każdy zasługuje na szczęśliwe zakończenie

Queerowe związki i pierwsze zauroczenia z innej perspektywy.

tekst Wendy Syfret
|
26 Październik 2016, 10:30am

Cloudy Rhodes urodziła się w domku na australijskiej plaży Bondi, a jej hipisowscy rodzice nadali jej imię po zachmurzonym niebie. W wieku dziewięciu lat była już profesjonalną surferką, a resztę dzieciństwa spędziła podróżując po świecie w poszukiwaniu fal i sukcesu. Jest prawdziwym ucieleśnieniem australijskiego ideału, przynajmniej według naszych wyobrażeń. Po latach łapania fal zapragnęła jednak czegoś więcej.

Chociaż teoretycznie wciąż jest zawodową surferką, od lat nie brała udziału w zawodach. Dziś skupia się na fotografii i filmie, ale zachowała plażowy styl, który czerpie garściami z pełnego słońca życia. Jednak nie dajcie się zwieść — jej prace przedstawiają nie tylko piasek i ocean.

Cloudy jest lesbijką, więc chce wprowadzić australijski romantyzm ze swojego życia do prac i queerowych historii, które pokazuje. Rozczarowana opowieściami o bohaterach LGBT+, które prawie zawsze kończą się tragicznie, postanowiła stworzyć piękne i urocze zdjęcia oraz filmy z queerowymi dzieciakami i ich miłościami.

W nowym krótkometrażowym filmie „Lo Loves You" pokazuje pierwsze nastoletnie zauroczenie. Jego bohaterki wyruszają w podróż i na jeden dzień uciekają na plażę. Porozmawialiśmy z Cloudy o jej ojczyźnie i szczęśliwych zakończeniach.

Zanim zajęłaś się fotografią i filmami, byłaś zawodową surferką. Kim jesteś teraz?
Pragnę tworzyć filmy, teraz skupiam się wyłącznie na tym. Chcę reżyserować filmy pełnometrażowe i pracuję nad tym od roku. Nadal codziennie surfuję, ale pozwoliłam tej pasji nieco osłabnąć.

Czy w swoich pracach świadomie łączysz różne pasje i zainteresowania?
Myślę, że na pewien sposób wszystko się ze sobą łączy. Nawet paleta barw, z której korzystam — sprane błękity i kremowe odcienie — wiąże się z naturą i moim doświadczeniem z oceanem.

Jeśli miałabyś spojrzeć na swoje prace pod kątem tematów, to do jakich kluczowych kwestii ciągle powracasz?
Jestem młodą kobietą, więc interesują mnie doświadczenia kobiet. Jestem także lesbijką, dlatego pociąga mnie temat seksualności i miłości, szczególnie między dziewczynami lub chłopakami. Zawsze kończę z tymi wątkami, świadomie lub nie. Ostatnio wszystkie moje filmy sprowadzają się do romansów.

Miło zobaczyć queerowe związki w romantycznym świetle/przez pryzmat romansu. Często są pokazywane jako tragedie, skazane na porażkę.
Zgadzam się. Czytałam niedawno artykuł, w którym napisano, że ciężko znaleźć homoseksualny romans ze szczęśliwym zakończeniem. Bardzo mnie to zaciekawiło. Chcę pokazać queerowe historie w naturalny sposób, jako coś normalnego — w końcu tak wygląda miłość w przypadku większości par. Wolę to od przesadnej seksualizacji i ostentacyjności. Queerowe związki zawsze traktuje się surowo, nawet filmowcy, których uwielbiam — jak np. Larry Clark — pokazują bardzo mroczny świat nastolatków, pełen narkotyków. Chciałam się tego wystrzegać. Sztuka pełna piękna i szczęścia jest czasem jak powiew świeżego powietrza.

Może też być bardzo mocna.
W przyszłości chciałabym się w to bardziej zagłębić. Mam wrażenie, że queerowe filmy traktuje się jako oddzielny gatunek sam w sobie. Oglądasz „queerowy film", a nie komedię romantyczną, w której główni bohaterowie są akurat dwoma chłopakami.

Masz bardzo charakterystyczną estetykę. Gdy zajmujesz się czymś tak złożonym, jak pierwszy, queerowy związek, czy świadomie starasz się, żeby piękne, marzycielskie obrazy nie spłyciły tematu lub nie były tylko pożywką dla fetyszystów?
To ciekawe pytanie. Właśnie pracuję nad kolejnym filmem — zdjęcia zaczynamy za dwa tygodnie, a całość ukaże się w grudniu. Temat jest o wiele cięższy, pojawia się dużo dialogów, samobójstwo... To dość mocna rzecz. Już jestem ciekawa, co z tego wyjdzie. Nie mogę użyć tej samej marzycielskiej estetyki, bo chcę przedstawić brutalną rzeczywistość.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Pewnie ciężko jest porzucić wrodzony styl. To jak próba mówienia bez akcentu. Czy można zaburzyć coś tak naturalnego dla twoich prac?
Dokładnie. Bez względu na temat i na to, jak ciężki może się wydawać, z estetycznego punktu widzenia zawsze chcę, by było pięknie.

Wracając do twojego kolejnego projektu — większość młodych filmowców mierzy w Stany Zjednoczone. Twoje filmy są bardzo mocno osadzone w pięknej, wyidealizowanej wersji Australii. Jak myślisz — czy te historie sprawdzą się, gdy przeniesiesz je na inne terytoria?
To takie typowe. Twoje otoczenie nigdy nie jest tak romantyczne czy ekscytujące jak to, co po drugiej stronie płotu. Miałam dziś spotkanie z dziewczynami z marki Ellery, rozmawiałyśmy o wspólnym filmie. Powiedziały: „Fajnie byłoby nakręcić coś w Sydney. Wszędzie tylko Paryż, Paryż, Paryż!", a ja myślałam tylko: „Cholera, a ja tak bardzo chcę pojechać do Paryża!". Rynki za oceanem bardzo lubią Australię i nasze naturalne środowisko. Kocham Australię, jej dzikość i ostre słońce.

@cloudyrhodes

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Wendy Syfret
Zdjęcia: Cloudy Rhodes

Tagged:
Australia
LGBT
queer
LGBTQ
miłość
Kultura
Romans
cloudy rhodes