Reklama

rysowane na skórze

Tusz za rogiem, słynny duet tatuażystów minimalistów, opowiada nam swoją historię.

tekst i-D Team
|
19 Luty 2015, 12:50pm

zdjęcie: Kamil Zacharski

Spotkaliśmy się w ich studiu w samym centrum Warszawy. W weekend okolica tętni życiem do późnych godzin nocnych, w środku tygodnia jest tu znacznie spokojniej. Wchodzę na jedno z charakterystycznych dla stolicy podwórek studni. „Klatka schodowa w podwórzu, na prawo od Maryjki, szóste piętro". Tylko maska na drzwiach wyróżnia je od innych w kamienicy. To właśnie za nimi przyjmują Grzegorz Jarzynowski i Szymon Małecki z Tuszu za Rogiem.
Nie mają pełnej jasności skąd wziął się ten pomysł na właśnie takie tatuaże. Szymon podsunął Grzegorzowi pomysł, by rysunki robione cienkopisem w zeszycie przenieść na ludzką skórę. Jakiś czas potem Szymon na kilka miesięcy wyjechał do Paryża, po powrocie okazało się, że Grzegorz ma już na koncie około 30 wykonanych projektów. I tak to się zaczęło.
— Mój pierwszy tatuaż był jednocześnie pierwszym Grzegorza — opowiada oszczędnie o swoich początkach Szymon.

Potem wszystko potoczyło się szybko. Na początku przychodzili do nich znajomi z roku i podwórka, później sąsiedzi, a dalej już pocztą pantoflową poszło w świat.
— Tydzień od założenia Facebooka przyszedł pierwszy człowiek „z ulicy" — wspomina Szymon.
Obydwaj zaczynali od rysunku. Grzegorz studiował na akademii, Szymon jest samoukiem po Filozofii. Obydwaj zaczynali od rysunku — naszym przypadku tatuaż właśnie przedłużeniem rysowania.
— Dla mnie ważne jest, aby nie pokrywać tuszem dużych powierzchni, żeby pomiędzy czernią a czernią wyłaniała się skóra, dzięki temu tatuaż nabiera światła, i staje się częścią ciała, a nie jest do niego dodatkiem — tłumaczy Grzegorz.
— Skóra jest powierzchnią nieeuklidesową, co daje więcej możliwości, niż papier — dodaje Szymon.
Wszystkiego nauczyli się sami: oglądając filmy, studiując geometrie oraz anatomię i po prostu ćwicząc. Cechą charakterystyczną Tuszu za Rogiem jest operowanie czernią i z użyciem kropek i linii.
— Czarny kolor z białą skórą świetnie gra, jest w tym perfekcyjny dualizm — mówi Grzegorz.

Choć kilka razy słyszeli, że Tusz za Rogiem to jedna osoba, ich style się różnią. Kreska Grzegorza jest znacznie lżejsza, Szymon z kolei prowadzi linię grubiej i bardziej komiksowo. Ale, jak zaznaczają, cały czas się uczą i rozwijają w tej dziedzinie.
— Nasz styl nie wynika z tradycji w jakikolwiek sposób powiązanej z kulturą tatuażu — podsumowuje Szymon.
Zapytani, skąd czerpią inspiracje, odpowiadają, że zewsząd: ze sztuki czy choćby z literatury i snu.
— Przeglądamy różne albumy i analizujemy kompozycje w malarstwie. Historia sztuki jest kopalnią pomysłów, pokazuje, jak ludzie patrzyli w danym okresie i jakie mieli pomysły na to, by patrzeć inaczej — mówi Grzegorz.

Czasem ich projekty powstają wcześniej jako rysunek, niekiedy bezpośrednio na skórze. Klienci często przychodzą do nich z gotowymi pomysłami, innym razem tylko z inspiracją. Zdarza się też, że ktoś przynosi własny rysunek. Raz tematem tatuażu były trzy strony z Mistrza i Małgorzaty — mówi Grzegorz, Szymon z kolei — sen, który przyśnił się jednej z klientek. Inspiruje ich też po prostu życie.
Bo to właśnie kobiety są głównymi klientkami chłopaków, stanowią blisko 90 proc. wszystkich zainteresowanych! Choć w środowisku Tusz za Rogiem uważane jest za hipsterskie studio, do Szymona i Grzegorza przychodzi cały przekrój społeczeństwa w różnym wieku, młode dziewczyny, panie robiące sobie prezent z okazji pięćdziesiątki, a nawet 60- i 70-latki.

Tusz za Rogiem działa od blisko trzech lat. Niestety nie tak łatwo zapisać się do nich na spotkanie, przeważnie czeka się około trzech miesięcy. Choć zdarza się i dłużej. Starają się robić nie więcej niż 3 tatuaże dziennie, ale bywało, że robili ich po pięć — to było zwyczajnie niezdrowe
Tworzenie samego rysunku na ciele to tylko jeden z elementów ich pracy. Odpowiadanie na maile jest najmniej ciekawą jej częścią, tym bardziej że nie mają smartfonów i nie są non stop podpięci do internetu. Poznawanie ludzi i rozmowa są znacznie przyjemniejsze, od razu przechodzą ze swoimi klientami na przyjacielską stopę i nawet do 80-letniej pani zwracają się po imieniu.
— Kontakt z drugą osobą jest bardzo ważny, bo ona cały czas uczestniczy w powstającym projekcie i także ma na niego wpływ — mówią.
Sporo czasu zajmuje omówienie pomysłu, jeśli to potrzebne, narysowanie tatuażu na kartce. Samo przenoszenie go na skórę trwa od 15 minut do kilku godzin.

Ból określają jako sprawę bardzo indywidualną. Sporo czasu poświęcili na studiowanie ludzkiej anatomii i unerwienia człowieka.
— Dużo zależy od psychiki, ale też od miejsca. Najbardziej bolesne są dłonie od wewnątrz, usta, stopy, łokcie, szyja i twarz. Ważne, aby przyjść najedzonym i wyspanym — mówią.

Nie używają maści znieczulającej. Twierdzą, że wykonywanie tatuażu musi jednak boleć.
— To dobrze, że boli. Inaczej byłoby za łatwo — tłumaczy Grzegorz.
— Ból jest częścią przeżycia, które trzeba zaakceptować w całości. Chodzi nie tylko o samo posiadanie tatuażu, ale też o doświadczenie jego powstawania. Trzeba się zmierzyć z samym sobą. Jest to zwycięstwo ducha nad ciałem — dodaje Szymon.

Bywa, że odmawiają, ale tylko wtedy, gdy nie czują pomysłu klienta lub ktoś chce, by skopiowali cudzy projekt. Nie powtarzają wykonanych już tatuaży.
— Jeśli coś jest dla mnie niezrozumiałe, nie robię tego — mówi Grzegorz.
— Tatuaże są potrzebą naszej cywilizacji, stanowią próbę samookreślenia, to coś, co możesz mieć niezbywalnie, dla siebie, i czego nie można sprzedać.

Praca Chłopaków w Tuszu zajmuje sporo czasu, starają się nie zamykać w jednej dziedzinie. Grzegorz tworzy murale i prowadzi kursy rysowania dla dzieci, Szymon pod koniec lutego otwiera wystawę w Muzeum Współczesnym we Wrocławiu, na której pokaże obrazy, wideo oraz instalacje. Od czasu do czasu spotykają się też ze znajomymi, aby… wspólnie rysować. Efekty można zobaczyć tu

tusz za rogiem

Kredyty


tekst: Kaja Werbanowska
zdjęcia Kamil Zacharski

Tagged:
Beauty
wywiad
grafika
dziary
Kamil Zacharski
kaja werbanowska
grzegorz jarzynowski
szymon małecki
tusz za rogiem