Jenny, 29

portrety z tindera

Na wystawie „Miasto singli” zobaczycie abstrakcyjne portrety osób spotkanych na Tinderze.

tekst Emily McDermott
|
02 Marzec 2017, 11:10am

Jenny, 29

Tinder - ja go używałam, ty i twoi przyjaciele pewnie też —czy to w celu randkowania, szukania jednorazowej przygody, czy po prostu przyjaciół w nowym mieście. To aplikacja, którą wszyscy znamy i wzbudza w nas skrajne uczucia. Dla urodzonej w Korei Południowej i mieszkającej w Berlinie artystki Ji-yeon Kim Tinder to nie tylko miejsce do poznawania ludzi, ale także niewyczerpywalne źródło inspiracji. „Kiedy przeprowadziłem się do Berlina, nie miałam żadnych znajomości, kolegów, ani przyjaciół", mówi. „Chciałam poznawać ludzi przez aplikacje randkowe". Różne twarze, na które natknęła się przesuwając palcem w prawo, zafascynowały ją i wkrótce zaczęła je malować. Na zamykającej się już wystawie w Ex Berlin („City of Singles - Portraits of Tinder") pokazała 50 akrylowych portretów, przedstawiających anonimowe jednostki. Mimo, że wykonane są w wybranej przej przez artystkę abstrakcyjnej formie, a imiona i wiek zostały zmienione, cechy każdej twarzy pozostają w jakiś sposób rozpoznawalne, a może nawet uwydatnione na białym tle.

„Wybierałam ludzi nie ze względu na ich klasyczne piękno, ale ze względu na ich cechy wyróżniające", kontynuuje artystka. „Na tej wystawie chciałam pokazać ludzką samotność i kryzysy tożsamości".

Jak sama mówi, jej prace są motywowane pasją odkrywania tego, w jaki sposób może sportretować ludzi we współczesnym stylu. Bada cyfrową autoreprezentację i kwestionuje to, jak zdjęcia, które postujemy na Tinderze, Instagramie i Facebooku, mogą odzwierciedlać podświadome motywacje, pragnienia i marzenia. Przed imprezą zamykającą wystawę, zadaliśmy Kim kilka pytań odnośnie jej projektu związanego z Tinderem, który będzie składał się ze stu portretów oraz odnośnie jej życia jako artystki.


Benjamin, 34

Kiedy po raz pierwszy zainteresowałaś się sztuką?
Co najbardziej interesuje cię w malowaniu ludzi?Sztuka zawsze była częścią mojego życia i nie potrafię sobie przypomnieć, kiedy dokładnie się nią zainteresowałam. Zawsze malowałam i rysowałam portrety, od kiedy byłam małym dzieckiem. W którymś momencie zaczęłam kwestionować to, jak mogę zaprezentować nowe interpretacje ludzi poprzez portretowanie, zamiast malować ich dokładnie takimi, jakimi są. Jestem zafascynowana tym jak ja, artystka z XXI wieku, mogę ich przedstawiać. Zawsze miałam swoich ulubionych artystów, ale zmieniali się oni z czasem. Teraz najbardziej podobają mi się pracę Luca Tuymansa i Gerharda Richtera.

Gdzie dorastałaś w Korei?
Dlaczego przeprowadziłaś się do Berlina?Urodziłam się i wychowałam w Inczonie i studiowałam sztukę na Narodowym Uniwersytecie Seulskim. Nie sprzedałam żadnych prac przez trzy lata, więc zdecydowałam się przeprowadzić do nowego kraju, gdzie mogłabym kontynuować rozwój swojego fachu i nauczyć się nowych rzeczy. Trafiłam właśnie do Berlina ze względu na ofertę pracy, ale miasto dało mi mnóstwo inspiracji. Zaczęłam więcej malować, więc rzuciłam pracę, żeby się na tym skupić.


Annabel, 22

Wiem, że używałaś Tindera, kiedy byłaś nowa w Berlinie. W którym momencie pomyślałaś: „Chcę malować tych ludzi"? Dlaczego akurat Tinder, a nie inne aplikacje randkowe, takie jak OkCupid, czy Bumble?
Interesują mnie konkretnie ludzie, więc kiedy widzę interesującą twarz, muszę ją namalować. Z Tinderem mogłam sama wybrać sobie modeli, zgodnych z moją estetyką i to było niesamowicie praktyczne. W tej aplikacji użytkownik widzi innych w sposób indywidualny, a nie wiele osób na raz. Pomimo braku zaangażowania i z szybką możliwością przesunięcia w lewo albo w prawo, było łatwiej skoncentrować się na kimś konkretnym.

W którymś momencie moi przyjaciele zapytali mnie, czy jest to zgodne z prawem do prywatności i szczerze mówiąc, nie byłam pewna jak daleko mogę się posunąć jako artystka. „Portretami z Tindera" nie chcę złościć użytkowników, którzy stali się moimi modelami, ale raczej rozpocząć dyskusję na temat tego, jak wszyscy myślimy o Tinderze i jak go używamy.

Moje prace kwestionują człowieczeństwo i postrzeganie innych. W tym cyfrowym świecie często zapominamy, że mamy do czynienia z prawdziwymi ludźmi i chciałam przywiązać do tego wagę poprzez pojedyncze osoby. Cały projekt jest oczywiście uśredniony poprzez fakt, iż wielu ludzi (w tym przypadku obrazów ludzi) spotkało się na raz w jednym miejscu, tak jak w świecie cyfrowym. Kiedy obrazy są statyczne, odbiorca może łatwiej uświadomić sobie, jak silnie może oddziaływać pojedynczy obraz z całego zbioru.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska


Christoph, 28

Jak pozmieniałaś imiona i wiek ludzi, których malowałaś?
Z nowymi imionami i wiekiem obrazy mogą zdystansować się od oryginalnych zdjęć i osób. Portrety są symbolami. Nie zmieniłam ich ze względu na ochronę prywatności.

Co wyniosłaś z tworzenia tego projektu?
Doświadczyłaś czegoś niespodziewanego albo szokującego?Nauczyłam się, że mieszkańcy Berlina są gotowi krytykować sztukę. Nic szokującego się nie stało, ale za to miałam kilka śmiesznych sytuacji. Przykładowo, kilku gości wystawy rozpoznało poszczególne osoby które malowałam: „Ach! Kilka razy byłem z nią na randce!", „Nigdy nie pokazałbym się tak na Tinderze!". Trochę osób, które również przyszły ją obejrzeć, wymieniło się numerami. Jest ona dokładnie tym, co obiecuje tytuł, to małe „Miasto Singli".


Daniel, 30

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Emily McDermott
Wszystkie obrazy dzięki uprzejmości artystki. 

Tagged:
Tinder
Wywiady
miasto singli