rysy: staramy się ograniczać

​Spotykamy się w straszliwym upale, wszyscy wyglądamy jeszcze w miarę dobrze, ale w każdej chwili ktoś z nas może zemdleć. Z Rysami rozmawia się świetnie. Chłopacki entuzjazm nie wiąże się w ich wypadku ani z megalomańskim zachwytem nad własnym...

tekst i-D Staff
|
18 Sierpień 2015, 8:25am

​Zdjęcie: Filip Blank / Open'er

Łukasz Stachurko: To o czym będziemy rozmawiać?
No przecież o was, kochani.
ŁS: To będzie proste - podział u nas jest taki: ja robię pranie, Wojtek gotuje rosół.

I nie macie wakacji, chłopaki. Kończycie płytę.
Wojtek Urbański: Pracujemy szaleńczo: studio, spanie, studio, spanie, żadnych imprez.
(śmiejemy się porozumiewawczo)

A mówiąc szczerze, co sądzicie o typowym dla środowiska hucznym stylu życia? Nie robicie muzyki dla grzecznych dzieci, w oczywisty sposób
odnosicie się do świata dragów i ogólnego zatracenia.
WU: Rzeczywiście obraliśmy muzyczną drogę, która świetnie realizuje się w klubach i na imprezach. Lubimy patrzeć, jak ludzie bawią się do naszej muzyki, często mamy ochotę po prostu się do nich przyłączyć.
ŁS: Staramy się ograniczać. W miarę możliwości. Najpierw się spalamy, a potem uprawiamy dużo sportu. Regeneracja. Bieganie. Picie wody. Z reguły nie chodzimy na imprezy, jeśli nie gramy.

W waszej muzyce jest sporo strukturalnych, a nawet energetycznych odwołań do klasycznego techno. Jesteśmy mniej więcej w tym samym wieku i ciekawi mnie, czy macie to superklasyczne doświadczenie wiksy?
ŁS: Mam. Przeżywałem Love Parade, pamiętam też mniejsze parady w Łodzi... Cóż, z niejednego pieca jedliśmy chleb (śmiech).
WU: I oczywiście Lustra... Ale przez lata obaj identyfikowaliśmy się raczej z hip-hopem. Niemniej techno jest nam bardzo bliskie. Cristian Vogel, Jeff Mills - to były dla mnie ważne postaci. Gdy zaczęliśmy pracować nad Rysami, stało się dla mnie jasne, jak wielkie wrażenie to techno na mnie wywarło.

Długo negocjowaliście ten projekt, prawda?
ŁS: Tak, znamy się ponad 10 lat. A nasza znajomość i przyjaźń wypływają chyba z ogromnej fascynacji muzyką jako taką, obaj staramy się mieć szerokie horyzonty i nie zamykać się na żadne brzmienia. Nie przywiązujemy się do niczego, po prostu staramy się uważnie słuchać.

A czego słuchacie teraz?
WU: Niczego. Rys. Podczas nagrywania płyty nie bardzo da się skoncentrować na czymkolwiek innym. Gdybym włączył teraz inną muzykę, pewnie bym oszalał.
ŁS: Myślę, że fajną analogią jest bieganie, które ostatnio mnie fascynuje. Gdy się długo biegnie, w pewnym momencie następuje odcięcie, myślenie wchodzi na inny poziom. Na haju biegacza świat znika, a my pozostajemy tylko z naszym dźwiękiem. Czasem, na późnym etapie, gdy mamy już rdzeń piosenki, jakiś korzeń i emocję, słuchamy referencji dla konkretnych brzmień.
WU: Na przykład gdy mamy gdzieś brzydką stopę. To już bardzo techniczne detale, niemniej inspirujące i bardzo dla nas ważne. Słuchamy wtedy jakiegoś utworu, w którym stopa jest zajebista. Nie po to, żeby ją samplować, ale żeby w jakiś sposób odbić się od tego, co nam imponuje.
ŁS: Często są to housowe numery. Elektronika po prostu.

Opowiedzcie, jak było w tym roku na Heinekenie.
WU: Bosko. Byliśmy zaskoczeni i wzruszeni frekwencją.
ŁS: Pół godziny przed koncertem w tym wielkim namiocie zebrało się jakieś 15 osób...
WU: Pomyśleliśmy: „No tak. Trudne początki młodych zespołów". Ale potem wyszliśmy na scenę i zobaczyliśmy morze kilku tysięcy rąk i głów. Ludzie znali nasze piosenki, reagowali bardzo żywo, a następnego dnia graliśmy dla zagranicznych dziennikarzy. Ich pozytywna reakcja była dla nas bardzo ważna - oni często mają Polskę w nosie, granie dla nich to trochę jak noszenie drewna do lasu, tyle się przecież dzieje na Zachodzie. Ale teraz czytamy recenzje, np. na MTV, i bardzo nas cieszy wyjątkowo serdeczne przyjęcie.

Co jest dla was miernikiem sukcesu projektu?
ŁS: Chyba spozycjonowanie się wobec innych artystów, takich jak, nie wiem… Caribou, Moderat. Nie boimy się flirtu z popem. Ważne jest też to, jak sami oceniamy swoją pracę.

Jesteście precyzyjni.
ŁS: Tak, ale w tej precyzji mieści się też psucie dźwięku, igranie z jego niedoskonałością.
WU: Chcemy osiągnąć coś pomiędzy patosem a patologią (śmiech). A tak naprawdę, to chyba wielką przyjemność sprawiłoby nam bycie słuchalnym eksperymentem.

A co ostatnio zrobiło na was wrażenie? Ze spraw polskich.
ŁS: Bardzo szanuję całe U Know Me Records. To label, który skupia producentów i jest zorientowany na sound design. Wychodzą od nich bardzo wyrafinowane rzeczy. Ciekawym labelem jest też Nextpop, który koncentruje się na songwriterach.
WU: Syny. I Syny. Lubię ludzi, którzy kombinują, są swoi.
ŁS: Szanujemy poszukiwania i szczerość.

To dobra nazwa dla zespołu: Szczerość. Czy istnieje jakaś subkultura, która szczególnie was słucha?
WU: Mamy wiele fanek w wieku 15-18 lat, które są przede wszystkim fankami… Justyny.

To chyba dobrze.
(uśmieszki)

Kiedy premiera płyty?
WU: 22 sierpnia. Zapraszamy na Taurona, zaśpiewają wszyscy nasi goście, będzie pięknie. Wszystko się tam wydarzy.

Cóż, nie pozostaje nam więc nic innego, niż zaprosić naszych czytelników na to totalne wydarzenie. Dzięki, chłopaki!
ŁS i WU: Dzięki!

Zobacz nowy klip, który Rysy wypuściły wczoraj.

Kredyty


Tekst: Maria Kozłowska
Zdjęcie: Filip Blank / Open'er

Tagged:
rysy
Wywiady
muzyka
Polska muzyka
wojtek urbański
łukasz stachurko