​muzyka i polityka, czyli garść klasycznych protest songów

Gdy w światowej polityce zaczyna się robić gorąco, czasem jedynym słyszalnym głosem rozsądku okazują się piosenki. Przypomnijmy sobie kilka najbardziej zaangażowanych utworów najbardziej zaangażowanych muzyków.

tekst i-D Staff
|
04 Styczeń 2016, 5:30pm

Grzegorz Ciechowski podczas koncertu Republiki w warszawskim klubie „Riviera

Zamieszki, zamachy, nienawiść, nierówność - nie ma chwili, by gdzieś na świecie nie działy się rzeczy, które trudno jest pojąć i znieść osobom choć trochę wyczulonym na ludzką krzywdę. W takich momentach do akcji wkraczają media, rosną oddolne (czytaj: internetowe) inicjatywy, głos zabierają także artyści. Oczywiście nie wszyscy, bo jednak niektórzy wybierają wewnętrzną emigrację. Ci, którym nie jest wszystko jedno, wyrażają swój sprzeciw czasem bezpośrednio, zostając zawodowymi (tfu) politykami, ale częściej po swojemu: poprzez sztukę. Powstają filmy, książki, spektakle, piosenki. Te ostatnie nawet dorobiły się własnej szufladki: mowa oczywiście o protest songach. Co jakiś czas w prasie muzycznej pojawiają się artykuły o tym, że dziś już nie uświadczysz takich perełek, jak za Dylana czy Lennona, a kiedy indziej czytamy teksty o triumfalnym powrocie piosenki zaangażowanej. Jej jakość i impakt to kwestia dyskusyjna, ale na pewno istnieje zapotrzebowanie. W zeszłym roku, w reakcji na wydarzenia w Ferguson i ich konsekwencje Questlove zamieścił na swoim koncie instagramowym odezwę do muzyków (i nie tylko), by wzięli sprawę w swoje ręce i zostali narratorami trudnych czasów, w których żyjemy. „Potrzebujemy nowych Dylanów. Nowych Public Enemy. Nowych Nin Simone. Nowych Zachów De La Roche" - pisał perkusista The Roots, by potem dodać „Chodzi o piosenki z duszą. Piosenki z rozwiązaniami. Piosenki z pytaniami. Protest songi nie muszą być nudne, nietaneczne czy brzmieć jak hymn Igrzysk Olimpijskich. Niech po prostu mówią, jak jest". Fajnie by było żyć w świecie, w którym protest songi nie są potrzebne. W najbliższym czasie jednak się na to nie zanosi. Wróćmy więc na chwilę do piosenek z przeszłości i zastanówmy się, jak wiele się od ich czasów zmieniło, a o co wciąż musimy walczyć. To skrócone i subiektywne podsumowanie, bo gdyby uwzględnić absolutnie wszystkie ważne protest songi i ich twórców (Nina Simone, Bruce Springsteen, DeadKennedys, Pearl Jam itd.), lektura tego tekstu zajęłaby więcej czasu i była bardziej bolesna, niż transmisja obrad sejmu.

Bob Dylan w latach 60.

Był w tym okresie związany, uczuciowo i artystycznie, z pieśniarką i aktywistką Joan Baez i to właśnie wtedy napisał najwięcej utworów rejestrujących (i kontestujących) rzeczywistość zimnej wojny, wyścigu zbrojeń i segregacji rasowej. „Blowin' in the Wind" to seria retorycznych pytań o wojnę, pokój i wolność, podsumowana refrenem „Odpowie ci wiatr / Wiejący przez świat / Odpowie ci bracie tylko wiatr". Chyba nie ma artysty, który nie próbowałby się choć raz zmierzyć z coverem tej piosenki. W Polsce na warsztat wzięła ją między innymi niezatapialna (i łatwopalna) Maryla Rodowicz, a także grecka królowa polskich biesiad lat 70 - Eleni. 

Utwór „The Times They Are a-Changin'" miał swoją premierę kilka tygodni po zabójstwie prezydenta Kennedy'ego i parę miesięcy przed uchwaleniem, w 1964 roku, aktu o Ochronie Praw Człowieka, więc tytuł okazał się proroczy. Z kolei piosenka „Masters of War" to rozgoryczony hate-mail do cynicznych przedstawicieli przemysłu zbrojeniowego, zakończony naprawdę mocnymi słowami: „I hope you die and your death will comesoon. I'll follow your casket in the pale afternoon and I'll watch while you're lowered to your death bed and I'll stand overyour grave 'til I'm sure thatyou're dead". Mocne słowa.


Edwin Starr „War", 1970

Słowa refrenu tego klasycznego protest songu nie brzmią z dzisiejszego punktu widzenia zbyt kontrowersyjnie. "War / What is it good for? / Absolutely nothing." Nic takiego, konstatacja oczywistości: wojna jest zła, pokój jest dobry. Ale jednak na przełomie lat 60 i 70 członkowie The Temptations przestraszyli się, że jeśli wydadzą takiego singla, odwróci się od nich bardziej konserwatywna publiczność, więc nową wersję piosenki producenci Motown powierzyli wokaliście Edwinowi Starrowi. Zapewnili mu tym samym stałe miejsce w popowym panteonie, bo piosenka nie dość, że zawojowała serca zdeklarowanych pacyfistów, to podbiła też listy przebojów.


The Clash „Rock the Casbah", 1982

Zainspirowany banem na zachodnią muzykę po muzułmańskiej rewolucji w Iranie, utwór opowiada o władcy, który zabrania rokendrola, a piloci wysłani, by zbombardować zbuntowanych poddanych, zamiast zrzucać na nich bomby, jeszcze głośniej puszczają zakazaną muzykę. Piosenkę spotkał podobny los jak obnażający głupotę wojny w Wietnamie i zaniedbanie jej weteranów utwór Bruce'a Springsteena „Born in the U.S.A.", bezmyślnie i bezprawnie wykorzystany w kampanii prezydenckiej Reagana w 1984, bo przecież melodia taka chwytliwa a tytuł taki proamerykański. Doradcy prezydenta ewidentnie nie doczytali tekstu do końca i nie zrozumieli gorzkiej wymowy tytułu. Mówiące o pokojowej rewolucji i walce poprzez muzykę „Rock the Casbah" zostało wykorzystane przez radio amerykańskiej armii jako dżingiel wprowadzający do audycji o postępach akcji Pustynna Burza w Iraku. Podobno, gdy doniesiono Strummerowi, że na jednej z bomb zrzuconych na Irak widniała fraza „Rock the Casbah", popłakał się z bezsilności.

Public Enemy „Fight the Power", 1989

Chuck D powiedział kiedyś, że hip-hop to „CNN czarnych Amerykanów". Faktycznie, zarówno sam kawałek, jak towarzyszący mu teledysk, to kompendium wiedzy o XX-wiecznej walce czarnej społeczności o swoje prawa. Archiwalne materiały z marszy i wieców, sample z Jamesa Browna. Utwór powstał na zamówienie reżysera Spike'a Lee, który szukał motywu przewodniego do swojego nowego filmu, „Rób, co należy" (Do the Right Thing"), o rosnących napięciach na tle rasowym na Brooklynie lat 80. Kawałek pojawia się w czołówce z wściekle wywijającą w rytm muzyki Rosie Perez, a potem słychać go za każdym razem, gdy na ekranie pojawia się Radio Raheem ze swym wielgachnym ghettoblasterem .

Rage Against the Machine„Killing in the Name", 1992

Debiutancki singiel RATM porwał nastolatki lat 90. do niepohamowanego pogo, gdy Zach De La Rocha wrzeszczał do mikrofonu o rasizmie i brutalności policji, kończąc wściekłym „Fuckyou, I won't do whatyou tell me". Gdy byłam mała, telewizja Polonia 1 puszczała teledysk do tego kawałka między kolejnymi odcinkami „Yattamana" i dowolnej brazylijskiej telenoweli. Prawdziwa polityka różnorodności.

The Gossip „Standing in the Way of Control", 2006

Piosenka powstała w reakcji na plany administracji Busha junior, by zdelegalizować związki małżeńskie między przedstawicielami tej samej płci. Pod płaszczykiem chwytliwej melodii Beth Ditto przemyciła poważny przekaz, który wkrótce trafił pod strzechy, a konkretnie do klubów - także dzięki remixom Erola Alkana czy Soulwax.

M.I.A. „Born Free", 2010

M.I.A., której już pseudonim może kojarzyć się bojowo (skrót od Missing In Action, czyli „zaginiony w akcji") i w wywiadach, w wielu utworach podkreśla wpływ, jakie miały na jej twórczość i poglądy lata spędzone w ukryciu podczas wojny domowej na Sri Lance. Jako córka tamilskiego działacza na własnej skórze doświadczyła prześladowań za pochodzenie i przekonania. Oprócz niepokornego tekstu piosenki, status protest songu zapewnił utworowi „Born Free" także teledysk w reżyserii RomainaGavrasa, autora między innymi kontrowersyjnego obrazu do „Stress" Justice. I tym razem Gavras, do spółki z M.I.A, wytoczył cieżkie działa przeciwko wszelkim aktom przemocy i dyskryminacji. I to dosłownie, bo pokazując drastyczne sceny łapanek, wywozu i tortur ludzi, których łączy jedno: rude włosy. Mimo że metafora niezbyt subtelna i naprawdę łatwa do odczytania, to i tak niektóre mądre głowy odebrały video jako zachętę do przemocy wobec rudzielców.

Autre Ne Veut „Age of Transparency", 2015

Niejaki Arthur Ashin, lepiej znany jako Autre Ne Veut, wydał ostatnio płytę, której tytuł w wolnym tłumaczeniu brzmi „Wiek przejrzystości", a która według autora jest pełna „protest songów pokolenia Snowdena". Czas pokaże, czy za kilka lat nadal będziemy o nich pamiętać.

Czesław Niemen, „Dziwny jest ten świat", 1979 i inne polskie protest songi

Polacy też mieli swoje protest songi, jak „Dziwny jest ten świat", przez wielu uważany jest za pierwszy tego typu utwór w PRL-u. I to, pomimo że dostał nagrodę szefa Radiokomitetu Włodzimierza Sokorskiego za „ideowe walory". Klasyczny przypadek tekstu na tyle uniwersalnego, że każdy może go odczytać po swojemu. A może próba przejęcia przez władzę buntowniczej piosenki, by ją zdyskredytować...

W latach 80 coraz więcej artystów coraz bardziej otwarcie zaczęło krytykować pełną smutku i bezsilności rzeczywistość stanu wojennego. Czasem zaś publiczność dopowiadała sobie własne znaczenia: Józek, któremu Beata Kozidrak nie mogła darować jakiejś nocy, to podobno generał Jaruzelski, a ta noc to wieczór 13 grudnia 1981. Zamiast „Chcemy być sobą" fani Perfectu śpiewali na koncertach „Chcemy bić ZOMO". „Biała Flaga" Republiki z milicyjnymi gwizdkami w tle "  , „Nie pytaj o Polskę" Ciechowskiego , „Polska" czy „Hej, czy nie wiecie". 

Kultu to kolejne piosenki, które pomagały przetrwać trudne czasy, wyrażając frustrację z powodu sytuacji w kraju i na świecie. O ile oczywiście piosenka została zaakceptowana przez cenzurę.
W książce Mikołaja Lizuta „Punk Rock Later" o swoich przygodach z cenzurą opowiada Kazik Staszewski. „To były bardzo śmieszne, choć męczące wizyty. Przyjąłem taką zasadę, że nie będę pozwalał na żadne ingerencje w teksty - tzn. jeśli jakieś piosenki nie dało się przewalczyć bez zmian, to z niej rezygnowałem w ogóle. W sekcji zajmującej się muzyką rockową było dwóch facetów. Jeden młody, który udawał kumpla. Klepał po ramieniu i mówił „Wiesz, musimy tak zamieszać w tym tekście, żeby ci na górze nie skumali, o co naprawdę chodzi". A starego głównie interesowały sprawy gramatyki i ortografii, gdyż był autorem książek dla dzieci „Gramatyka na wesoło" i „Ortografia na wesoło".

Po 1989 roku zmienił się w Polsce ustrój, ale to nie znaczy, że nie było już przeciw czemu protestować. Kontrowersyjne posunięcia kolejnych rządów, niezależnie od politycznej orientacji, wciąż były punktowane przez artystów od wspomnianego wcześniej Staszewskiego, przez Maleńczuka, Tymańskiego po rockowe kabarety pokroju Big Cyca czy Piersi. Tylko że tym razem zamiast hymnów pokoleniowych serwowali zjadliwą satyrę polityczno-społeczną jak „ZChN zbliża się" Piersi na melodię pieśni kościelnej, nagrane na początku lat 90., gdy u władzy była prawica. Dziś ówczesny lider Piersi jest prawicowym przywódcą politycznym, i tak oto historia zatoczyła koło.

I w Polsce, i na świecie obserwujemy niepokojący powrót do postaw radykalnych i ekstremalnej ksenofobii. Czy artyści zareagują? I czy to coś zmieni? Może jestem naiwna, ale nadal mam nadzieję.

Kredyty


Tekst: Paulina Gorzkowska

Tagged:
protest song
spoleczenstwo