zmierzch bogów na obrazach łukasza stokłosy

Pałacowe wnętrza, filmy o wampirach, Visconti i gejowskie porno to inspiracje, które w swoich mrocznych obrazach wykorzystuje Łukasz Stokłosa zaliczany do „100 malarzy jutra”.

tekst Mateusz Góra
|
25 Kwiecień 2017, 7:00am

W 2014 roku na wystawie w londyńskim Beers Contemporary, „100 Painters of Tomorrow", pokazane zostały prace Łukasza Stokłosy, krakowskiego 31-letniego malarza, który w swoich obrazach łączy inspiracje na co dzień tak odległe od siebie, jak to tylko możliwe. Łukasz pokazuje pałacowe wnętrza wyłaniające się z mroku, portrety przedstawiające bohaterów z jego ulubionych filmów i malarskie stopklatki z gejowskiego porno. Dopiero razem te trzy przewodnie tematy tworzą narracyjną całość jego wystaw. Najnowsza, „Misfits", była prezentowana w krakowskiej Galerii Zderzak. Tym razem w mrocznej wizji świata, jaką prezentuje Stokłosa, pojawiło się więcej erotycznego napięcia. Wybraliśmy się więc razem z Łukaszem w podróż po ciemnych zakamarkach historii i sekretach świata artystokracji, którego już nie ma.

Kiedy patrzę na twoje portfolio, widzę w nim żelazną konsekwencję. Od lat obracasz się w obrębie tych samych motywów. Jak dochodziłeś do tej świadomości?
Myślę, że momentem przełomowym był koniec studiów. Te motywy pojawiły się w mojej twórczości właściwie w okolicach 2009-2010 roku. Od dawna interesowałem się jednak kinem, w szczególności filmami Viscontiego i kampem.

Czy nieustannie poruszanie tych samych tematów cię nie nudzi?
Zastanawiam się nad tym często, ale na pewno mnie nie nudzą. Gdyby mnie nudziły, to zacząłbym to zmieniać. W sumie nie wiem, czy zajmuję się tym tak bardzo długo. 6 lat to chyba nie aż tak dużo. Nie odpowiedziałem sobie jeszcze na to pytanie. Na razie dobrze się w tym czuję i sprawia mi to dużo satysfakcji.

Pokazujesz wnętrza pałaców, obecnie otoczone kiczowatą otoczką atrakcje turystyczne, w mrocznym wydaniu, bez blichtru i przerysowania. Do tego dochodzą portrety postaci z filmów i obrazy inspirowane gejowską pornografią. W jaki sposób te trzy motywy się uzupełniają, tworzą całość?
Inspiruje mnie kontekst filmowo-kulturowy i podróże do różnych miejsc, gdzie zbieram materiał fotograficzny do obrazów. Kiedy jednak przedstawiam miejsce, staram się rozbudować jego kontekst o to, co mogło się tam wydarzyć. Pokazać, jak naprawdę żyli tam kiedyś ludzie.

Łukasz Stokłosa, Louis de Pointe du Lac, Brad Pitt, 2014.

Łukasz Stokłosa, Kensington Palace, 2016.

Zazwyczaj nie jest to wizja optymistyczna. Masz tendencję do patrzenia na rzeczywistość w pesymistyczny sposób.
Interesuje mnie proces umierania, oddzielania od świata. Kiedy przechodzę przez jakiś pałac i widzę tłum turystów, uświadamiam sobie, jak musiało wyglądać życie ludzi, którzy kiedyś tam mieszkali, jak musiało być koszmarne, niezależnie od tego, czy byli służącymi czy rodziną królewską. To nie były łatwe życiorysy. To prawda, mam tendencję do skupiania się na negatywnych sytuacjach. Te miejsca stały się bombonierkami, a ja wyciągam kontrast pomiędzy tym, co teraz i tym, co działo się tam w przeszłości.

Co szczególnie przyciąga twoją uwagę w tych miejscach i postaciach z filmów?
Kiedy sięgam do filmów, najczęściej wyciągam z nich motywy homospołeczne, homoerotyczne. Lubię wyciągać postaci z tła. Nie skupiam się na głównych bohaterach, ale tych, którzy są zepchnięci na drugi plan - na przykład książęta, którzy nigdy nie zostali władcami. Wyciągam te postaci, bo są dla mnie o wiele bardziej interesujące, zostają wypchnięte poza kanon. W ten sposób postrzegam też kobiecość - ciekawią mnie despotyczne królowe albo prostytutki, zamiast idyllicznej wizji księżniczek.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Na czym polegają twoje „podwójne portrety", jak je kiedyś nazwałeś. Podpisujesz je równocześnie nazwiskiem aktora lub aktorki i postaci, w którą się wcielają.
To jest właśnie motyw podwójności, gry. Zawsze mamy do czynienia z nieprawdziwym podpisem, bo to ani nie jest Meryl Streep ani postać, którą gra. Staram się uchwycić dwoistość, dwie historie rozgrywające się jednocześnie, chociaż żadna nie jest prawdziwa. To rodzaj podwójnego kostiumu.

Czy jest w tym ironiczny potencjał? Czy można mówić jeszcze poważnie i bez dystansu o blockbusterach, tym wszystkim, co jest zanurzone w popkulturowym sosie?
Nie, zupełnie nie. To czasem jest nawet śmiertelnie poważne. Nie do końca biorę pod uwagę popkulturę, nie dzielę tego w ten sposób. Materiały wizualne służą mi do zobrazowania historii, które są dla mnie osobiste.

Łukasz Stokłosa, bez tytułu, 2016.

Łukasz Stokłosa, bez tytułu, 2014.

No właśnie, na pierwszy rzut oka wydaje się, że twoje źródła inspiracji są totalnie eklektyczne, nie ma między nimi wielu wspólnych cech. Co może łączyć wnętrza sprzed kilkuset lat z „Wywiadem z Wampirem" i gejowskim porno?
Chodzi mi o mieszanie różnych źródeł kultury wizualnej. Pojawiają się motywy z filmów pornograficznych, oper mydlanych i filmów Herzoga. Traktuję te źródła jako cały zbiór, bez wartościowania, czy coś jest lepsze czy gorsze. Przede wszystkim chodzi o nastrój historii. Interesują mnie przede wszystkim te tragiczne, bez happy endu.

Tak narracyjne myślenie jest bardzo charakterystyczne dla kina.
Zależy mi na narracyjności, kiedy tworzę wystawę, ale równocześnie obrazy są dla mnie integralnymi całościami. Mimo wszystko moim celem jest uzyskanie efektu, kiedy obraz nie potrzebuje towarzystwa. Te trzy tematy - wnętrza, portrety i obrazy inspirowane pornografią są mi niezbędne, żeby świat przedstawiony był kompletny. Wtedy całość zaczyna działać, można dostrzec wszystkie elementy dramatu.

Z każdym rokiem twoje obrazy stają się coraz bardziej mroczne, czy tak już zostanie?
Nie, ostatnio jednak moje obrazy się trochę rozjaśniły, najnowsza wystawa jest bardziej erotyczne i zmysłowa niż poprzednia, opowiadająca o zmierzchu, schyłku i śmierci.

Skąd taka zmiana?
Trudno powiedzieć. Pojawiają się tematy, które przykuwają moją uwagę i z tego buduje się całość, narracja. Czasem działa to jak kula śniegowa - jeden temat powoduje moje zainteresowanie kolejnym. Motywy homoerotyczne pojawiają się w moich obrazach od początku. Nie powiedziałbym jednak, że to zmiana. W wypadku tej wystawy ten element wyszedł po prostu na pierwszy plan. Umieranie, architektura, przechodzenie z jednego stanu do innego są jednak nadal wyraźne w moich obrazach.

Czy pokazywanie seksu gejowskiego jest w naszych czasach jeszcze czymś, co szokuje ludzi? Czy sięganie po motywy homoerotyczne powoduje jakieś problemy?
Dla mnie to jest zupełnie neutralne, nie myślę na co dzień, czy to jest przeszkoda, czy nie. Nie wyobrażam sobie też, że miałbym chować do szafy jakąś część swoich zainteresowań i inspiracji, nawet jeśli wiązałoby się to z ryzykiem. Swoją sztukę traktuję osobiście, bo jest też trochę o mnie i miałbym poczucie niekompletności tego, o czym opowiadam. Moim celem nie jest jednak szokowanie, ale opowiadanie o czymś, co jest dla mnie bardzo ważne.

A nie czujesz, że czasem za bardzo uniwersalizujemy? Nie mówimy o tym, że coś jest „gejowskie", żeby się nie zamykać w szufladce, a przecież to może być częścią emancypacji.
Emancypacja jest zawsze ważna. Zastanawiam się teraz, czy ja uniwersalizuję. Nie miałbym problemu, żeby przyznać, że jestem artystą gejowskim, chociaż to nie jedyne, co mogę o sobie powiedzieć, Zresztą Paweł Leszkowicz wrzucił mnie do książki „Arte Pride. Polska sztuka gejowska", czyli mam już swoją łatkę (śmiech). 

Łukasz Stokłosa, Lucy Harker, Isabelle Adjani, 2014.

Łukasz Stokłosa, Il Gattopardo, 2014.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra
Zdjęcie: Joanna Wzorek

Tagged:
LGBT+
Kraków
malarstwo
sztuka wywiady
mateusz góra
łukasz stokłosa