zjednoczone stany swetra

Z okazji premiery „Zjednoczonych stanów miłości” rozmawiamy z Moniką Kaletą, kostiumografem wszystkich filmów Tomasza Wasilewskiego, o wspomnieniach z lat 90, tureckich swetrach, spodniach z wysokim stanem i Krzysztofie Kieślowskim.

tekst i-D Polska
|
29 Lipiec 2016, 3:25pm

kadr z filmu

„Zjednoczone stany miłości" to Twój trzeci film z Tomaszem Wasilewskim, do tego trzeci w roli kostiumografa, bo na co dzień zajmujesz się charakteryzacją. Jak zaczęła się wasza współpraca?
Znaliśmy się prywatnie, więc wiedziałam, że Tomek chce nakręcić swój pierwszy film. Przez 20 lat w branży pomogłam w wielu debiutach różnych kolegów, tylko zawsze jako charakteryzator. A tu Tomek dzwoni i pyta: „A nie zrobiłabyś też kostiumów? Tam będzie tylko jedna sukienka..."

No i tak wyszło, że zrobiłam do tego filmu („W sypialni") i charakteryzację, i kostiumy. Oraz oczywiście okazało się, że to wcale nie była jedna sukienka, bo przecież nie ma takiego filmu, do którego potrzebna by była tylko jedna, jedyna sukienka. No ale udało się, odzew był pozytywny, potem zrobiliśmy razem „Płynące wieżowce", a teraz „Zjednoczone stany miłości".

Akcja w poprzednich filmach rozgrywa się współcześnie, a „Zjednoczone stany miłości" to powrót do roku 1990, więc podejrzewam, że praca nad kostiumami z tych czasów musiała być większym wyzwaniem. Jak wyglądał Twój research?
Przede wszystkim był długi. Dużo o tych bohaterkach rozmawialiśmy, co było o tyle łatwiejsze, że niektóre już miały swoje twarze, bo na przykład od początku wiadomo było, że Izę zagra Magdalena Cielecka, a Marzenę - Marta Nieradkiewicz. Drobiazgowo i od podstaw tworzyliśmy te postaci, pod względem osobowości i wyglądu. Tomek niczego nie pozostawia przypadkowi. Oglądaliśmy dużo zdjęć z tamtych czasów, rozmawialiśmy o filmach. W ramach researchu powtórzyłam sobie cały „Dekalog" Kieślowskiego, zamiast amerykańskich filmów...

Zdjęcie z planu, fot. Andrej Wencel

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

...czy seriali, jak „Beverly Hills 90210"? Już chyba lepiej „W labiryncie", prawda?
No już prędzej, ale też nie do końca. „Dekalog" był najlepszym wyborem, również dlatego, że tu też jest blokowisko, chłód, szarość. Ja te czasy dobrze pamiętam, bo w 1990 roku miałam 20 lat, więc byłam już w pełni świadoma, także mody. Tomek jest 10 lat młodszy i dla niego to obrazy z dzieciństwa.

Dla mnie też - zwłaszcza scena lekcji religii wyglądała jak zdjęcie mojej klasy z podstawówki. Jakaś taka siermiężność, opaski, swetry... no właśnie, swetry.
Wiedziałam, że o nie zapytasz. Ze swetrami było trochę bojów, bo na samym początku Tomek zapowiedział, że ich nie chce. Ale jak to, zima w latach 90. bez ani jednego swetra? Ale jemu chodziło o to, by nie było ich za dużo, zwłaszcza tych tureckich, pstrokatych. Ostatecznie osiągnęliśmy kompromis. Mamy jedną scenę z takim właśnie krzykliwym, modnym wtedy swetrem, ale on tam jest akurat potrzebny, ważny - Marzena pożycza go Agacie, bo ta chce zrobić na kimś wrażenie. Są też swetry innego rodzaju. Agata (Julia Kijowska) od początku miała nosić ręcznie robione - wręcz własnoręcznie, bo wtedy robienie na drutach i szydełkowanie było bardzo popularne. Jak się przyjrzeć bliżej to widać, że swetry Agaty to nie robota maszynowa, tylko dziergana. Tak samo swetry jej córki. Zresztą jeden ze swetrów Agaty, gruby z golfem, na którym Tomkowi bardzo zależało, zrobiła ciocia mojej koleżanki, która wtedy też robiła na drutach. Zwróć uwagę na mankiety i golf z innej wełny, niż reszta - to było w tamtych czasach powszechne, bo zawsze brakło wełny. Udało nam się przemycić do filmu takie smaczki, do odczytania przez tych, którzy pamiętają początek lat 90. A w ogóle to swetry i kożuchy pojawiły się dlatego, że w scenariuszu wszystko działo się podczas zimy stulecia. Biało, wszystko zasypane śniegiem. Ale gdy kręciliśmy, jak na złość zima była raczej wiosenna. Konieczny dla tej historii efekt chłodu udało się osiągnąć dzięki pracy operatora, zdjęciu koloru. Swoją drogą, cudowny rumuński operator Oleg Mutu (pracował m.in. przy nagrodzonym Złotą Palmą w Cannes filmie „4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni" Criastiana Mungiu bardzo mi pomógł z kostiumami: robiliśmy próby kamerowe pod kątem ubrań, bo było wiadomo, że będzie korekcja kolorów, a on potem wysyłał mi mailem zdjęcia, jak to będzie wyglądać po przerobieniu. Dzięki temu od razu wiedziałam, jakich barw nie używać. Nie dość, że utalentowany artysta, to jeszcze świetny człowiek.

Zdjęcie z planu, fot. Andrej Wencel

Opowiedz mi trochę o tym, jak budowałaś poszczególne postaci - w końcu każda z nich ma inny styl.
Marzena jest trochę lepiej sytuowana, ma męża za granicą, więc i ciuchy mniej zgrzebne. Z kolei ubrania Izy może nie są najmodniejsze, ale bardzo dobrej jakości: mają wyglądać, jak szyte przez krawcową.

No właśnie, Magdalena Cielecka jako Iza wygląda nie jak postać z początku lat 90 w Polsce, tylko raczej jak bohaterka francuskiego filmu z przełomu lat 70 i 80.
Tak, ona jest trochę z wcześniejszej dekady. Zresztą to nie jest tak, że wtedy każda kobieta chodziły w marynarkach z poduchami i wzorzystych swetrach. Kobieta o pozycji Izy, dyrektorka, nosiła się z klasą. Wzorem dla tej postaci była moja mama oraz mama Magdy: obie ubierały się u krawcowych, bo w sklepach nie było ładnych ubrań, a im zależało, by dobrze wyglądać. Taki miałam pomysł na Izę. Z kolei Marzena ma ciuchy z paczki od męża z zagranicy: dżinsy, swetry. Według pierwszej koncepcji nosiła skórzaną kurtkę i miniówy, ale Tomek chciał, bym nadała jej stylowi rys sportowy, w końcu w filmie jest instruktorką fitnessu. Stonowałam więc trochę jej look, jest bardziej swobodny, naturalny.

kadr z filmu

W zasadzie Marzena mogłaby wyjść tak ubrana i na współczesne ulice, i nie wyglądałaby jak przebieraniec.
Bardzo nam zależało na tym, by kostiumów nie było czuć Cepelią. Ten film, owszem, dzieje się w 1990 roku, ale nie chcieliśmy go przestylizować. Wciąż są ludzie, którzy tak się ubierają, tak mieszkają... Kręciliśmy w Żyrardowie, tam czas się trochę zatrzymał. Film dzieje się w małym miasteczku, gdzie mało kto ubiera się wedle najnowszej mody. Dzisiaj w wielu miejscach jest podobnie. W "Krótkim filmie o miłości" Olaf Lubaszenko ubrany jest w dżinsy i koszulę, które nie przynależą do tamtej epoki, są uniwersalne.

W „Zjednoczonych stanach miłości" za modą może nadążają młodzi, starsze postaci mają bardziej ponadczasowy styl.
Zgadza się. Wzorem dla kostiumów postaci Andrzeja Chyry, lekarza, jest typ mężczyzny, najczęściej intelektualisty, który od lat ubiera się tak samo. Grube sztruksy, szetland, z łatami na łokciach, na to marynarka. Tak wygląda na przykład Zygmunt Malanowicz, jeden z moich ukochanych aktorów.

Co jest dla ciebie symbolem mody wczesnych lat 90.? Wszystko jedno, negatywnym czy pozytywnym?
Pamiętam, że wtedy pojawił się jedwab. Jedwabne bombery, koszule, spodnie. Tylko pamiętaj, że miałam wtedy dwadzieścia kilka lat, a ubierałam się jeszcze doroślej: marynarki, trwała. Nie załapałam się na grunge i inne młodzieżowe stylówy tamtych lat. Zresztą, tyle ich było... Jedyne, co łączy te różne trendy, patrząc z dzisiejszej perspektywy, to że wszyscy nosili za duże ubrania. Wygrzebało się z szafy czy w lumpeksie coś z tamtych lat, w rozmiarze aktorki, a po przymierzeniu okazuje się, że ówczesne 36 jest jak dzisiejsze 40!

Twoja polska ikona stylu wczesnych lat 90?
Aleksandra Laska, z którą miałam zresztą przyjemność pracować. Zaczynała jako modelka, a potem ubierała gwiazdy estrady, ale robiła mnóstwo innych rzeczy: od teledysków po kolczyki z połamanych płyt CD. Wysoka, szczupła blondynka, kręcone włosy, proste geometryczne formy. Polska Grace Jones. Wspaniała.

kadr z filmu

Zauważasz dziś na ulicach elementy mody tamtych czasów?
Oczywiście! Wróciły dżinsy z wysokim stanem, kombinezony. Dlatego część ubrań, na przykład dla Marzeny, mogłam kupić w zwykłych sklepach, nie lumpeksach. A do jednej sceny potrzebowałam dżinsów z wysokim stanem, ale wyraźnie nowych, nieużywanych. Parę lat temu byłby z tym kłopot.

No właśnie, dużo miałaś problemów ze znalezieniem odpowiednich ciuchów?
Przede wszystkim przeszukałam z moimi nieocenionymi asystentkami, Aleksandrą Bieś i Adą Komerską, szafy naszych mam, cioć, teściowych. Użyte w filmie torebki i biżuteria należały do mojej mamy. Andrzej Chyra grał z zegarkiem mojego zmarłego ojca. Potem pojechałyśmy do Łodzi, do wyspecjalizowanych lumpeksów, trochę wypożyczyłyśmy z magazynów filmowych, ale też sporo rzeczy znalazłam w internecie, bo teraz jest mnóstwo vintage'owych sklepów online. Jednym z tych internetowych łupów jest kurtka Marzeny, taka bordowa z kołnierzem. Najgorzej było z butami. Szkoda, że sklep Normcore pojawił się już po tym, jak skończyliśmy zdjęcia, te buty byłyby idealne!

Przydadzą się następnym razem! Bo chyba będzie następny raz?
Nadal zajmuję się charakteryzacją i bardzo lubię swoją pracę, ale przygoda z kostiumami dała mi dużo radości i satysfakcji, więc chętnie to powtórzę. Najlepiej w zupełnie inne stylistyce. Może lata 30. albo 60.?

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Paulina Gorzkowska

Tagged:
Film
Newsy
lata 90.
tomasz wasilewski
zjednoczone stany miłości
dorota kolak
julia kijowska
marta nieradkiewicz
magdalena cielecka
paulina gorzkowska
płynące wieżowce