Reklama

tęczowa rewolucja w polskim kinie

Na trwającym LGBT Film Festivalu w tym roku pojawi się rekordowa liczba polskich filmów. Pytamy więc dyrektora festiwalu, czy nowe pokolenie filmowców ma odwagę mówić otwarcie o seksualności?

tekst Mateusz Góra
|
23 Kwiecień 2017, 10:40pm

Zdjęcie: kadr z filmu „Kiki

W tym roku podczas LGBT Film Festival, który organizowany jest w siedmiu miastach, zobaczymy aż siedem polskich filmów. To spektakularna zmiana w stosunku do poprzednich lat, która być może jest pierwszym zwiastunem otwarcia nowego pokolenia filmowców na tematy związane z płcią i seksualnością. Zanim zobaczycie fascynujące dokumenty dotyczące życia osób zakażonych HIV, par chcących równości małżeńskiej czy kontaktu homoseksualnych dzieci z rodzicami, przeczytajcie, co o tej zmianie sądzi dyrektor festiwalu Wiktor Morka.

To chyba rekordowy rok, jeśli chodzi o liczbę polskich filmów na festiwalu.
Tak, to zupełnie nowa sytuacja. Nigdy wcześniej nie było aż tylu polskich filmów na festiwalu. Zdarzały się polskie filmy, ale było ich bardzo mało. W tym roku udało się stworzyć osobny blok polskich, krótkich metraży oraz zaprezentować premierowo cztery dokumenty - „Artykuł Osiemnasty", „HIV po polsku", „Moje jest inne" i "Mój koniec świata".

Skąd twoim zdaniem bierze się ta zmiana?
„Mój koniec świata" powstał dzięki zbiórce crowdfundingowej. Miał mieć swoją premierę w czasie festiwalu w Krakowie, ale jako że jest to film LGBT, twórcom zależało, żebyśmy pokazać go właśnie u nas. Film z bloku krótkich metraży „Kim... But inside in the dark I'm aching to be free" jest pracą dyplomową Magdaleny Wieczorek, a „Honor" jest realizowany na Wydziale Malarstwa Akademii Sztuki w Szczecinie. Te tematy przeszły przez szkoły i uzyskały ich poparcie. To bardzo ważne, że młodzi filmowcy, nieważne jaka jest ich orientacja seksualna, bo to sprawa każdego z osobna, stwierdzili, że czas zabrać się za tematy związane ze społecznością LGBT+ i znaleźli pozytywny odzew ze strony instytucji i ludzi.

Tematy, jakie poruszają te filmy wydają mi się podstawowe - relacja rodziców z dziećmi, AIDS, drag queens. Czy to próba przerobienia tego, o czym w Stanach mówiło się już w latach 70. i 80.?
Wydaje mi się, że to czas, w którym możemy się za te tematy zabrać. Warto też zauważyć, że to niemal wyłącznie dokumenty. Ludzie chcą pokazywać i oglądać prawdę, rzeczywistość taką, jaką jest. Rozmawiałem kiedyś z młodym człowiekiem, który zapytał, o co chodzi z tym AIDS, co to jest? Być może te tematy są przepracowane na świecie, ale u nas zdecydowanie nie. Mam wrażenie, że wobec konserwatywnego zwrotu ludzie czują potrzebę buntu, chcą ten świat poznawać, a przede wszystkim zrozumieć.

Festiwal otwiera w tym roku też dokument, na dodatek polski, czyli „Artykuł Osiemnasty". Co jest wyjątkowego w tym filmie?
Kiedy w zeszłym roku byłem na festiwalu w Tel Awiwie, film otwierający też był dokumentem, nosił tytuł „Oriented" i dotyczył konfliktu izraelsko-palestyńskiego. To może temat z naszego punktu widzenia nie najważniejszy, ale dla nich miał szczególne znaczenie. Tak jak dla nas „Artykuł Osiemnasty", który może dla ludzi w innym miejscu na świecie nie będzie dużo znaczył, ale w Polsce jest bardzo ważny. To pełnometrażowy film dokumentalny o braku równości małżeńskiej w Polsce. Film o homofobii i tym, że od czasów przełomu w 1989 roku niewiele się zmieniło i nadal sytuacja osób LGBT+ jest ciężka. Już sam fakt, że taki autorytet jak Lew Starowicz przeprasza w „Artykule...", za to, że kilkanaście lat temu „leczył" z homoseksualizmu, świadczy o znaczeniu tego projektu. To film, który walczy o związki partnerskie pokazuje, że każdy zasługuje na równe traktowanie.

A czy jest coś, co łączy polskie filmy, które pojawią się na festiwalu?
Wydaje mi się, że wszystkie polskie filmy, które pokazujemy, są bardzo odważne. Twórcy nie przebierają w środkach, bardzo profesjonalnie i odważnie podeszli do tematu. Wpisują się w światowy trend zwrotu ku dokumentom w kinie LGBT+.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Może jesteśmy też zmęczeni schematycznymi melodramatycznymi historiami, których było sporo w kinie gejowskim ostatnich lat.
Też mi się tak wydaje, też byłem już zmęczony filmami, w których ktoś kogoś poznaje i zaczynają się podchody, jak do siebie trafić. Nawet zagraniczne filmy, które pojawiają się podczas tej edycji, nie poruszają błahych tematów. W jednym musimy się domyślić, że bohater jest gejem, w drugim dzieje się to, co robił Lew Starowicz przed laty, czyli rodzina i kościół chcą „wyleczyć" chłopaka z homoseksualności. Na świecie produkuje się też coraz więcej filmów o tematyce drag i trans. Wcześniej trudno było znaleźć nawet jeden krótki metraż, żeby włączyć go do repertuaru. Teraz jest w czym wybierać. 

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra