siostrzeniec mcqueena wchodzi do branży mody

Gary James McQueen kontynuuje sagę modowego rodu i opowiada o swoim tragicznie zmarłym wujku, Lee Alexandrze McQueenie.

|
10 Lipiec 2017, 1:20pm

Artykuł pierwotnie ukazał się w brytyjskim wydaniu i-D.

Gary James McQueen poznał świat mody dzięki swojemu wujkowi, Lee McQueenowi, który był jego mentorem i inspiracją. Gary pracował nad męskimi kolekcjami prêt-à-porter marki Alexander McQueen od 2005 roku do tragicznej śmierci Lee w 2010 roku. Teraz zadebiutował ze swoją kolekcją robionych na zamówienie jedwabnych apaszek, a wspierają go weterani branży. Kim Blake, pierwsza PR-ówka Lee, jest mentorką Gary'ego, a dom krawiecki Anderson & Sheppard z Savile Row (pierwszy, w którym Lee pracował jako krawiec) ma zostać głównym dystrybutorem.

Caryn Franklin z i-D, która w latach 90. przeprowadziła mnóstwo wywiadów z Lee dla stacji BBC, porozmawiała z Garym, aby usłyszeć, jak kontynuuje sagę modowego rodu McQueenów.

Jak wyglądała praca z człowiekiem, którego można nazwać jednym z najlepszych projektantów świata?
Chciałem zadowolić Lee, zupełnie jak inni. Wszyscy pragnęliśmy jego pochwał. Gdy Lee był w budynku, najpierw było czuć dym, a potem słychać jego śmiech. Robił wszystko z uczuciem. Opowiadał bardzo przekonująco. Miał charyzmę i wrażliwość. Chociaż jestem jego siostrzeńcem, młodszym o 10 lat, chciałem go chronić.

Czy łączyła was miłość do tych samych rzeczy?
Zawsze tworzyłem światy i rysowałem postaci. Lee wiedział, że uwielbiałem rysować i nabijał się z obrazków, które kiedyś tworzyłem, gdy nas niańczył. Obserwowałem wtedy, jak szkicował. Nic nie mówił, tylko rysował z zapałem. Rysował też dla mnie, głównie rzeczy jak z horrorów. Przynosił nam horrory do oglądania i opowiadał nam straszne historie. Miałem wtedy 8 lat. Ganiał nas po domu i podnosił za włosy. Miał złowieszczy śmiech. Nie były to wieczory w stylu Mary Poppins, ale bardzo wpłynął na moją wyobraźnię i prace, które dziś tworzę.

Jak dostałeś posadę w marce McQueen?
Studiowałem komercyjną grafikę. Chciałem tworzyć sztukę piękną, ale nauczyciel mnie zniechęcił, bo powiedział, że na tym się nie zarabia. Przez jakiś czas nie miałem pracy i moja mama, Janet (siostra Lee) zapytała brata, czy mógłby mi pomóc. Wiedziałem, że nie lubił przyjmować członków rodziny, ale jednak się udało.

Czego się od niego nauczyłeś?
Lee rzucał nam wyzwania. Wymyślenie pomysłu było dopiero początkiem. Rozwinięcie go, aż stawał się bardzo odległy od pierwotnej wizji było jego specjalnością. Trzeba mieć tę ideę w sobie, a także posiadać umiejętności, by wprowadzić to w życie.

Pierwszy sezon był ciężki. Nie miałem pojęcia o modzie, ale pracowałem przy wykrojach i wkrótce stworzyłem swoją niszę, wykorzystując je jako płótno pod moje prace. Lee we mnie wierzył i zachęcał mnie do przekraczania granic. Wkrótce trafiłem do działu mody męskiej, aby pracować nad koszulami T-shirtami i apaszkami z nadrukami. Umieszczałem na ubraniach najróżniejsze czaszki. Później pracowałem przy tkaniu żakardu, aby motywy pasowały do siebie na dwóch częściach garniturów. Pod koniec widziałem, że na barkach Lee spoczywał ogromny ciężar. Wiedziałem, że był zmęczony. Ciężko było obserwować go w takim stanie, ale czułem, że nie mogłem się do niego zwrócić. Byłem pracownikiem i znałem swoje miejsce.

Jaka była ostatnia rzecz, o której rozmawialiście?
Projektowałem marmurowego anioła na nagrobek jego mamy, Joyce — mojej cioci. Bardzo mu się spodobał mój pomysł, ale poprosił, aby anioł miał tak ułożone ręce, by można było na nich położyć kwiaty. Chciał, żebym wziął wszystko na siebie — znalazł rzeźbiarza i go nadzorował. Czyli po prostu to dokończył. Nie pytałem dlaczego. Następnego dnia odebrał sobie życie.

Opuściłeś firmę dwa lata po jego śmierci. Dlaczego?
Lee dał mi pracę i wykonywałem ją dla niego. Nie studiowałem mody. Pracowałem raczej w sposób związany ze sztuką piękną specjalnie dla Lee, więc potem nie miałem żadnej motywacji, by tam zostać. Tylko jego zdanie się dla mnie liczyło. Gdy odszedł, nie obchodziły mnie inne opinie.

Opowiedz nam o swojej kolekcji.
Jest poświęcona jego pamięci. Historii życia, śmierci i odrodzenia. To moja wersja cyklu kreatywnej energii. Oto czego nauczyłem się od Lee i co wprowadziłem do swojej marki. Stworzyłem trzy różne apaszki, a każda z nich zawiera coś, co Lee kochał, lub czego się bał. Życie reprezentują ptaki, bo Lee je kochał. Drugi wzór reprezentuje śmierć i nawiązuje do handlu kością słoniową w epoce wiktoriańskiej. To hołd oddany gatunkom zagrożonym wymarciem. Okropny sposób traktowania dzikich zwierząt był sprawą bardzo bliską jego sercu.

Ostatnia historia to odrodzenie. Zdjęcie z kampanii nawiązuje do bytu z innej sfery, a portal w kształcie ośmiościanu jest częścią jego ciała. Nadruk na apaszce przedstawia ciała, które wyglądają, jakby unosiły się w próżni. Może wywoływać melancholię. Moje uczucia zawsze wpływały na moje prace.

Jak lubisz pracować?
Ważna dla mnie jest jakość jedwabiu. We Włoszech nadruki stoją teraz na najwyższym poziomie, ale wolę produkować w Wielkiej Brytanii, żebym mógł jak najczęściej nadzorować prace. Brzegi są podwijane i ręcznie obszywane w Wielkiej Brytanii. Chcę powoli rozwijać biznes, dlatego moje apaszki są robione na zamówienie. To slow-fahion. Widziałem, pod jaką presją znajdował się Lee — to nie dla mnie. Skupiam się na swoim dziedzictwie i tworzę coś, co ma historię. Rozwijam się dzięki historiom, bo one mogą przenieść mnie do innego świata. Tworzenie historii i prac pcha mnie przez życie.

Gary James McQueen brał udział w panelu dyskusyjnym z Prof. Caryn Franklin MBE w St Georges Hall, British Style Collective w Liverpoolu 8 i 9 lipca. Więcej informacji: britishstylecollective.com.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Caryn Franklin