Reklama

film w filmie, czyli sprytne chwyty tarantino w „nienawistnej ósemce”

Już coś ci świta?

tekst i-D Staff
|
20 Styczeń 2016, 4:50pm

kadr z filmu „Nienawistna Ósemka”

Jeśli ktoś twierdzi, że „filmy Tarantino to tylko krwawa jatka", raczej żadnego z nich nie widział. Chyba nie ma drugiego reżysera, który tak bardzo podkreślałby swoją obsesyjną miłość do oglądania klasycznych filmów i świadomego odwoływania się do nich we własnej twórczości.

W finale „Django" pojawiają się ujęcia wyjęte prosto z „Zawodowca" Sergio Corbucciego, a słynny taniec z „Pulp Fiction" pochodzi tak naprawdę z „Osiem i pół" Federico Felliniego. Tarantino kradnie w najlepsze z klasycznych filmów i wcale tego nie ukrywa. Trzeba tylko dokładnie się przyjrzeć, bo gra nie jest łatwa. Czasem trudno dojść do tego, co było inspiracją. Pomożemy wam trochę i podpowiemy, o czym myślał Quentin w przypadku „Nienawistnej ósemki".

„Siedmiu wspaniałych" Johna Strugesa (1960)

Zacznijmy od czegoś najbardziej oczywistego. Tarantino w „Nienawistnej ósemce" stara się igrać z konwencją, dlatego nie bez przyczyny swój film nazwał w podobny sposób do klasyka westernu autorstwa Johna Strugesa. Tytuł wiele jednak mówi o różnicach, jakie dzielą bohaterów tych dwóch filmów. Jak zawsze u Tarantino, postacie nie dzielą się jednoznacznie na „tych dobrych" i „tych złych". Należą raczej do jednej, „nienawistnej", grupy.

„Maruderzy Millera" (1962) i „The Steel Helmet" (1951) Samuela Fullera

Tarantino chętnie sięgnął także po filmy Samuela Fullera. W scenariuszu oddział Chrisa Mannixa z Południa nosi nazwę „Maruderzy Mannixa", co jest jasnym odwołaniem do „Maruderów Millera" Fullera. Z kolei cała opowieść przypomina fabułę „The Steel Helmet" - filmu opowiadającego o wojnie w Korei. Tarantino przenosi się na Dziki Zachód, ale motyw utknięcia w małej, zamkniętej przestrzeni na końcu świata zostaje pokazany niemal identycznie.

„Coś" Johna Carpentera (1982)

„Nienawistna ósemka" ma też wiele wspólnego z horrorem, który na pierwszy rzut oka jest z zupełnie innej bajki. Reżyser nie tylko sięgnął po trzy niewykorzystane przez Carpentera utwory Ennio Morricone i włączył je do ścieżki dźwiękowej, ale odwołał się też do sceny, w której R.J. MacReady (oczywiście grany przez Kurta Russella, pojawiającego się w „Nienawistnej ósemce") związuje wszystkich ocalałych i pobiera ich krew do badania.

„Rio Bravo" Howarda Hawksa (1959)

„Rio Bravo" to jeden z najbardziej znanych westernów w historii i chyba ulubiony film Tarantino. Reżyser uwielbia też bohaterów, w których wcielał się ideał męskości — John Wayne. Jak to jednak często bywa, Quentin postanowił pójść własną drogą i z klasycznej historii, w której konflikt został zbudowany na linii „my-oni", zrobił krwawą jatkę w stylu „wszyscy przeciwko wszystkim".

„Chartum" Basila Deardena i Eliota Elisofona (1966)

W tym wypadku inspiracja nie dotyczy wprost fabuły ani bohaterów, ale metody reżysera. Skorzystał z technologii Panavision i taśmy 70 mm, której używano przy tworzeniu superprodukcji z połowy XX wieku. Przyjmuje się, że ostatnim filmem, w którym z niej skorzystano, był właśnie „Chartum", czyli opowieść o XIX-wiecznych zmaganiach Brytyjczyków z mandystami w Sudanie… Dzięki temu faktura obrazu „Nienawistnej ósemki" staje się bardziej szlachetna, chociaż koniec końców film i tak będzie odtwarzany w wersji cyfrowej.

„Wściekłe psy"... Quentina Tarantino (1992)

Jeśli jesteś fanem Tarantino, na pewno w czasie seansu zaczniesz się zastanawiać: „skąd to znam?". Grupa ludzi zamknięta w małej przestrzeni ze świadomością, że nie mogą sobie ufać…. Hmm, pewnie w końcu pomyślisz o „Wściekłych psach". Quentin lubi swoje filmy i tak, jak do twórczości innych reżyserów, chętnie odwołuje się sam do siebie. Czasy, w których rozgrywa się akcja są inne, ale główny problem bohaterów (czyli chęć uratowania własnego tyłka) pozostał ten sam.

Przeczytaj też:
Filmy 2016 roku, na które czekamy
10 rzeczy, które Larry Clark wniósł do kultury
Playlista muzyki z filmów Xaviera Dolana