Reklama

biżuteria z drukarki

Holy Faya łączy baśnie, kulturę hakerów, hip-hop i historię, projektując dla Fka Twigs i Berniego Sandersa.

tekst Hannah Ongley
|
30 Grudzień 2016, 5:28pm

W pracowni marki Holy Faya w Sunset Park na Brooklynie czuję się trochę, jakbym była w dwóch światach jednocześnie. Na zewnątrz słychać warkot ciężarówek z pobliskiej autostrady Gowanus i syk petów, które robotnicy wrzucają do kałuży. W środku stoi rząd pomrukujących drukarek 3D, a wokół nich inkrustowane, złote grille, ręcznie zdobione cekinami kostiumy z połyskującymi frędzlami na sutkach, poduszki w kształcie pączka z dziurką, stolik z ciasteczkami i sokiem pomarańczowym, dwa puchate koty, a na ścianie psychodeliczna kotara, przedstawiająca Berniego Sandersa. Jedna z drukarek powoli rzeźbi neonowozielony kastet z nadrukowanym hashtagiem #BLACKLIVESMATTER. Twórczynie marki Holy Faya, Nelly Zagury i Célię Elmasu, zainspirowało spotkanie grupy BLM podczas imprezy Everyday People oraz kolaboracja z festiwalem Afropunk. Tworzyły też one projekty dla FKA Twigs, Rashaada Newsome'a, a nawet Berniego Sandersa. Tak, naprawdę.

Holy Faya jest gdzieś pomiędzy rzeczywistością, a snem. Projekty marki łączą w sobie teatralność i inspiracje kulturą hakerów, splatają hip-hop z historią i oldskulowe rzemiosło z nowoczesym wzornictwem. Ich ostatnim projektem jest seria zdobionych, uniseksowych słuchawek dousznych, inspirowanych serią Beats by Dre. („Co się stanie, kiedy kobiety zniekształcą ukochaną markę?" pytają Nelly i Célia). Dziewczyny poznały się dziesięć lat temu na kursie przygotowawczym do studiów artystycznych w Paryżu. Potem obie poszły w różne kierunki - Nelly rozrysowywała biżuterię dla Chanel i Lanvin, a Célia zajęła się wzornictwem butelek wódki Cîroc, którą reklamował P. Diddy. Następnie Célia przeniosła się do Doliny Krzemowej, gdzie zakochała się w Amerykaninie, z którym wyjechała do Nowego Jorku. Nelly odwiedziła ją w jej brooklyńskim domu, zakochała się w mieście i znalazła pracę u artysty Matthew Barneya. Wkrótce narodziła się Hola Faya. Spotkałam się z Nelly i Célią, żeby pogadać o tworzeniu snów, promowania różnorodności oraz o tym, dlaczego Brooklyn rodzi magię.

Opowiedzcie o początkach waszej współpracy.
Célia: W pewnym momencie razem z Nelly rzuciłyśmy pracę i zaczęłyśmy działać razem. Znałyśmy proces produkcyjny od A do Z i chciałyśmy same spróbować naszych sił. Uwielbiamy musicale i baśnie, dlatego zamknęłyśmy się w pokoju i przez dwa tygodnie rysowałyśmy biżuterię, którą mogły nosić bajkowe postacie. Dwa tygodnie kreatywności. W pewnym momencie postanowiłyśmy: „Okej, robimy to". W salonie elektronicznym obok mojego domu w Park Slope znalazłyśmy te drukarki 3D. W szkole miałyśmy inne maszyny, te są trochę wolniejsze. Ale mają o wiele szerszy wybór kolorów. Pomyślałam: „Czekaj, czekaj, to jest ekstra!". No więc zaczęłyśmy robić łańcuszki w różnych kolorach.

Jak nawiązałyście współpracę z FKA Twigs?
Nelly: Po prostu poszłyśmy na jej koncert. Była inspiracją naszej pierwszej kolekcji - pierwszy szkic, który zrobiłyśmy dla pierwszej postaci z musicalu. Próbowałyśmy stworzyć egzotyczną Maryję Dziewicę, szukałyśmy więc odpowiedniej seksownej kobiety. Ona była wprost doskonała - znacie jej klip do „Water Me"? Jej zmysłowość zainspirowała nas tak bardzo, że zaczęłyśmy rysować na jej twarzy. Dosłownie wydrukowałyśmy jej twarz, a na niej narysowałyśmy Niepokalane Serce Maryi Zawsze Dziewicy - ogień i święty miecz. Był to pierwszy rysunek, wisiał u nas w sypialni dobre pół roku. Wtedy dowiedziałyśmy się, że FKA ma grać w Brooklyn Hangar. Poszłyśmy na koncert i powiedziałyśmy jej, że była inspiracją całej kolekcji. Była kochana, przytuliła nas i powiedziała: „O mój Boże, to wspaniale", po czym założyła nasz projekt na scenie. Podjęła ryzyko. Prawdziwa artystka. Jest wolna i nikomu nie pozwala wmówić sobie, co ma nosić.

Podjęłyście współpracę z Black Lives Matter i stworzyłyście projekty dla wielu artystów o innym kolorze skóry niż biały. Czy to, że jesteście Francuzkami, ma wpływ na wasz stosunek do amerykańskich problemów rasowych?
Célia: Dorastałyśmy w bardzo różnorodnym środowisku. U nas nie było czarnych i białych - wszyscy byli po prostu Francuzami. Nie było podziału na „czarnych Francuzów" i „białych Francuzów". Tutaj sytuacja ma się inaczej i wciąż się przyzwyczajamy.

Nelly: Francja też nie jest wolna od uprzedzeń - nie chodzi nam o to, że tam jest lepiej. Ale amerykańska historia segregacji rasowej to już inna kwestia. Zawsze staramy się zaznaczać, że nasza praca nie ma nic wspólnego z procesem zawłaszczania kultury. Chodzi raczej o uznanie tych, których podziwiamy i łączenie ludzi. Bardzo uważnie wybieramy sobie tematy, chcemy mieć świadomość, skąd pochodzą nasze inspiracje i staramy się dedykować prace kulturze, z której czerpiemy. Idea Holy Faya polega na łączeniu dwóch światów. Istnieje „holy", czyli „święta" kultura zachodu - strona baśniowa, natomiast „faya" jest jak „ogień" w języku jamajskim. W każdym projekcie mieszamy różne kultury. Na przykład egipski naszyjnik i alfonsa, albo Frankensteina i Missy Elliott. Chcemy wyrazić zrozumienie na wielu płaszczyznach. Najważniejszy dla nas jest hołd złożony różnorodności. 

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Wygląda na to, że jesteście fankami Berniego Sandersa. Czy kotara jest częścią kolejnej współpracy?
Célia: Tak, zrobiłyśmy projekt biżuterii z napisem „Bernie dla demokracji", z myślą o imprezie, którą współorganizowałyśmy we Flash Factory. Nazywała się „Bern NY Bern" i przyszło na nią parę znanych aktorek - Susan Sarandon, Gaby Hoffman, Zoë Kravitz. Zrobiłyśmy instalacje - na imprezie rozstawiłyśmy drukarki i budkę zdjęciową. Był to nasz pierwszy polityczny event, spodobało nam się i miałyśmy ochotę zrobić ich więcej. Jesteśmy w trakcie rozmów z Apache Stronghold, chcemy wesprzeć protestujących przeciwko projektowi Dakota Access Pipeline w Standing Rock. Zależy nam na równowadze pomiędzy baśnią, a zaangażowaniem w prawdziwe problemy.

Który z artystów byłby dla was wymarzoną inspiracją?
Nelly: Beyoncé. Uwielbiamy Beyoncé. Uwielbiamy też nieco bardziej alternatywnych artystów, ale dorastałam słuchając Destiny's Child i kocham ją bezgranicznie. Zawsze gdy mam doła, Beyoncé jest ze mną. Za każdym razem mówi mi: „Dziewczyno, nie płacz za tym kretynem". Byłoby bosko pracować też z Missy Elliott.

Kolekcja zainspirowana Beats by Dre jest o wiele bardziej związana ze światem technologii niż inne wasze poprzednie prace. Czy miałyście to na uwadze?
Célia: Tak, chciałyśmy wnieść nieco technologii do Holy Faya. Zależało mi na tym, więc powiedziałam: „Zróbmy coś, co jest biżuterią, ale ma w sobie pierwiastek technologiczny". To ciekawa marka o wizualnej identyfikacji, którą wszyscy kojarzą. Za każdym razem kiedy jedziesz metrem, widzisz Beats. Pomyślałyśmy, że byłoby super, gdyby z takiej wielkiej, szalonej, mainstreamowej marki zrobić baśń. Przeanalizowałyśmy Beats i dużo o niej myślałyśmy. Pomyślałyśmy „Zhakujmy ją". Dałyśmy sobie cztery tygodnie, podczas których stworzyłyśmy nie tylko sam produkt, ale też historię i film. Tożsamość Beats jest bardzo męska, pomyślałyśmy więc: „Może coś bardziej dziewczęcego?" Nawet kiedy projektanci konsultują się z kobietami, w ich designach widać, że są facetami. Widać od razu. W filmie bardziej chodzi o magię i zmysłowość. Dziewczynę [z filmu] poznałam w House of Yes w Bushwick. Była częścią spektaklu, w którym tańczyła zawieszona na szarfach - ma na imię Lola. Zakochałam się w niej. Ale zależało nam też na męskiej perspektywie.

W kolekcji słuchawek jest jednak nieco bardziej męska para i druga bardziej kobieca. Czy projektujecie mając na uwadze konkretną płeć?
Célia: Kiedy robiłyśmy nasze pierwsze projekty, przychodziło do nas bardzo wiele transseksualnych osób, które chciały je nosić. Uważam, że w Holy Faya ważne są role. Robimy coś, co jest kobiece i coś, co jest męskie. Ale to ty decydujesz, kim chcesz być, kiedy to założysz. Nadajemy naszej biżuterii rolę, ale nasi klienci mogą z nią robić co chcą. Jeśli mężczyzna chce nosić coś, co w filmie jest na dziewczynie, to kogo to obchodzi? Znacie Rashaada Newsome'a?

Tak, jest niesamowity. Niedawno odwiedziłam go w studiu.
Célia: Co roku organizuje bal heroldów. Byłyśmy na nim w zeszłym roku. Z tej okazji zrobiłyśmy specjalną biżuterię dla niego i małe korony na każdą z butelek. Bardzo się podobały członkom społeczności voguingowej. Czułyśmy się naprawdę wyróżnione. Na balu było tyle miłości, cieszyłyśmy się, że możemy być jego częścią. Społeczności, które muszą sobie radzić z przeciwnościami zawsze są najbardziej kreatywne. To było dla mnie najważniejsze. Dlaczego miałybyśmy projektować dla jednej płci? To takie nudne.

holyfaya.cominstagram.com/holyfaya

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst Hannah Ongley
Zdjęcia Stanisław Boniecki