Reklama

gdy hans zimmer poznał dave’a

Zaaranżowaliśmy spotkanie legendarnego kompozytora i młodego rapera, by mogli porozmawiać o tworzeniu muzyki i wzbudzaniu emocji. Oto zapis ich rozmowy.

tekst Matthew Whitehouse; zdjęcia: Regina Lemaire-Costa; tłumaczenie Patrycja Śmiechowska
|
11 Sierpień 2017, 3:05pm

Artykuł pierwotnie ukazał się w brytyjskim wydaniu i-D.

„Cóż, jestem jego fanem, bo potrafi to, czego ja nie potrafię", mówi Hans Zimmer. „Potrafi używać swojego głosu". Legendarny kompozytor, stojący za ścieżkami dźwiękowymi do takich filmów jak „The Ring", „Piraci z Karaibów", „Kod da Vinci", „Sherlock Holmes" oraz niezliczonymi utworami do filmów Christophera Nolana powiedział tak o londyńskim raperze, kryjącym się za pseudonimem Dave. Wygląda na to, że sympatia jest odwzajemniona. 19-latek z wykształceniem pianisty tworzy równie klimatyczną muzykę, co autor soundtracków do „Mrocznego Rycerza". Są przytłaczające, kinowe — nic dziwnego, że Dave ma w zasadzie więcej wspólnego z 59-letnim niemieckim kompozytorem niż z innymi brytyjskimi raperami. Hans odwiedził Londyn w ramach trasy koncertowej Hans Zimmer Live on Tour. Postanowiliśmy więc skorzystać z okazji i zaaranżowaliśmy spotkanie obu panów, aby mogli porozmawiać o pisaniu utworów, występach oraz odmieniającej sile muzyki. „Zaprzyjaźniłem się wczoraj z jednym z moich idoli, jednym z najlepszych muzyków wszech czasów", Dave napisał następnego dnia pod zdjęciem zza kulis koncertu. „To prawda", powiedział podobno Hans. „Jest moim przyjacielem".

Hans: Myślałem o tym, czym się zajmujesz. Jesteś dobry w tym, co ja — w nastrojowych, ponurych akordach. [Łączy nas] sam fakt, że je gramy, a one poruszają ludzi... Kiedy zainteresowałeś się muzyką?

Dave: Zacząłem grać, gdy miałem 12, może 13 lat. Myślę, że bardzo kształtuje cię to, w jaki sposób się uczysz i w jaki wchodzisz w świat muzyki. Oglądałem pewnego pianistę, Kyle'a Landry'ego, który grał covery w dziwny sposób. Jego lewa ręka odwalała prawie całą robotę, wplatał w to dużo improwizacji i arpeggio. Obejrzałem, jak grał wiele twoich utworów i zacząłem szukać coraz więcej i więcej informacji. Potem przez granie tych piosenek zbudowałem sobie bank akordów, z których korzystałem. Wyszło tak, że wykorzystywałem te mroczniejsze, bo treść moich piosenek też taka wtedy była. W warstwie tekstowej mogę czerpać tylko z tego, co sam przeszedłem. Mam pianino, więc jeśli w muzyce nie ma emocji, nie mogę ich włożyć w same słowa. Rozumiesz?

Hans: Tak. Raz prawie zwolnili mnie z pracy nad pewnym filmem. Montażysta muzyki powiedział mi, że słyszał od reżysera: „Jezu, ten Zimmer, strasznie mnie wkurza. Chciałbym go zwolnić, ale wtedy on siada i gra te swoje klimatyczne akordy". Wtedy zrozumiałem, że nie jestem wirtuozem. Po prostu wiem, jak grać nastrojowe kawałki. Wyjazd w trasę koncertową był bardzo ciekawym doświadczeniem, wiesz? Graliśmy w tylu różnych krajach i na przykład w Polsce próbowałem powiedzieć „Dobry wieczór panie i panowie" po polsku i tak dalej. Tylko tyle potrafię powiedzieć. Ale gdy siadam i zaczynam grać muzykę, nie potrzebuję już słów. Sądzę, że muzyka potrafi być ponad to wszystko i wyrazić to, czego nie potrafimy wyrazić słowami. Wiem, że pracujesz bardzo ciężko i starasz się znaleźć właściwe teksty. Naprawdę masz o czym mówić. Nie pokazuję na ekranach żadnego zdjęcia z filmów, z których muzykę gramy — to mój eksperyment. Pomyślałem, że chcę dać ludziom wolność, możliwość stworzenia własnych filmów w głowie albo odtworzenia tego, jak sami go pamiętają.

Dave: Gdy się od tego uwolnisz, nie narzucasz nikomu niczego, po prostu pozwalasz ludziom robić swoje.

Hans: Nie chcę być tym kolesiem, który mówi innym, co mają czuć. Chcę jednak uchylić drzwi i powiedzieć: „Okej, daję ci możliwość, żeby przez chwilę coś poczuć, zamiast siedzieć na pieprzonym telefonie, iPadzie czy czymś tam. Daję ci doświadczenie. To twoje doświadczenie i możesz z nim zrobić, co tylko zechcesz, ale przez chwilkę będzie trochę inaczej". W tym właśnie drzemie siła tego, co robimy. Kluczowym słowem w muzyce jest „grać". Gramy muzykę. To właśnie publiczność powinna z tego wynieść: wprowadzić więcej gry do swojego życia. Wiecie, życie jest ciężkie. Większość ludzi przygnębia. Próbują powiązać koniec z końcem, budzą dzieciaki rano, zawożą je do szkoły. A mogliby czegoś od nas się nauczyć — dociera do nas, że to może być dobra zabawa.

Dave: Jasne. Często ja i Fraser [T Smith, producent] po prostu fristajlujemy. Sądzę, że jeśli my się przy tym dobrze bawimy, to każdy powinien, no nie? Możemy motywować ludzi, sprawiać, że o czymś zapomną, zasmucą się, coś sobie przypomną — możemy sprawić, że coś poczują. To rzadka możliwość.

Hans: Teraz najczęściej czujemy tylko wściekłość. Wobec systemu, wobec wszystkiego. A są przecież jeszcze inne uczucia, wiecie? Nagle zespół zaczyna grać, wszystko współgra, widownia jest z wami i doznajecie wyjątkowego uczucia: emocje wszystkich są skierowane w tym samym kierunku.

Dave: Dziwnie jest być młodym i mówić ludziom: „Jestem raperem". Młody, 19-letni, czarny dzieciak ze złotymi zębami — raper. Mówisz ludziom, że zajmujesz się tym zawodowo, gdy gadasz z nimi w taksówce czy coś, a oni od razu mają w głowie wyrobioną opinię. Z drugiej strony muzycy, aktorzy, sportowcy i tak dalej mają niesamowitą pracę, bo w każdej chwili wszystko w waszym życiu może się zmienić. Brakuje stabilizacji.

Hans: Więc co masz zamiast tego? Masz swoich kumpli i muzykę. Tyle. Jestem od ciebie trzy razy starszy, ale możemy sobie pogadać i pewnie nawet wejść na scenę bez patrzenia na siebie i wymyślilibyśmy coś istotnego dla nas obojga. To różnica między sportowcami i nami. Sportowcom w pewnej chwili kończy się energia. Ich ciała się poddają. A nigdy nie słyszałem o muzyku, który przeszedł na emeryturę, bo to wcale nie miała być ich profesja. To pasja. Po prostu działamy dopóki mamy coś do powiedzenia... Tobie świat daje coś nowego do powiedzenia każdego dnia. Zmieniasz to w poezję, bo nie ma innego sposobu na to, by ktoś inny to zrozumiał. Dziś wszyscy znamy strzępki informacji, ale to nie jest wiedza ani poezja, nie ma duszy. Dlatego potrzebujemy kogoś, kto będzie nam opowiadać historie o tym, kim jesteśmy, gdzie się znajdujemy na tym świecie. Właśnie tym się zajmujesz.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Dave: To wymaga pewnej mentalnej energii. Sądzę, że każda piosenka jest jak złoto albo srebro, jest czymś rzadkim i cennym. Nie tworzę muzyki często. Nie mogę, bo sposób, w który do tego podchodzę i tworzę teksty jest... Muszę osiągnąć pewien konkretny stan umysłu, bo pewnie w taki zwykły dzień jak ten, nie mógłbym wejść do studia i nagrać piosenki.

Hans: Ja też nie. Muszę się z tym mocować. Pomęczyć się. Muszę sobie pobrudzić ręce. Muszę wiedzieć, co chcę powiedzieć. Muszę wiedzieć jak chcę to powiedzieć. Muszę wiele wyrzucić, ponieważ wiem, co chcę powiedzieć, mam to na końcu języka, ale jeszcze nie jestem w stanie tego zrobić.

Dave: Gdy puszczam ludziom muzykę, ich słowa nic dla mnie nie znaczą. Liczą się emocje, malujące się na ich twarzach.

Hans: Dokładnie! Gdy pierwszy raz puszczam coś reżyserom, nie patrzę na nich. Powinienem, ale nie potrafię.

Dave: To musi być presja na zupełnie innym poziomie.

Hans: Opowiem ci coś. Zanim zaczęliśmy kręcić „Interstellar", wpadłem gdzieś na Christophera Nolana. Uwielbia rzucać mi wyzwania, żebym się nie nudził, więc powiedział: „A co jeśli dam ci tylko jedną stronę i nie zdradzę ci fabuły, a ty napiszesz muzykę na podstawie tego, co z niej wyciągniesz?". Powiedziałem: „Brzmi jak dobry eksperyment". Później dostałem od niego list, napisany na maszynie na grubym papierze. Opowiadał o ojcu. O jego relacji z dziećmi. Myślałem o tym pisząc piosenkę i stworzyłem muzyczny list miłosny do mojego dziecka. Skończyłem koło 22:00 i zadzwoniłem do Chrisa. Odebrała jego żona. Zapytałem, czy wysłać piosenkę, a ona odpowiedziała: „Cóż, w zasadzie Chris jest niezwykle zatroskany, czy mógłby do ciebie przyjechać?". Więc przyjachał, usiadł na kanapie, a ja puściłem mu piosenkę i na niego nie patrzyłem. Gdy się skończyła, zapytałem co sądzi, a on na to: „Hmm, chyba lepiej wezmę się za tworzenie filmu". Spytałem: „A o czym on w końcu opowiada?", a on na to „A, kosmos tu, epicka opowieść tam, bla bla bla". Słuchałem tej niesamowitej opowieści i zapytałem: „Ale jak to, przecież napisałem ci właśnie malutki, delikatny, osobisty utwór. Jak to się ma do tych wszystkich rakiet, lotów w kosmos, podróży w czasie i tak dalej?". A on powiedział: „Teraz wiem, co jest sercem filmu". Wziął ze sobą ten utwór i napisał resztę scenariusza.

Dave: Czy to był motyw przewodni?

Hans: Tak.

Dave: Jest piękny.

Hans: A jednak jest bardzo prosty. Piszę prostą muzykę, bo właśnie w tym się sprawdzam. To tylko kilka akordów, prosta melodia. Wiele czasu zajęło mi pozbywanie się nut. Pewnie też masz dużo takich słów, tekstów, które na pozór brzmią fajnie, ale donikąd nie prowadzą i musisz je wykreślić, żeby zrobić postęp.

Dave: Trzeba porzucić wiele wersów, upewnić się, że wszystko, co mówisz, ma cel. Co ten tekst buduje? Jaki obraz wprowadza do całości? Nie często to mi się udaje. Ty robiłeś to wiele razy.

Hans: Nie, ja też nie. Dlatego ciągle pracuję, bo ciągle mam w głowie tę piosenkę, której jeszcze nie napisałem. Za każdym razem próbuję zrobić to lepiej,zbliżyć się do niej. I wiesz co? Jeśli kiedykolwiek ją napiszę, to będzie katastrofa, bo wtedy wszystko się skończy. Co ja będę wtedy robił? To właśnie ten pościg jest taki przyjemny.

„Tequila", najnowszy singiel Dave'a, jest dostępny w sprzedaży. Trasa koncertowa Hans Zimmer Live on Tour trwa do października.

Przeczytaj też: