wszyscy mamy obsesję na punkcie młodości

23-letnia fotografka i pisarka Kate Burkhardt pokazuje, dlaczego dorastanie może być najlepszym bądź najgorszym okresem w życiu.

tekst André-Naquian Wheeler
|
18 Lipiec 2017, 3:55pm

Dorastanie może być najlepszym bądź najgorszym okresem w życiu. Twój pierwszy like na Facebooku i twój pierwszy pryszcz, późne noce i zakuwanie do egzaminów, nowe przeżycia i usuwanie historii przeglądarki. Wszystko funkcjonujące na najwyższych obrotach, aż do szaleństwa. Potknięcie się na korytarzu albo SMS od kolesia, który ci się podoba - to wszystko wydawało ci się bezprecedensowymi, najistotniejszymi zdarzeniami w historii ludzkości. Swoim e-bookiem „That Day Was Ours" („Ten dzień był nasz"), 23-letnia fotografka i pisarka Kate Burkhardt stworzyła hołd oddany temu jedynemu w swojemu rodzaju okresowi. Wierszami, fragmentami prozy i szczerymi zdjęciami zrobionymi przez nią i jej bliskich przyjaciół (mówiących o wszystkim: od depresji, przez miłość po nagie kąpiele w jeziorze) Burkhardt pokazuje nam, dlaczego czasami dorastanie to okres, który po prostu chcemy już mieć za sobą. Z drugiej strony, pokazuje nam również to, dlaczego, gdy tylko dorośniemy, pragniemy do tych czasów powrócić. 

„Myślę, że wielu ludzi ma obsesję na punkcie swojej młodości, bo nie mogą do niej powrócić", mówi Burkhardt, która niedawno otrzymała dyplom Southern Oregon University i aktualnie jest zajęta pracą nad książką o parze jej przyjaciół. „Młodość jest ulotna".

„That Day Was Ours" to próba uporządkowania tych nostalgicznych lat. Składa się głównie z fotografii, które Burkhardt robiła swoim przyjaciołom od 14. roku życia. Dopiero rok temu postanowiła stworzyć z tej kolekcji jedną, spójną całość. „Skończyłam 'That Day Was Ours', gdy tylko obroniłam dyplom i to było dla mnie jak katharsis: zorientowałam się, że w momencie do którego doszłam, wszystko co mi się przydarzyło, okazuje się mieć sens", powiedziała nam. Czasami dzień dzisiejszy możemy docenić dopiero, gdy zacznie się jutro.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Jakie jest twoje rodzinne miasteczko?
Dorastałam w Portland. To naprawdę piękne miejsce i po pięciu latach w Ashland w stanie Oregon zdecydowałam się tam wrócić. Zawsze mnóstwo się dzieje, odbywają się koncerty, są cudowne księgarnie, wszędzie artyści… Poza tym, nawet w mieście czujesz się wciąż otoczony przez naturę, co jest bardzo ważne dla mojego samopoczucia.

Jak Portland wpłynęło na twoje dorastanie?
Zupełnie szczerze, nie wyobrażam sobie innego otoczenia! Dorastanie w Portland dało mi poczucie wolności i docenienia świata, nawet jeśli często czułam się smutna i musiałam stale walczyć z przygnębieniem. Nie mam pojęcia, kim bym była, gdybym urodziła się w mniejszym, wiejskim mieście, albo w metropolii w rodzaju Nowego Jorku, lub po prostu gdybym nie chodziła na te wszystkie cudowne lekcje, w których miałam możliwość uczestniczyć. Wszyscy nauczyciele wspierali mój rozwój artystyczny. Próbowałam pisać zanim jeszcze miałam 8 lat, a oni uważali, że to naprawdę dobre. W klasie maturalnej chodziłam na zajęcia ze sztuki. 

Mieliśmy prawdziwą ciemnię fotograficzną w szkole; nie wszystkie dzieciaki mają taką możliwość. To było ogromne szczęście, że mogłam pójść do szkoły, która docenia i podkreśla rolę sztuki - a w Portland jest takich więcej. Poza kwestiami szkolnymi, spędzałam dużo czasu z moimi przyjaciółmi na tych mniej produktywnych aktywnościach. Jeździliśmy wszędzie rowerami, jedliśmy na ulicznych stoiskach, łapaliśmy autostopa za granicę miasta (Portland jest cudowne pod tym względem), kochaliśmy i przestawaliśmy kochać.

W książce umieściłaś nie tylko swoje zdjęcia i teksty. Jak znalazłaś twórców pozostałych treści?
Wszystkie inne osoby [współtworzące książkę] to moi bliscy przyjaciele. Umieściłam tam mnóstwo zdjęć każdego, kto coś do niej napisał.

Jak wszystkie te wydarzenia wpasowują się w narrację twojej książki?
Gdy zaczęłam ten projekt, chciałam, by był zrobiony przez nas wszystkich, o nas samych. Poprosiłam znajomych pisarzy, by wysłali mi trochę materiału, który wyraża ich uczucia, gdy patrzą na moje zdjęcia. Powiedziałam im, by napisali o wszystkim, czego doświadczali, gdy zdjęcia były wykonywane. Wszyscy byli podekscytowani i bardzo mnie wspierali; ta książka to forma zapisu wspomnień.

Właśnie skończyłaś studia. Co udało zachować ci się z okresu nastoletniego, a co straciłaś?
Myślę, że udało mi się zachować wszystkie najlepsze cechy z młodości, a pozbyć tych, z których nie byłabym dumna. Bywałam dawniej ogromnie nieprzewidywalna, kapryśna. Fakt faktem, wszyscy w młodości jesteśmy, ale ja cierpiałam też na niezdiagnozowaną chorobę psychiczną. Zachowywałam się nieobliczalnie i życie było dla mnie w wielu momentach cięzkie. Oczywiście, nie chcę przez to powiedzieć, że moja młodość nie była szczęśliwa! Wręcz przeciwnie, była bardzo, bardzo udana - ale było wiele mrocznych chwil. Wtedy zwykłam robić smutne autoportrety, pisać słabe wiersze i malować. Część z moich przyjaciół z liceum wciąż jest dla mnie najbliższa i jestem za to niewyobrażalnie wdzięczna. Wszyscy zmieniliśmy się i dorośliśmy; jesteśmy z siebie dumni. Ale pod innymi względami, pozostaliśmy tacy sami. Śmieszą nas te same rzeczy, zachowaliśmy te same zabawne maniery w ruchach i zachowaniu, a chłopcy brzmią tak samo, oprócz tego że mają kilka oktaw niższe głosy.

Co było kluczowe dla twojej historii o dorastaniu?
Myślę, że właśnie proces przygotowywania tej książki, o ile ma to jakiś sens. Odkryłam dzięki temu w swojej pamięci wszystkie rzeczy o sobie i innych, które inaczej bym utraciła - dosłownie bądź w przenośni. Pisałam i przeglądałam swoje zdjęcia tak intensywnie, aby oddać hołd życiu mojemu i moich przyjaciół. Nawet jeśli tylko moi bliscy przyjaciele przeczytają tę książkę (i nikt inny) to wciąż będę z niej dumna. Ona jest dla nas. To jest naprawdę pierwsza rzecz, którą ukończyłam i z której jestem naprawdę dumna.

kateburkhardtphotography.squarespace.com

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: André-Naquian Wheeler
Zdjęcia: Kate Burkhardt

Tagged:
Portland
zdjęcia
młodość
ameryka
kronika
kate burkhardt