorastania stał się tak kluczowy dla kultury, że wymagało nowego słowa. Tak powstał wyraz „teenager" — nastolatek. Kino jednak nadrobiło zaległości dopiero kilka dekad później. Na początku XX wieku media nie były pewne, jak prezentować życia tych niepokornych młodych ludzi z klasy średniej. Dopiero „Buntownik bez powodu" z 1955 roku z Jamesem Deanem w roli głównej ,pokazał zagubione dzieciaki i stał się pierwszym filmem, w którym grupa wreszcie znalazła swojego idola.

Film opowiada o niefrasobliwości i naiwności, związkach i buncie. Pokazał młodych ludzi, którzy mogli sami decydować o swoim losie, zupełnie jak dzisiejsze nastolatki. „Buntownik..." umocnił pozycję Jamesa Deana i nadal jest uważany za jego najlepszą rolę. Zanim film trafił do kin, aktor zginął w tragicznym wypadku samochodowym w wieku 24 lat. W jednej chwili całe pokolenie zyskało i straciło ekranowego bohatera.

Artykuł pochodzi z brytyjskiego wydania i-D.

Sprawdź też: