​girls on the board

Jeśli wydaje ci się, że deska to męska rzecz, pora przetrzeć oczy i zacząć lepiej przyglądać się zmieniającej się wokół rzeczywistości. Rozmawiamy z pięknymi, inspirującymi i wytrwałymi dziewczynami, które nie dały się stereotypom.

tekst i-D Staff
|
lut 23 2016, 1:15pm

AGATA HALIKOWSKA — 20 lat, Ostrowiec Świętokrzyski, jeździ od 8 lat

Jak to się stało, że zaczęłaś jeździć?
Przychodziłam do skejtparku, jeździłam na rolkach, pewnego pięknego dnia, wracając do domu, założyłam buty i wzięłam deskę od kuzyna, który wtedy jeździł. On dopiero zaczynał i od dłuższego czasu próbował zrobić ollie — podskok, odbicie tylnej części deskorolki (tail) od ziemi, co skutkuje podbiciem całej deskorolki do góry. Wzięłam deskę i okazało się, że umiem to ollie... Spróbowałam więc zrobić shovieta (połączenie ollie z obrotem deski o 180 stopni do przodu lub tyłu — backside/frontside) i też się okazało, że się kręci... Pomyślałam sobie, że to fajna zajawa — na maksa fajna i chcę to robić.

Pierwsza deska z hipermarketu?
Nie, nie, przez pierwszy sezon jeździłam na spółkę z kuzynem, mieliśmy starą deskę po ziomku — blat Elementa był straszną zapałką, był strasznie zjechany, nie miał praktycznie nose'a i taila. Potem uzbieraliśmy kasę na własne deski.

Wiem, że chłopaki mają czasem problem z jeżdżeniem z tobą lub graniem w Skate'a, bo jesteś od nich lepsza. Odczuwasz czasem niechęć z ich strony?
NIE! Nie czuję, że jestem lepsza, raczej traktujemy się na równi. Od samego początku odczuwam duże wsparcie z ich strony.

Od wielu lat jesteś uważana za najlepszą polską skejterkę, jak się z tym czujesz?
Trudne pytanie. Jest to oczywiście bardzo miłe, ale wolałabym, żeby było inaczej, żeby poziom dziewczyn jeżdżących w Polsce na deskorolce był wyższy, żebym mogła z kimś rywalizować i uczyć się od lepszych dziewczyn.

Zdarza ci się czasem jeździć z dziewczyńską [sic!] ekipą?
Rzadko, ewentualnie na jakichś zawodach. Zazwyczaj jest to jeden, dwa dni (tyle, ile trwa impreza) i potem rozjeżdżamy się do swoich miast, no i niestety...

Często sprawdzasz, czy w sieci pojawiła się nowa skejterka?
Jak mi się rzuci w oczy filmik ze skejterką, to oglądam go zawsze, natomiast z przypadkowym skejterem nie zawsze, musi mnie czymś zaciekawić. Filmik z rajderką odpalam za każdym razem. Mam większą zajawę, oglądając filmy z dziewczynami.

ANIA KULIG — 15 lat, Jastrzębie-Zdrój, jeździ od 6 lat

Kiedy w twojej głowie zakwitła pierwsza myśl o deskorolce?
Przed blokiem, w którym mieszkam, znajduje się malutki, już bardzo zniszczony skejtpark. Kilka lat temu obserwowałam chłopców, którzy tam jeździli, spodobało mi się to i postanowiłam spróbować.

Co na początku sprawiało ci największy problem?
Trudne pytanie, bo w sumie to sama nie wiem, tak się zajarałam deskorolką, że po prostu katowałam nowe triki. Nie umiałam zrobić na początku ollie, więc mój pierwszy trik to był fakie shove it.

Nieodłączną częścią tego sportu są kontuzje... Jesteś w trakcie rehabilitacji.
To pierwsza poważna kontuzja, do tej pory miałam przez deskorolkę jedynie szytą twarz. Rozbiłam brodę i łuk brwiowy. Mam świadomość, że jest to niebezpieczny sport i kontuzje zdarzają się często. Non stop poobijane piszczele, zdarte łokcie i kolana, ale nie zadręczam się negatywnym myśleniem o konsekwencjach. Co prawda ostrożnie podchodzę do nowych trików i długo się przełamuję, ale zawsze jestem pozytywnie nastawiona.

Czy czujesz, że jazda na desce korzystnie wpływa na twoje życie?
Nie wyobrażam sobie życia bez deski! To uczucie samej jazdy, surfowania po pustej ulicy... Poza tym, że dzięki desce zupełnie inaczej postrzegam różne rzeczy, inaczej patrzę na to, co mnie otacza, wszędzie znajduję spoty i fascynuję się schodami lub murkiem oraz nigdy nie narzekam na nudę i brak zajęć, bo całe dnie spędzam na desce (co zawsze denerwuje moje koleżanki, a potem w szkole słyszę, że tylko ta deska i deska), to jestem zwykłą nastolatką. Moim zdaniem dzięki pasji łatwiej zdecydować, co chce się robić w przyszłości i jak ułożyć sobie życie.

Rurki, street czy flat i co będziesz robić za pięć lat?
Street, a za pięć lat będę się uczyć, pracować i profesjonalnie jeździć na desce.

WERONIKA TWARDOWSKA — 24 lata, Katowice, jeździ od 10 lat

Nie kusi cię czasem, żeby wrócić na deskę?
Często jeżdżę, ale już rekreacyjnie. Byłyśmy z kumpelą jednymi z pierwszych ladek, które jeździły w Kato. Faceci po nas hejtowali, a my miałyśmy fun.

O, to coś nowego, większość dziewczyn twierdzi, że chłopaki ich wspierały.
Tak było, ale na szczęście jest już inaczej.

Większość skejterek twierdzi, że zaczęły jeździć, obserwując skejtujących chłopaków. Jak było w twoim przypadku?
Czasem, ale to bardzo, bardzo rzadko trafiał się skejter, który się nad nami zlitował i pokazał, jak zrobić jakiś trik. Ich nastawienie do nas zmieniło się dopiero po paru latach. Gdy wciąż przychodziłyśmy na miejscówkę i widać było u nas progres, wtedy zaczynali nas szanować albo wspierać, nie wiem, jak to nazwać (śmiech). W 2010 roku to już udało nam się zrobić dziewczyński tour po Polsce przy pomocy paru chłopaków.

Girls on Tour (link) to jeden z nielicznych porządnych polskich filmików skejtowych z dziewczynami w roli głównej. Jak myślisz, z czego to wynika?
Mieliśmy profesjonalnego kamerzystę, supervana i sponsorów. No i w grupie sześciu, siedmiu dziewczyn potrafiłyśmy nawet coś wspólnie skatować. Więc razem to wyglądało OK. Już od paru lat dziewczyny dobrze sobie radzą na desce, nie są dziwolągami tak jak my kiedyś.

Rozumiem, że dziewczyny na deskach się znają i wspierają? Czy są jakieś krzywe akcje?
U nas się wspierałyśmy i się przyjaźniłyśmy. A przede wszystkim cieszyłyśmy się z nowych trików każdej z nas, bo to przybliżało nas do poziomu, na którym jeździli faceci.

Czy deska ci coś dała czy zabrała?
Deskorolka to dla mnie coś więcej niż kawałek drewna. Zawsze patrzyłam na to szerzej, jako na lajfstajl — muzyka, ubrania, sztuka. Oprócz pozdzieranych łokci i kolan nic mi nie odebrała.

Rurki, street czy flat i co będziesz robić za pięć lat?
Za pięć lat pewnie będę głównie śmigać na longboardzie do pracy.

AGATA ILNICKA — 19 lat, Gdynia/Warszawa, jeździ od małego

Przypominasz sobie ten moment, w którym stwierdziłaś: „Chcę jeździć na desce"?
Tak, to był mój pierwszy wyjazd na Woodcamp. Był to ostatni obóz, który się odbywał jeszcze w Gołdapi - to było w podstawówce.

Skąd wziął się pomysł wyjazdu na obóz deskorolkowy?
Mam starszego brata, który zawsze inspirował mnie do różnych sportów, a ja go chciałam naśladować.

Miałaś wtedy swoją deskę?
Zaczynałam od deski z taniego sklepu, ale na obozie byłam pierwszy raz w skejtszopie i wypatrzyłam sobie deskę i superkółeczka. Poprosiłam mamę, która zauważyła, że jest to chyba coś, co będę ciągnęła przez jakiś czas - może zawsze, może rok lub dwa, ale zauważyła, że lubię to robić. Kupiła mi mój wymarzony set - moje dziecko :)

Od początku ci świetnie szło czy były jakieś problemy?
Oczywiście, że początki są trudne, ale zawsze jest zajawa. Nie odnajdowałam, byłam zbyt nieśmiała, żeby sama pójść na skejtpark. Moja koleżanka z klasy też chciała się nauczyć, więc chodziłyśmy razem - bardzo dobrze jeździła, ale przestała, szkoda, bo miała potencjał i mogła wiele osiągnąć, ale nie wkręciła się w te tematy. W skejtparku Kamuflage zaczęłam poznawać różnych ludzi w różnym wieku. Prawda jest taka, że na początku miałam deskę, ale nie jeździłam na niej, stałam w miejscu, tylko czasem poszłam się poodpychać pod blokiem. Potem zaczęło mi coś wychodzić i dalej już poszło z górki. Nie ukrywam, że odnajduję się lepiej na vercie (jazda po przeszkodach, których ściany przypominają wycinki koła) — czyli rampy, bowle, minirampy.

Często bierzesz udział w zawodach?
Dla mnie zawody to jest stres - STRASZNY STRES! Na maturze takiego nie miałam. Deskorolka to moja pasja, nie muszę być w tym najlepsza, nie muszę nikomu niczego udowadniać. Jak byłam mała, to oczywiście startowałam - jak każde małe dziecko kusiły mnie nagrody, naklejki, klimat. Ma się cały skejtpark dla siebie, wszyscy na ciebie patrzą i mogą powiedzieć, że jesteś super albo że jeździsz tragicznie. Trzeba mieć odwagę, żeby wystartować.

No właśnie! Kobiety na deskorolce często są utożsamiane z ramp tramps (dziewczyny, które nie znają się na desce, ale przychodzą oglądać chłopców).
Ostatnio zjawiłam się na zawodach w Błoniach. Było to już po moim wypadku — za bardzo nie mogę jeździć. Chłopaki zachowali się super, podeszli do mnie, pogadali, dodali otuchy. Na skejtparku byli wszyscy, widzieli, co się stało. Po wypadku brakowało mi czegoś, co da mi spokój, wiedziałam, że jazda na desce może się dla mnie źle skończyć, ale pojechałam na zawody spotkać się z ludźmi. Wszyscy mnie namawiali na jazdę - oczywiście dałam się namówić, był strach (wypadek przed oczami), ale w momencie gdy weszłam na deskę, to poczułam ten klimat - bardzo mi tego brakuje. Dzięki deskorolce poznałam wielu wspaniałych ludzi i jestem w tym miejscu. To daje coś, czego nie można kupić - zaufanie, wspólną pasję...

Rurki, street czy flat i co będziesz robić za pięć lat?
Chcę robić to, co lubię. Na tyle, na ile mogę sobie pozwolić, chciałabym kontynuować jazdę na deskorolce. Chciałabym mieć styczność z ludźmi z tego grona i żyć tym!

ELIZA HALAMA — 22lata, Tychy, jeździ od ok. 10 lat

Kiedy w twojej głowie zakwitła pierwsza myśl o deskorolce?
Gdy byłam w gimnazjum, chodziłam na kółko teatralne organizowane w Domu Kultury w Tychach. Tuż obok nieznajomi mi wtedy jeszcze chłopcy śmigali sobie na desce, bardzo mi się to spodobało. Namówiłam moją ukochaną babcię, żeby kupiła mi deskorolkę. I tak się stało. Poszłyśmy razem na targ i kupiłyśmy deskorolkę za 75 zł!

Co na początku sprawiało ci największą trudność?
Odpychania i płynnej jazdy nauczyłam się już pierwszego dnia, pomyślałam sobie - hm, łatwa sprawa! Następnym krokiem było ollie. Zanim oderwałam się od deski, minęło trochę czasu :)

Z kim najczęściej jeździsz, może z innymi dziewczynami?
Najczęściej jeździłam na desce z kolegami poznanymi na teatrze - oni bardzo często zabierali mnie na różne spoty. Oczywiście nie od razu… Na początku nie darzyli mnie sympatią, dopiero gdy zauważyli jakiś tam potencjał i progres. Często zdarzało mi się jeździć z Agatą Halikowską, Martyną Taras, Mariną, Werką, Esterą, Julką i Gabi.

Czy jeżdżące dziewczyny mają trudniej niż chłopaki?
Nie wydaje mi się... Może mamy trochę inne predyspozycje. Jeśli ktoś jest się w stanie zmobilizować i czerpie z tego dużą radość, to na pewno będzie zadowolony ze swoich osiągów. Ja jeżdżę już mało - tylko rekreacyjnie, bo przez to kolano nie mogę…

Piękne dziewczyny i brzydkie kontuzje… Jakie cechy charakteru i umiejętności wypracowałaś, jeżdżąc?
Nigdy nie żałowałam! Dzięki temu poznałam wielu wspaniałych ludzi, zwiedziłam piękne miejsca, nauczyłam się wytrwałości i cierpliwości. Dodało mi to pewności siebie i przyniosło wiele radości. Gdyby nie deska, nie miałabym tak wielu przyjaciół w Polsce i za granicą, pewnie nie pracowałabym tu, gdzie teraz pracuję, i nie miałabym tak pięknych wspomnień.

A w czym dziewczyny są lepsze od chłopaków jeżdżących na desce?
Często mają lepszą stylówę i jeżdżą bez kija w dupce — swobodniej :)

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Duśka ZuoZone