miłość do słuchania, oglądania, czytania...

Od „Edwarda Nożycorękiego" po „Czułe słówka" — oto lista najlepszych lektur, filmów i piosenek o miłości, wybranych przez Tavi Gevinson.

|
sty 18 2018, 11:03am

Tavi Gevinson wie co nieco o miłości. Jej nowa książka „Rookie on Love" (piąta publikacja Rookie) jest zbiorem tekstów, wywiadów, a nawet komiksów o stanie zakochania. Wśród 45 autorów znajdują się krytyk Hilton Als, pisarka Durga Chew-Bose, piosenkarki Florence Welch i Mitski, aktorka Gabourey Sidibe oraz aktywistka Janet Mock. „Miłość była świetnym tematem przewodnim, ponieważ jest uniwersalna, ale też wiąże się z bardzo osobistymi wspomnieniami i pomysłami", powiedziała nam Tavi. „Mam obsesję na tym punkcie, bo uważałam, że to jedyne uczucie, którego nie da się dobrze opisać słowami. Dlatego niesamowicie było zobaczyć, jak grupa ludzi z tej społeczności — w tym moi ulubieni autorzy — udowodnili, że byłam w błędzie".

Szeroka definicja miłości wg Gevinson — wliczająca rodzinę, przyjaciół, partnerów i fanów — zapewniła jej autorom szerokie pole do popisu. Każdy tekst z „Rookie on Love" wygląda jak zwierzenia genialnych przyjaciół, od historii o pierwszej miłości po komiks o złamanym sercu.

Tavi podzieliła się z nami własną listą piosenek, książek i filmów, które opisują miłość w jej wielu formach.

DO SŁUCHANIA

Usłyszałam „What I Did For Love" z musicalu „Chór", gdy byłam mała. Chociaż nie znałam fabuły, rozumiałam, że piosenka niekoniecznie opowiada o związku, ale o bardziej ogólnej przyjemności czerpanej z występowania na scenie, z więzi z widownią. Niesamowite.

Uwielbiam koncert „The Velvet Rope" Janet Jackson, ponieważ również bawi się tymi motywami. Oklaski, poczucie przynależności i miłość stają się jednym i tym samym.

„Lemonade" Beyoncé pokazuje, jak blizny, błędy i historia pogłębiają miłość, zamiast ją przekreślać.

DO OGLĄDANIA

„The Larry Sanders Show", ponieważ Garry Shandling utrzymywał, że serial nie opowiadał o grupie ludzi pragnących sławy, lecz chcących tylko, by ktoś ich pokochał.

„Bye Bye Birdie" ze względu na fikcyjnego bożyszcze nastolatek i szaloną miłość, jaką wzbudza u 23-letniej Ann-Margaret. Pod koniec filmu jej głos jest głębszy, a ciało bardziej rozwinięte niż na początku.

„Girlfriends" to idealny film i idealny hołd dla kobiecej przyjaźni i miłości do siebie samej.

„Możesz na mnie liczyć" w piękny sposób pokazuje miłość rodzeństwa.

„Toni Erdmann" za miłość między ojcem i córką.

„Czułe słówka" ze względu na miłość między matką i córką, szczególnie w porównaniu do historii o Debrze Winger i Shirley MacLaine na planie. Podobno pewnego dnia Winger zadarła spódnicę, obróciła się i pierdnęła MacLaine w twarz.

„Moonlight" za to, jak pokazało miłość prześladującą całe życie.

„Niebiańskie stworzenia", bo pokazują, że cały świat poza związkiem jest niesamowicie nudny.

„Nić widmo", bo sądziłam, że będzie opowiadać o szalonym geniuszu i perfekcjoniście, który ma zbyt wielką obsesję na punkcie pracy, by kochać. Zamiast tego pokazuje energię miłości, której chyba nigdy nie widziałam odzwierciedlonej na ekranie w tak boleśnie realistyczny sposób.

„Paryż, Teksas", bo samo oglądanie tego filmu łamie serce.

„Harold i Maude" oraz „Minnie i Moskowitz" za miłość między ekscentrykami.

„Kid złamane serce" Elaine May, ponieważ sprawia, że kolesie w stylu Benjamina Braddocka wyglądają bardziej na durniów niż głębokich, młodych mężczyzn.

„Adaptacja" pokazuje, jak strasznie jest przejmować się czymś tak bardzo, że zapomina się to kochać.

„Dzikość serca" — Nicolas Cage i Laura Dern, nic więcej nie trzeba mówić.

„Mandarynka" — ostatnią scenę umieściłabym na pozłacanej płycie wysłanej w kosmos, żeby pokazać kosmitom, jak wygląda miłość do przyjaciół.

„Edward Nożycoręki" dla sceny, w której Edward jest gościem w talk show i patrzy na Kim przez kamerę, a my czujemy, jak jej serce zamiera.

„Badlands", bo Sissy Spacek beztrosko zastanawia się nad tym, jaki będzie jej przyszły mąż, podczas gdy ucieka ze swoim morderczym chłopakiem. Pewnie też bym o tym myślała.

„Dzika namiętność", bo zmienia zauroczenie w film pełen przygód.

„Człowiek na linie" i „American Movie", bo pokazują ludzi zakochanych w marzeniach.

„Szare ogrody" i „Bright Lights" (dokument z Debbie Reynolds i Carrie Fisher), bo są prawdziwymi świadectwami miłości między matkami i córkami.

Sztuka „Everybody" Brandena Jacobsa-Jenkinsa, bo w niej bieganie i wykrzykiwanie haseł o lęku przed starzeniem, śmiercią i własną biologią pozwala oddać się miłości. Potem dwie gigantyczne kukiełki szkieletów tańczą razem.

DO CZYTANIA

„Slow Days, Fast Company" Eve Babitz, bo rozumie, że sława może wydawać się cudownym rozwiązaniem samotności, tak jak książę z bajki i Bóg.

„Utalentowany pan Ripley", bo skupia się na pożądaniu tak silnym, że staje się pragnieniem zabicia i zastąpienia kogoś. „Za każdym listem od fana kryje się pragnienie zamordowania i zastąpienia kogoś", napisał Ty Burr w książce „Gods Like Us", opisującej gwiazdy filmowe i ich fanów. Wyjaśnia, że nasza miłość do celebrytów może pokazywać, co tak naprawdę kochamy i nienawidzimy w sobie.

„Heart Museum" Durgi Chew-Bose, bo opowiada dokładnie o tym, co w tytule.

Tristes Tropiques" Hiltona Alsa, bo jest odą skierowaną do bliźniaków. Stawia też pytanie: „Czy chcę kogoś kochać czy po prostu BYĆ tą osobą?".

„Tamte dni, tamte noce" — książka i film — bo opowiada o ciężkiej do wyznaczenia granicy i sprawia, że zatracamy się w postaciach tak, jak one zatracają się w sobie.

„Miłość Adeli H." i „I Love Dick", bo dotyczą listów miłosnych, których napisałam wiele, i tego „jak zakochujemy się w swojej własnej, listowej personie, zamiast w naszych korespondencyjnych przyjaciołach", jak stwierdziła Janet Malcolm.

„Lolita", „Przekleństwa niewinności" i wczesna Taylor Swift za to, że — umyślnie lub nie — opisały jak wygląda zakochanie w idei miłości, miłości do własnych wspomnień, kontroli. Mimo to przeważa w nich samotność.

„John" Annie Baker, bo dotyczy miłosnych trójkątów, w których trzecia osoba istnieje tylko w naszych głowach.

Whatever Happened to Interracial Love?" Kathleen Collins, ponieważ wskazuje delikatne elementy, budujące długoterminowy związek.

„Gość weselny" Carsona McCullersa, bo Frankie wydaje się głupiutką 12-latką, która zbytnio ekscytuje się ślubem brata. Prawda jest taka, że ludzie w każdym wieku mają obsesję na punkcie ślubów, czucia się częścią czegoś, budowania relacji z miłością czyjegoś życia, która może zapełnić poczucie pustki.

„Umiłowana" Toni Morrison ze względu na wszystko, ale przede wszystkim na ten fragment: „Bez wysiłku stał się typem mężczyzny, który mógł wejść do domu i sprawić, że kobiety płakały. Ponieważ przy nim, w jego towarzystwie, po prostu mogły".

„Good Old Neon" Davida Fostera Wallace'a, bo dotyczy nieudolności języka i nieprawdopodobieństwa wystąpienia prawdziwej empatii. Dokonuje tego opowiadając historię kolesia, który nie potrafi kochać i nienawidzi siebie za ten banał. Pod koniec dokonuje językiem czegoś tak szokującego, że potencjał języka jako nośnika miłości, empatii i wykraczania poza banały staje się nieskończony.

Tekst pochodzi z amerykańskiego wydania i-D.

Sprawdź też: