filmy, których nie możemy się doczekać na berlinale

Już jutro rusza festiwal w Berlinie. Oto, na co czekamy najbardziej!

tekst i-D Staff
|
10 Luty 2016, 11:40am

zdjęcie: Alexander Janetzko/ Berlinale 2015

Czemu warto wybrać się na festiwal w Berlinie? Przede wszystkim to idealna okazja, żeby pojechać do stolicy europejskiego undergroundu, poimprezować i zobaczyć najlepsze filmy nadchodzącego roku na długo, zanim pojawią się w kinach. W przeciwieństwie do festiwali w Cannes i Wenecji, które odbywają się w lecie, w zimowym Berlinie panuje luźna atmosfera, nie ma spektakularnej parady po czerwonym dywanie, a gwiazdy pojawiają się czasem na projekcjach na bosaka, bo w takich warunkach bardziej komfortowo ogląda się filmy. Przy okazji to największy festiwal filmowy na świecie, jeśli chodzi o ilość widzów (co roku sprzedaje się około 500 tysięcy biletów). Jeśli więc wybierasz się do Berlina, lepiej weź termos - historia, że w kolejce po bilety niektórzy ustawiają się o 4-5 nad ranem to wcale nie jest urban legend. Oto, na co my czekalibyśmy w sznureczku ludzi przed kinem o świcie:

„Zjednoczone Stany Miłości"
W zeszłym roku nagrodę dla najlepszego reżysera zgarnęła na Berlinale Małgorzata Szumowska za „Body/Ciało". W tym roku pojawiła się za to w jury obok Meryl Streep, natomiast do konkursu głównego trafiły „Zjednoczone Stany Miłości" Tomasza Wasilewskiego. Historia o czterech kobietach żyjących w Polsce na początku lat 90., które angażują się w niebezpieczne związki, to kolejny dowód na to, że Wasilewski potrafi robić filmy mocno zakorzenione w lokalnych warunkach i równocześnie odnosić sukcesy na świecie. Trzymamy kciuki też za film „Zud" Marty Minorowicz w konkursie Generation Kplus.

„The Commune"
Zastanawialiście się kiedyś, jak to jest mieszkać w komunie? Thomas Vinterberg, twórca świetnego „Polowania", stara się znaleźć odpowiedź, przyglądając się przy okazji temu, jak funkcjonujemy w otoczeniu innych ludzi. To historia częściowo oparta na jego własnych doświadczeniach, bo sam wychowywał się w podobnym miejscu. Zwiastun zapowiada, że raczej nie mamy co liczyć na szczęśliwe zakończenie, ale kto wie?

„Alone in Berlin"
To jeden z najważniejszych filmów Berlinale, w którym Emma Thompson i Brendan Gleeson wcielili się w rolę niemieckiego małżeństwa, stawiającego opór nazistowskiej władzy w czasie II wojny światowej. Historia pokazana w „Alone in Berlin" została oparta na bestsellerowej książce Hansa Fallady, o której od dawna mówiono, że jest idealnym materiałem dla kina. Dostępny fragment sugeruje, że to będzie jeden z najbardziej stylowych filmów festiwalu.

„Uncle Howard"
Dokument „Uncle Howard" przeniesie nas do Nowego Jorku sprzed ponad czterech dekad i pozwoli poznać historię ówczesnej śmietanki towarzyskiej - między innymi Williama S. Burroughsa czy Jima Jarmuscha. To będzie zakręcona historia filmowca, który umarł z powodu AIDS, ale wcześniej udało mu się na taśmie utrwalić sporą część życia nowojorskich artystów, którzy wywrócili ówczesną kulturę do góry nogami.

„A Serious Game"
Pernilla August bardziej, niż z reżyserią, jest kojarzona z występów w filmach szwedzkiego mistrza kina, Ingmara Bergmana i w „Gwiezdnych wojnach". Teraz postanowiła stanąć po drugiej stronie kamery i nakręcić historię zakazanej miłości z początku XX wieku. Niedługo się przekonamy, czy piękne kostiumy i dwójka zakochanych, którzy ze względu na społeczeństwo nie mogą być razem, wzruszą wyrobioną festiwalową publiczność.

Przeczytaj też:
Najsmutniejsze sceny z filmów Sofii Coppoli
Playlista muzyki z filmów Xaviera Dolana
Pięć filmów o muzyce

Tagged:
Film
Berlinale