każdy czasem bywa smutną grubaską

Poznaj dziewczynę, która bez ogródek mówi o naszych słabościach i na Facebooku obserwuje ją już ponad 100 tysięcy osób.

tekst Mateusz Góra
|
06 Czerwiec 2016, 9:25am

W świecie Smutnych Grubasek liczy się dobre, chociaż niekoniecznie zdrowe, jedzenie i historie z życia - o miłości, przyjaźni i różnych codziennych problemach. A wszystko po to, żeby każda z ponad 100 tysięcy osób, które dołączyły na Facebooku do grona Grubasek, poczuła się lepiej. Rozmawiamy więc z dziewczyną, która rozpoczęła budowanie tej olbrzymiej wirtualnej grubaskowej rodziny o majonezie, kanonach i naszych słabościach.

Smutne grubaski to przewrotna nazwa. Osoby, które odrzucają narzucone kanony są uważane za nieszczęśliwe, a Ty udowadniasz, że to przecież zupełnie nie tak. Jak myślisz, co pomaga w zaakceptowaniu siebie?
Akceptacja to prawie zawsze jakaś forma kompromisu, który z kolei jest związany z wyrzeczeniem, rezygnacją, nic przyjemnego. Nie chcę siebie akceptować - chcę siebie lubić. Pomaga mi w tym całe mnóstwo czynników. Dbam o to, żeby wartości, które wyznaję, prowadziły mnie każdego dnia. Nie pozwalam nikomu na przekraczanie moich granic. Pomagają mi też ludzie, z którymi żyję - to bardzo ważne, aby mieć blisko osoby, dzięki którym czujesz się dobrym i ciekawym człowiekiem.

Smutne Grubaski powstały z potrzeby chwili czy to była przemyślana decyzja?
W pewien upalny letni dzień schroniłyśmy się z przyjaciółką w jej chłodnym mieszkaniu. Byłyśmy trochę smutne z klasycznych dziewczyńskich powodów: nieszczęśliwa miłość, kilogramów za dużo. Szukając odpowiedzi na pytanie, co w życiu jest ważne, jadłyśmy różne rarytasy z dyskontu spożywczego. Mix serków, żelek, paluszków, budyniów. Z taką pasją oddałyśmy się cierpieniu i jedzeniu, że sytuacja z melodramatycznej stała się komiczna. Lato, tak naprawdę beztroski czas, dwie grubaski i tymczasowe dramaty. Wydało nam się to tak zabawne, że chciałysmy się podzielić tym odkryciem ze znajomymi. W dwie minuty stworzyłyśmy fanpage i wrzuciłyśmy na niego utwór muzycznie ilustrujący nasz nastrój.

Potem niesystematycznie umieszczałyśmy na naszej stronie posty o codziennych sytuacjach, w których jedzenie było medium do określenia stanu ducha. Wszystko to miało na celu jedynie urozmaicić czas spędzany w internecie ludziom, którzy nas znają. Nagle polubienia zaczęły wzrastać w zupełnie niezrozumiały dla nas sposób. Wow, tyle osób jest zainteresowanych naszymi perypetiami?

A czy dostajesz informacje zwrotne od ludzi, że to, co robisz zmieniło ich w jakiś sposób?
Zmiana to długotrwały i bardzo złożony proces. Nie sądzę, że jestem u kogoś jej twórcą. Dostaję sporo wiadomości z podziękowaniem za to, co robię. Łagodzę smutek, likwiduję obciążające poczucie winy, daję radość - tak piszą. Mam nadzieję, że dzięki ociepleniu wizerunku grubaski udało się oszczędzić bolesnych słów komuś, kto nie jest „w kanonie".

No właśnie, grubaską może być każdy z nas, niezależnie czy chodzi na siłownię czy nie. Nieważne też, jaką w gruncie rzeczy ma sylwetkę albo jakiej jest płci. Na czym więc polega bycie grubaską?
To moment, w którym czujemy się bezradni, a przede wszystkim bezbronni. Kiedy ulegamy słabością lub postąpimy wbrew sobie. Małgorzata Halber użyła w swojej książce [„Najgorszy człowiek na świecie" — przyp. red.] porównania przy użyciu tego zwrotu. Nie wiem czy zna moją stronę, czy to przypadkowa sytuacja. Dokładnie opisuje stan, o jakim najczęściej piszę w postach:

„(...) mimo tego, co jest na zewnątrz i w dowodzie osobistym,

i w CV, w środku jesteś smutną grubaską.

I cokolwiek by się działo - jesteś smutną grubaską.

Jesteś rudym konusem, którego przezywali w podstawówce.

Jesteś brzydki.

Jesteś gorszy.

Nikt nie chce z tobą spędzać czasu.

Sonic Youth śpiewają o tobie: You aren't never going anywhere"

Umiejętność radzenia sobie z tym uczuciem jest jedną z ważniejszych rzeczy, jakich się nauczyłam.

A co jest najtrudniejsze w tym, co robisz? Jak sobie radzisz z hejterskimi komentarzami?
Może jedynie systematyczność - której oczekują spragnieni nowych fotografii czytelnicy. Ciągle mi się wszystko psuje, więc toczę elektroniczne walki. Od początku dbam o kulturę języka na stronie - kilka razy poprosiłam, żeby ludzie nie używali wulgaryzmów i tego nie robią! Hejterów znam tylko teoretycznie. Nie lubię internetowego humoru, memów, filmików itd. Nie obserwuję tego typu stron, więc nie spotykam się z hejt treściami. Przez ten cały czas i tych wszystkich ludzi tylko 1 raz ktoś napisał obrażający nie tylko mnie, ale wszystkich użytkowników post. Udostępniłam go, aby każdy miał możliwość odpisać. Wspaniałe w tej sprawie jest to, że nikt nie odpowiedział agresją na agresję. Żart i cynizm to dobra broń w takich sytuacjach. Kilkukrotnie otrzymałam wiadomości z zarzutami, że jestem okrutna, szydząc z otyłych osób. Starałam się wytłumaczyć tym osobom ideę, moje poczucie humoru i cel. Nie wiem czy zrozumiały, bo żadna z nich nie odpisała.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

W Smutnych Grubaskach zupełnie nie chodzi o promocję niezdrowego stylu życia, ale o dystans do życia, niewymaganie od siebie czegoś, co byłoby ponad nasze siły. Myślisz, że mamy z tym problem, że za bardzo chcemy żyć tak, jak z reklamy?
Trudno jest mi zająć takie ogólne stanowisko. Od wielu lat nie mam telewizora, sporadycznie z konieczności odwiedzam centrum handlowe, nie przebywam w miejscach obligujących mnie do kreowania fałszywego wizerunku. Opresyjny medialny model człowieka ma do mnie minimalny dostęp. Również ludzie z mojego otoczenia są dalecy od tego, żeby żyć jak telewizyjne wzorce. Wydaje mi się, że coraz więcej osób zauważa dysonans pomiędzy narzucanym stylem życia, a realnymi własnymi potrzebami. Mam taką nadzieję.

Co dla Smutnych Grubasek liczy się najbardziej? Czy są jakieś zasady, których powinna przestrzegać?
Dbać o siebie! O swoje bezpieczeństwo i poczucie wartości. Pomimo różnych doświadczeń ufać ludziom, a nie myśleć, że to potwory (takie mi piszą wiadomości!). Tak mi się wydaje. A najbardziej się liczy wiadomo: majonez, pizza i kola (uśmiech).

Udało ci się nawet stworzyć grubaskową rodzinę na Instagramie. Zaskoczyła Cię ilość ludzi, którzy zaczęli wysyłać Ci zdjęcia, dzielić się swoim podejściem?
Zupełnie nie. Wszyscy uwielbiają swoje jedzonko - odkąd pamiętam przez social media przewijają się zdjęcia potraw. Trochę dziwnie przeestetyzowane, ale zawsze były. W albumach od czytelników jest ponad 17 000 zdjęć. To taka przestrzeń dla każdego pozbawiona maniery upiększania. Miejsce spotkań, inspiracji i czasami ogromnych emocji. Instagram to konsekwencja działań na Facebooku. Zbiór zdjęć, które są dla mnie informacją: „myślę tak jak ty" lub po prostu są zabawne.

Jakie masz pomysły na rozwój? Istnieje już blog, kącik poetycki, co jeszcze szykujesz?
Marzy mi się wydanie nowego savoir vivru. Uważam, że stary się zdeaktualizował i już najwyższa pora na zmiany! Ilustrowany, ogólnodostępny savoir vivre - to kolejny etap.

Muszę też zapytać, zainspirowany twoimi zdjęciami - jakie jest twoje największe jedzeniowe marzenie?
Nie mam. Realizuję na bieżąco. Chociaż dawno, dawno temu chodziłam na hamburgera „ucho słonia" do klasycznego, jak na lata 90. fast food baru. I ten hamburger był z takim pysznym sosem. No to chciałabym ten sos.

@Smutne Grubaski

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra
Zdjęcia: @smutnegrubaskifamily

Tagged:
Kultura
spoleczenstwo