queerowa wizja polskiej rzeczywistości

Zbliża się kolejna edycja warszawskiego festiwalu Pomada, podczas której możecie zobaczyć pokaz vintage'owego porno i poznać z innej strony posągowe postaci polskiej kultury i sztuki.

|
24 Sierpień 2017, 9:17am

Festiwal Pomada odbywa się w Warszawie już od kilku lat, łącząc różne dziedziny queerowej sztuki, myśli i doświadczenia. Tegoroczna edycja odbywa się pod hasłem „Sex, kłamstwa i kasety wideo". Wspólne oglądanie kaset porno jest jednym z punktów programu i okazją do dyskusji, czy jest to nasze wstydliwe i niechciane dziedzictwo? Oprócz tego będziecie mogli uczestniczyć w odczarowywaniu milczenia na temat orientacji posągowych postaci polskiej kultury, jak Maria Konopnicka czy Karol Szymanowski podczas serii wystaw i koncertów.

O queerowaniu polskiej rzeczywistości przeszłej, przyszłej i teraźniejszej oraz sprawach, które napędzają te działania, rozmawiamy z jednym z organizatorów tegorocznej edycji, Michałem Grzegorzkiem.

Co kryje się pod enigmatyczną nazwą Pomada?
Pomada to festiwal istniejący od 2010 roku w Warszawie. Stworzyli ją Stefan Ingvarsson, Paweł Kubara, Karol Radziszewski, Katarzyna Szustow, Agnieszka Weseli Furia i wiele innych osób, którym w tamtym czasie zależało, by zrobić coś dla społeczności LGBTQ. Powstała też trochę jako odpowiedź na Euro Pride, próba przełamania „tęczowej estetyki", zasugerowania, że chociaż „nie wstydzimy się tęczy, LGBTQ to nie tylko te siedem kolorów". Sprzeciwiamy się niewidzialności osób nieheteronormatywnych w polskiej kulturze. Organizowanie tego festiwalu jest oczywiście postawą aktywistyczną, obowiązkiem względem siebie i środowiska, które chciałbym wspierać. Wtedy motywacja do pracy pojawia się od razu.

Jak ty dołączyłeś do osób zaangażowanych w tworzenie festiwalu?
W 2010 roku mieszkałem we Wrocławiu, nie uczestniczyłem w Pomadzie, ale śledziłem to, co działo się w Warszawie i byłem zachwycony takim podejściem. W 2016 roku Pomada się nie odbyła, więc postanowiłem namówić Karola Radziszewskiego, żebyśmy spróbowali kontynuować to, co zaczęli kilka lat wcześniej. Szybko dołączyli do nas Joanna Manecka, Ola Knychalska, Justyna Sobolak i Mateusz Szymanówka. Wspólnie udało nam się namówić artystki i artystów, żeby wzięli udział w tegorocznej edycji. Wielu z nas pracuje jako kuratorzy sztuki, artyści, producenci wydarzeń artystycznych, dlatego uznaliśmy, że w tym roku Pomada będzie miała bardziej charakter artystyczny niż aktywistyczny. Zrobimy coś, na czym najlepiej się znamy.

Co jest najtrudniejsze w przypadku organizowania takiego wydarzenia i skąd bierzecie motywację?
Pomada z naszej perspektywy to ciężka praca. Liczy się dla nas opowiedzenie naszej historii we właściwy sposób. Do kogo jednak ta historia należy i jaki jest właściwy sposób jej opowiedzenia? Oczywiście my też nie możemy pozostać obiektywni, ale wydaje nam się, że ta inicjatywa ma również na celu zachęcić innych do organizowania się. Dlatego zależy nam na queerowaniu instytucji, na umieszczaniu wydarzeń w Królikarni, Zachęcie, Komunie/ Warszawie. To daje widoczność dla środowiska, o której braku bardzo często się mówi.

Wychodzicie z podziemia…
Spotykamy się z zarzutami, że miejsce queer jest w podziemiu, w prywatnych mieszkaniach. Nam się wydaje, że queer powinien być wszędzie tam, gdzie ma ochotę być. Powinien wkradać się w sytuację polityczną w Polsce (bo queer jest polityczny!), w dyskusję (a właściwie brak dyskusji) o seksualności, pojawiać się w szkołach, wychodzić na ulicę, przenikać do telewizji i instytucji. Queer powinien być radykalny, bezkompromisowy. A przy tym musi też być dobrą zabawą.

Jak opisałbyś więc klimat Pomady?
W Pomadzie urzekło mnie to, że jej twórcy starali się zbudować punkowy, undergroundowy klimat. Przez lata się to udawało: skrzyknęła się grupa ludzi, robili jedną imprezę, na której zarabiali kasę na następne edycje, wszyscy pracowali za darmo. Pokazywali cały wachlarz queerowych postaw – od dzikich punkowców po ważne i potrzebne dyskusje o alternatywnych rodzajach rodziny. Dziś Pomada to pięć do siedmiu osób, które na co dzień mają również stałą pracę, więc cały ten underground musi odbywać się po godzinach lub w biurach, kiedy nikt nie zagląda przez ramię w komputer. Ale to wcale nie oznacza, że zwalniamy lub stajemy się grzeczniejsi.

A skąd wzięło się mocno filmowe hasło przewodnie tegorocznej edycji - „Sex, kłamstwa i kasety wideo"?
Ta edycja odbywa się pod takim hasłem, co wiąże się z programem, w którym queerujemy przeszłość i przyszłość, opowiadamy o historii z perspektywy osób LGBTQ. Inspiracją była dla nas wystawa #Dziedzictwo w krakowskim Muzeum Narodowym, która pokazuje polskie dziedzictwo, wykluczając wątki, postaci i osiągnięcia LGBTQ. Nie ma tam w ogóle tropów homoseksualnych, queerowych motywów prezentowanych w jawny sposób. Postanowiliśmy, że zrobimy własną wystawę „Dziedzictwo", w której opowiemy nie alternatywną, a prawdziwą historię, niekastrującą twórców LGBTQ. Zrobimy Pomadę, na której nie będziemy się wstydzić Konopnickiej-lesbijki czy Iwaszkiewicza-geja. To dla naszego środowiska jest bardzo znaczące, żeby pokazać, że nasza historia nie zaczyna się tu i teraz. Oczywiście, nie mamy możliwości, żeby pokazać cały encyklopedyczny przekrój przez historię LGBTQ, dlatego będzie to bardziej szkic. Kasety wideo wiążą się z postacią Krzysztofa Junga, którego kolekcję porno z lat 80. udostępnimy w czasie Pomady widzom. Zaprosimy ich na dziką pornonoc do Domu Funkcjonalnego. Jung był niezwykle interesującym twórcą, o którego seksualności również wcale się nie mówi. Skąd „sex" chyba nie muszę wyjaśniać (śmiech).

Mam wrażenie, że w Polsce nie brakuje queerowej sztuki, ale instytucje często jej po prostu nie pokazują.
Obserwujemy działalność polskich instytucji kulturalnych czy galerii sztuki. Nie ma w nich miejsca czy raczej chęci odpowiedzialnych za nie osób na pokazywanie projektów o tematyce LGBTQ. Dziś w Londynie, Paryżu czy Sao Paulo normą jest istnienie galerii dedykowanych jedynie sztuce queerowej – projektów opowiadających o historii z perspektywy LGBTQ. Oczywiście mamy inną przeszłość niż kraje zachodnie, ale to nie znaczy, że mamy mniej uzdolnionych twórców. Tymczasem w Warszawie odbyła się wystawa Ars Homo Erotica w 2010 roku i właściwie na tym się skończyło.

Dodatkowym utrudnieniem jest konserwatywny zwrot, który można ostatnio poczuć w polskiej polityce i kulturze.
Naturalnie Pomada w tym roku wraca w trochę zmienionej formie również dlatego, że radykalnie zmienia się atmosfera w Polsce, zmieniają się widzowie. Dlatego też pierwszy raz organizujemy akcję crowdfundingową – zbieramy pieniądze za pomocą profilu na indiegogo, żeby tegoroczna edycja odbyła się w pełnej formie. To bardzo stresujące, ale towarzyszą nam też pozytywne emocje. Widzimy realnie, jak ludzie z całego świata wpłacają kasę, bo chcą pomóc. Z pewnością umacnia to środowisko, pokazuje, że potrafimy być solidarni. Z radością obserwujemy też podobną akcję, którą organizuje poznańska Grupa Stonewall.

Jak myślisz, kto może najwięcej wynieść z Pomady?
Pomada jest dla wszystkich. Interesują nas ci, którzy są z nami od lat, istnieli w niej jako organizatorzy i jako publiczność. Pomada sama w sobie jest dziedzictwem, kontynuujemy pracę inicjatorów. Zapraszamy też tych, którzy na co dzień nie zajmują się sztuką, ale aktywnie tworzą środowisko, mozolnie, nierzadko po godzinach pracują w organizacjach pozarządowych, budują archiwa, tworzą magazyny, portale, centra zapobiegania działaniom homofobicznym, organizują i dokumentują parady równości, kluby i miejsca przyjazne środowisku LGBTQ. Kobiety, mężczyzn i tych, którzy się nie określają. Queer jest bardzo pojemnym pojęciem. Naszym zadaniem nie jest definiowanie, tylko organizowanie miejsca otwartego dla wszystkich.

W jaki sposób odróżniacie się od innych queerowych polskich inicjatyw?
Nie jesteśmy jedyni, ale takich inicjatyw jest w Polsce zdecydowanie za mało. W Warszawie odbywał się na przykład O'Less Festiwal albo Whatever Queer Festival. W Krakowie działa tworzony przez Valę dom sztuki queerowej Lamella, który prężnie rozwija swoją własną queerową praktykę. Ciężko odnieść mi się do ich programu czy zainteresowań. Myślę, że po prostu wszyscy jesteśmy trochę różni, zgodnie z naszym queerowym podejściem.

Staracie się queerować nie tylko sztukę, ale też rzeczywistość…
Rzeczywistość – co może być zaskakujące w Polsce – już jest queerowa. Trzeba tylko sprawić, żeby było to bardziej widoczne i to nasze wspólne zadanie.

Hasło tegorocznej edycji festiwalu

Więcej informacji o festiwalu możecie znaleźć tutaj. Jeśli chcecie pomóc zorganizować Pomadę, możecie dorzucić się tutaj.