​jaki piękny koniec świata

Dellfina Dellert łączy zdjęcia kolorowych wybuchów jądrowych z fotografiami dziewczyn z erotycznych magazynów. Dzisiaj pokaże swoje kolaże w Pies Czy Suka.

tekst Milena Liebe
|
08 Grudzień 2016, 11:05am

W swoim najnowszym projekcie polska artystka multimedialna Dellfina Dellert pokazuje nam instalację składającą się z 70 kolaży, wykonanych ze zdjęć kolorowych wybuchów jądrowych i... fotografii dziewczyn z erotycznych magazynów z lat 50 i 60. Przed otwarciem wystawy w Pies Czy Suka rozmawiamy z nią o rozstaniach, zimnej wojnie i o tym, jak zmieniły się priorytety współczesnej seksbomby.

Skąd to połączenie - wybuchy jądrowe i sex bomby?
Te dwa elementy - popęd życia i śmierci, czyli libido i destrudo, są nierozerwalne. Odkąd istnieje człowiek, istnieje konflikt pomiędzy tymi dwoma, często nawet nieuświadomionymi instynktami. Ta walka dobra ze złem odbywa się wewnątrz każdego z nas, ale też w naszych związkach, relacjach z ludźmi, w społeczeństwach, czy w polityce.

Poza tym, jak wiadomo okres pin-ups i seksbomb, to też czas intensywnych testów jądrowych i zimnej wojny. Stąd pomysł na połączenie dwóch charakterystycznych elementów tamtej epoki, właśnie teraz, kiedy stoimy w obliczu kolejnego globalnego konfliktu.

Czy twoje kolaże odnoszą się do obecnej sytuacji na świecie?
Mimo że staram się w swojej sztuce trzymać z daleka od polityki, częstymi inspiracjami są dla mnie natura ludzka, płciowość, czy seksualność, a to jak się okazuje tematy niezwykle polityczne ostatnimi czasy. Poza tym może to zabrzmi ironicznie, ale uważam, że świat w tej formie, którą znamy, skupionej na władzy, hierarchii i kontroli kończy się. Niestety nie wiem, jaki będzie kolejny. Generalnie jestem mało optymistyczna. Jedyna dobra zmiana, w jaką jeszcze wierzę, to ta, której dokonać mogą kobiety, jeśli tylko wystarczająco w siebie uwierzą.

A w jakim świecie chciałabyś żyć?
Takim, który stawia bardziej na rozwój duchowy niż materialny. Samoświadomość i samorozwój to jedyny sposób na uniknięcie frustracji. Postęp cywilizacyjny, tworząc ciągle nowe potrzeby, nie dając jednocześnie możliwości ich zaspokajania, prowadzi do napięć, gniewu i agresji, które gdzieś potem ludzie muszą rozładować.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Kiedy zaczęłaś pracę nad tym projektem?
Kilka lat temu, ale w międzyczasie go porzuciłam. Te kolaże zaczęłam robić po bardzo burzliwym rozstaniu ze swoim mężem. Wtedy miały one dla mnie wymiar jedynie osobisty. Jednak coraz bardziej spolaryzowana sytuacja i coraz większe tarcia, między coraz bardziej skrajnymi poglądami w ostatnim okresie sprawiły, że postanowiłam do niego wrócić, gdyż prace nabrały nowego znaczenia.

Gdzie zdobyłaś oryginalne magazyny z lat 50. i 60.?
To w sumie dość dziwna i z dzisiejszej perspektywy zabawna historia rodem z filmu albo powieści kryminalnej. Jej akcja rozgrywa się w Paryżu, w pracowni artystycznej na Montmartre. Ona postanawia rozstać się ze swoim mężem, a ściślej mówiąc, jest zmuszona od niego uciec. Zabiera ze sobą walizkę i psa. Już nigdy nie wróci. Ma moment na to, żeby się spakować. Oprócz kilku ciuchów i komputera postanawia zabrać coś, co dla niego jest bardzo cenne - jego ukochaną kolekcję magazynów erotycznych. Zostawia cały swój dobytek, więc potrzebuje okupu. Ponieważ transakcja mimo upływu lat nie dochodzi do skutku, postanawia wykorzystać je w inny sposób.

Efekty tego będzie można zobaczyć już dziś na wernisażu wystawy…

Jak według ciebie zmieniło się pojęcie seksbomby?
Mam wrażenie, że dziewczyny z tamtych czasów szukały akceptacji głównie na zewnątrz i robiły wszystko, żeby podobać się innym. Współczesna seksbomba jest dużo bardziej samoświadoma i chce najpierw podobać się sobie. Dzisiaj atrakcyjność kobiety wypływa z jej siły, a nie z jej słabości. To piękna zmiana.

Więcej informacji o wystawie znajdziecie tutaj. 

Kredyty


Tekst: Milena Liebe
Kolaże: Dellfina Aga Dellert