Koncert zespołu Duży Jack, 2014

z miłości do eufemii

Cyryl Rozwadowski, który zna każdy kąt w Eufemii, dzieli się z nami swoimi wspomnieniami z kultowej warszawskiej miejscówki.

tekst i-D Polska
|
24 Luty 2017, 2:40pm

Koncert zespołu Duży Jack, 2014

Jest szansa, że jeśli nigdy nie byłeś w Eufemii, to nie znajdziesz jej zbyt łatwo. Mapy w telefonie najchętniej zaprowadzą cię pod bramę główną Akademii Sztuk Pięknych przy Krakowskim Przedmieściu. Musisz obejść cały budynek, przekroczyć żelazne wrota, przejść po kupie żwiru i podreptać schodami w dół. Pancerne drzwi kryją za sobą korytarz z pstrokatą tapetą. Po lewej jest pokój z kanapami i małym telewizorem, do którego podłączony jest magnetowid. W kolekcji VHS-ów znajdziesz m.in. kilka odcinków „Twin Peaks" po niemiecku, „Pokemon 2000: Film Drugi" i fitness prowadzony przez Mariolę Bojarską. Naprzeciwko jest pokoik wypełniony niedorzecznymi dziełami sztuki oprawionymi w antyramy. Po przejściu przez główną salę dotrzesz do baru. Piwniczne arkady oblepiają polakierowane płyty służące za bar. W pierwszym oknie zastaniesz mnie lub któreś z ósemki moich kompanów. Napędzamy ten przedziwny kram.

Swojego czasu goście zasiadający w sali filmowej skazani byli na Titanica, jedyną kasetę w filmotece, która na dodatek utknęła w magnetowidzie; 2014

Przestrzeń za barem to szkoła logistyki w duchu mieszkań w centrum Tokio. W wąskim przejściu, w którym stoimy, każdy najmniejszy przedmiot ma swoje określone miejsce. Pokrętna logika tej przestrzeni mogłaby posłużyć za mapę gry przygodowej z wczesnych lat 90. Większość mebli to pokłosie facebookowej grupy „Uwaga, śmieciarka jedzie". Niektóre to trofea, przypadkiem znalezione na śmietniku w czasie spaceru. Część gniazdek jest zaklejona taśmą izolacyjną. Jeśli ktoś zedrze ją i zechcę tam podładować swój telefon, najpewniej wywali korki w całym lokalu. Kible to w zasadzie galeria street artu, do której ktoś w ramach performensu domontował dwie muszle klozetowe. Jeśli chcesz przejrzeć się w lustrze, musisz znaleźć wąski przesmyk między wlepkami, żeby to zrobić. Wisienką na torcie jest jednak palarnia. Wentylacja działa na tyle sprawnie, że zwykle pięć zapalonych w tym samym momencie papierosów powoduje powstanie zasłony dymnej. Jeśli uda ci się wytrzymać, to możesz przetrząsnąć morze kaset, żeby odpalić na starym magnetofonie Talking Heads, Iron Maiden lub składankę sygnowaną przez kawę Nescafe. Wszystko pod warunkiem, że nikt nie zepsuł wzmacniacza kilka dni wcześniej. A, zapomniałem wspomnieć. Mam nadzieję, że wypłaciliście wcześniej pieniądze. Na barze nie ma terminalu. Przyjmujemy wyłącznie gotówkę. Zwykle przy okazji większego oblężenia następuje przykry moment, w którym resztę wydajemy dziesięcio- i dwudziestogroszówkami. Po przeczytaniu tych dwóch akapitów pewnie zastanawiacie się nad dwiema rzeczami: Człowieku, czemu w ogóle tam pracujesz i dlaczego ktokolwiek tam przychodzi?

Cyryl Rozwadowski na jednym z wydarzeń interdyscyplinarnych organizowanych przez kolektyw RWA; 2014/2015

Odpowiedź na pierwsze pytanie jest prosta: Kocham to miejsce. Uwielbiałem je jeszcze, gdy pojawiałem się tam jako szczyl, chowający przed ochroną małpki z kolorową wódką i najtańsze piwa. Pokochałem je w trakcie mojej dwuletniej szychty, która trwa do dzisiaj. Pierwotnie do podwinięcia rękawów i wejścia za bar zmusił mnie słabszy finansowo okres w moim życiu. Planowany na kilka miesięcy epizod wydłużył się już jednak przynajmniej czterokrotnie, a ja mogę się tylko zastanawiać czy to prawdziwe uczucie czy syndrom sztokholmski.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Zjawy grające w ping-ponga na autentycznym, wiktoriańskim stole; 2014

Klubojadalnia Eufemia, w swym obecnym kształcie, powstała w 2010 roku. Będzie obchodziła w tym roku swoje siódme urodziny. Wiele stołecznych, aspirujących do miana awangardy miejscówek może tego stażu pozazdrościć. Czynników stanowiących o wyjątkowości tej śmiesznej piwnicy jest wiele. Na pewno ma w tym udział lokalizacja. I nie chodzi mi nawet o dogodne położenie na mapie miasta, ale fakt znajdowania się na terenie ASP. W ciągu dnia studenci, profesorowie i pracownicy rektoratu wpadają na domowe posiłki w przystępnych cenach. Wieczorem mogą liczyć na kawę lub browara. To jednak tylko procent społeczności, która narosła wokół Eufy - portu dla najbardziej egzotycznych żeglarzy. Amatorzy sztuki nowoczesnej i czerwonego wina urządzają sobie tu aftery po wernisażach w pobliskiej Zachęcie. Skąpani w brokacie queerowi wojownicy tańczą do białego rana pod tęczową flagą. Bywalcy skłotów i starzy załoganci mogą poszaleć przy gitarowym łomocie. Fani awangardy mają do dyspozycji każdy czwartek by zasiąść na krześle i posłuchać jazzowych improwizacji (nawet jeśli artystów zasłania im wredny filar na środku sali). Szczeniaki kitrające jointy będą musiały posłuchać moich lamentów o niepaleniu w tym miejscu. W razie potrzeby dostaną jednak niezbędną szklankę kranówy. Chętnie gościmy też członków Studenckiego Klubu Górskiego, którzy wpadają czasem w tygodniu, żeby obejrzeć slajdy ze swoich wojaży i napić się grzanego piwa lub herbaty.

Koncert pewnego ciekawego, chyba amerykańskiego zespołu, którego nazwy zupełnie nie pamiętam, 2015

Ten kontrolowany bajzel to epicentrum kontrastów. Kontrastów, które koegzystują ze sobą w przestrzeni wielkości trzech kawalerek. Jednego wieczora mogę być zmuszony, żeby użerać się z namolnymi klientami, którzy próbują wyłudzić zniżki na szoty, wypychać DJ-a zza konsolety i sprzątać wymiociny z parkietu. Następnego dnia jednak zawsze przywlokę swoje wesołe truchło z powrotem w to samo miejsce. Trudno postąpić inaczej w momencie, w którym w Eufemia gości np. Calvina Johnsona. Tytana amerykańskiego lo-fi i DIY, który zmusza całą publiczność by usiadła na pełnej sęków podłodze i posłuchała jego wynurzeń na temat tolerancji i potrzeby jedności. Albo gdy Goodiepal przyjeżdża, żeby zaprezentować swój dźwiękowy performens połączony z półtoragodzinnym wykładem. Dziewczyny z Girls to the Front organizują fascynujące koncerty połączone z premierą ich feministycznego zina. Banda zapaleńców robi karaoke, na którym mogę do woli próbować imitować R. Kelly'ego. To tu rodził się Brutaż, jeszcze jako ekscentryczne słuchowisko. Na tym samym stole rozstawiała się też ekipa Wixapolu, która w tej chwili zapełnia kluby o siedmiokrotnie większej pojemności. Wspomagaliśmy szereg benefitów. Od zbierania funduszy dla żeńskiej drużyny piłkarskiej KS Chrząszczyki po promowanie działalności stowarzyszenia młodych edukatorów seksualnych.

Jeden z kilku koncertów duetu LXMP w Eufemii; 2013

27 maja to wszystko się zmieni. Otworzymy drzwi dla gości po raz ostatni. Rano po raz ostatni je zamkniemy. Od czerwca piwnice te będą przechodziły intensywny remont. Po tym liftingu nie planowano naszego powrotu. Zwiesiliśmy głowy i zaczęliśmy przygotowania do meksykańskiej fiesty celebrującej siedem lat dorobku pokracznej machiny, która nie powinna była działać, ale działa i ma się coraz lepiej. Ludzie postanowili jednak spróbować przechylić wajchę na zwrotnicy i skierować nas na tor, który nie prowadzi na kraniec stromego urwiska. Pod petycją skierowaną do Rektora ASP podpisało się ponad półtora tysiąca osób, a list otwarty z podpisami ludzi kultury zjednoczył m.in. Zbigniewa Liberę, Oskara Dawickiego, Małgorzatę Halber, Macia Morettiego i Dyrektor Zachęty Hannę Wróblewską. Bez krztyny udawanej skromności: nie wyobrażaliśmy sobie tak mocnego odzewu i rejtanowskich gestów w obronie jednego, małego klubu w uniwersyteckich katakumbach. Efekty tych starań dopiero poznamy. Niezależnie od nich: dziękujemy i zamierzamy dziękować przez najbliższe trzy miesiące. Niech duch DIY żyje i króluje w stolicy. Mimo że ta konsekwentnie podcina swoje najbardziej żyzne gałęzie.

Pierwszy koncert legendarnego w pewnych kręgach zespołu Złota Jesień; 2012

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Cyryl Rozwadowski
Zdjęcia i ich opisy: Robert Kamionek

Tagged:
Kultura
eufemia
cyryl rozwadowski