ważne są emocje

Nowoczesny ilustrator prawdopodobnie nie musi dotykać ołówka, wszystko jest w stanie zbudować za pomocą komputera i wyobraźni. A może nowoczesność to szerokie myślenie o odbiorcach i medium, zabawa popkulturą. Postawa, która jednego dnia pozwala...

tekst Basia Czyżewska
|
13 Maj 2015, 11:55am

W twoich rysunkach bardzo ważne są dziewczyny - młode, dynamiczne, ubrane w ciuchy z najnowszych pokazów… To potężny zastrzyk girl power!
Oglądam pokazy, lookbooki, kampanie - moda stanowi ważną część moich inspiracji. Ale temat samych kobiet jest bardziej złożony: choć współczesne modelki, np. Anja Rubik, są piękne i intrygujące, to jednak od strony ilustracji pociągają mnie kobiety, które mają szerokie biodra, kobiece kształty, zupełnie inną sylwetkę. Jacek Borcuch otworzył mi na to oczy, mówiąc kiedyś, że moje rysunki są bardzo ejtisowe. Początkowo się z tym nie zgadzałam - zawsze myślałam raczej o latach 60., ale miał rację - mój typ kobiecości wyznaczają supermodelki z lat 80. i 90. Stephanie Seymour ze swoim idealnym… tyłkiem na plaży to dla mnie ideał kobiety.

Na czym polega dobra ilustracja?
To oczywiście bardzo szeroki temat, ale myślę, że przede wszystkim musi zwracać uwagę. Gdy na coś patrzysz, masz najpierw pomyśleć: „Wow!", a dopiero za chwilę zastanawiać się, co ta ilustracja właściwie oznacza. Czy ci się podoba, czy nie - to już inna sprawa, ale musi być w niej coś, co przyciąga wzrok.

Trudno jednoznacznie określić, co przedstawiają twoje grafiki, choć są bardzo intensywne. Można w nich wyodrębnić charakterystyczne motywy: wyszminkowane usta, czerwone migdałowe paznokcie, złotą biżuterię, tropikalne rośliny… Te motywy wypełniają całą przestrzeń, mają soczyste kolory, ale nie układają się w żadną historię.
To prawda, opowieść czy fabuła w ogóle mnie nie interesują, dla mnie najważniejsze są emocje. Relacja elementów - ust, dłoni, oczu - które budują przekaz. Usta mogą krzyczeć albo się uśmiechać, dłonie czegoś dotykają lub na coś wskazują. Interesuje mnie dynamika poszczególnych elementów i sposób, w jaki wytwarza się między nimi energia. Spektrum jest tu szerokie: smutek, radość, napięcie seksualne…

Emocje można wyrażać na różne sposoby. Gdyby twoje rysunki wydawały dźwięki, jaką tworzyłyby muzykę?
(śmiech) Zawsze pracuję z muzyką, nie siadam do komputera bez słuchawek. Podczas projektowania „Ventilatora" przechodziłam ponowną fazę fascynacji starym Maanamem. Pracowałam nad tym projektem w styczniu i lutym zeszłego roku. To był taki klimat: Europa Środkowo-Wschodnia, chmura w kształcie czaszki unosząca się nad miastem i muzyka, która tylko wzmacniała tę energię - Szare miraże, Paranoja jest goła, może jeszcze Żądza pieniądza, poza tym Arcade Fire, Interpol i Joy Division, których uwielbiam od czasów liceum.

Zazwyczaj potrzebuję w muzyce pozytywnej energii. Pracuję po 8-12 godzin dziennie, więc nie wytrzymałabym przy nostalgicznym, melancholijnym brzmieniu. Teraz np. katuję BBC Essential Mix Frankiego Knucklesa. Superpozytywny, ciepły house. Moja druga playlista, którą zatytułowałam Flow, to już R&B, soul, funk i trapy - Marvin Gaye, Al Green, Schoolboy Q, Gil Scott-Heron. To moja codzienna stymulacja muzyczna.

Więc może właśnie Kora sprawiła, że „Ventilatory" tak się różnią od twoich dotychczasowych projektów? Brudna, nieczytelna grafika, nawet podeszwa wydaje się zbryzgana farbą.
Na ten projekt złożyło się wiele kwestii. Po pierwsze wykrój buta jest bardziej skomplikowany. Trudno byłoby umieścić tu moje klasyczne rysunki bez zniekształceń. Inna sprawa to moje trzytygodniowe wakacje w Nowym Jorku, które były ogromnym zastrzykiem inspiracji, zwłaszcza jeśli chodzi o poznanych tam ludzi. Jestem typem, który wierzy raczej w ewolucję niż rewolucję, trzymam się mocno własnego stylu, ale pod wpływem tych doświadczeń postanowiłam zrobić coś inaczej. Spora część mojej pracy związana jest z butami sportowymi, mimo że sama w ogóle ich nie noszę - to te są pierwsze, które założę. Paradoksalnie właśnie ten model jest najbardziej mój. Uwielbiam mocny i trochę brudny design, połamane projekty, wyrwy i dziury, zwłaszcza jeśli całość utrzymana jest w klasycznej równowadze. Pozdzierane plakaty na ulicy to jedna z tych rzeczy, która zajmuje sporą część moich inspiracji na dysku - dobrze zdarty plakat to jest coś!

Olu, jesteś pożeraczem obrazków?
Taaak, praca badawcza stanowi połowę mojego rysowania. Mam pięć notesów i folder vintage z plakatami, reklamami, okładkami magazynów - jakieś 13 tysięcy plików, których przeglądanie systematycznie zawiesza mi komputer. Poza tym mam jeszcze foldery dotyczące przestrzeni, architektury, wzorów, mebli… W zależności od tego, nad czym aktualnie pracuję, przeglądam je bardzo świadomie i wyławiam inspiracje. Czasami są to kolory, czasami jakiś punkt, za każdym razem znajduję w nich coś nowego. To moja obrazkowa pamięć zewnętrzna.

Gdybyś więc miała narysować swój rok 2015 w oparciu o takie notatki, co by to było?
Ostatnio niezwykle interesują mnie wnętrza, obiekty, meble i bardziej abstrakcyjne formy, które można by nazwać martwą naturą, gdyby nie to, że z naturą mają niewiele wspólnego. Oprócz tego - architektura i sztuka w przestrzeni publicznej, wszelkiego rodzaju instalacje i rzeźby, ale też fasady łączące neobarokowe stiuki z nowoczesnymi materiałami. Plus klasyczne rzeźby i geometryczne mock-upy jak z packshotów Opening Ceremony. No i jeszcze scenografie pokazów mody projektowane przez Bureau Betak. Więc myślę, że byłaby to kompozycja łącząca te elementy - błękit, róż, żółć, biel marmuru. Nawet przy rysowaniu skóry trochę idę ostatnio w stronę porcelany, więc jeśli postać, to mniej byłoby w tym ostrej czerwieni, a więcej ciepłej i miękkiej skóry reagującej na dotyk. Tak to sobie wyobrażam, ale jaki byłby efekt końcowy?! Tego nigdy nie wiadomo, dlatego każdy projekt to trochę wycieczka w nieznane.

Na co teraz czekasz?
Łapiesz mnie w bardzo nudnym momencie (śmiech), gdy nie mam specjalnych marzeń i jestem bardzo zadowolona ze swojego życia takiego, jakie jest. Czekam na reakcje po premierze „Ventilatora", to zupełnie nowy kierunek w moim portfolio, więc trudno przewidzieć, jakie będą tego konsekwencje.

Jakiś czas temu bardzo w swoim stylu zestresowałam się tym, że w ogóle się nie stresuję (śmiech). Więc zmotywowana stresem rozesłałam swoje portfolio do różnych miejsc na świecie. Ta spamowa działalność zaowocowała kilkoma dobrymi kontaktami - napisałam m.in. do Leaf Greener, której pracę i styl bardzo cenię. Miła wymiana mailowa przerodziła się w poważniejszą sprawę, bo Leaf poleciła mnie swojemu chińskiemu agentowi. Jestem więc w tej chwili w trakcie podpisywania umowy z D'ELE, jedną z większych agencji reprezentujących fotografów i stylistów na chińskim rynku - będę jej jedynym ilustratorem. Jestem ciekawa, co z tego wyniknie, bo to kompletnie inny rynek, inni klienci i oczekiwania oraz bardzo modowy temat.

Pewnie kiedyś na takie pytanie odpowiedziałabym, że czekam na moment, gdy Louis Vuitton wypuści serię torebek z moimi ilustracjami, nawet gdyby miało się to zdarzyć jak z Yayoi Kusamą po 80-tce (śmiech), ale już mi przeszły takie pomysły. Teraz ważne jest dla mnie to, by się rozwijać, pracować z ludźmi, którzy robią nowe i przełomowe rzeczy, dawać sobie szansę na nowe odkrycia.

Aleosa

Kredyty


Tekst: Basia Czyżewska
Grafiki: Olka Osadzińska

Tagged:
Reebok
Ventilator
grafika
urodziny
Μόδα
sztuka
rysunki
ilustracja
Kolaboracja
25 lat
sneakery
Reebok Classic
Olka Osadzińska
kolaboracje
aleosa